Pani Janina to moja stała klientka. Któregoś jesiennego dnia, stanęła w progu mojego gabinetu i już wiedziałam że ma dla mnie nowiny z kategorii niecierpiących zwłoki….
– Pani Etnorio – zaczęła szeptem
– Proszę mi postawić tarota odnośnie planowanej imprezy.
Wspomnę tylko że Pani Janina jest przesympatyczną emerytką w wieku 70 +. Już wtedy wyczułam że z tą imprezą jest coś nie tak, a już na pewno nie chodzi o Andrzejki w klubie emeryta….Rozłożyłam karty i z układu odczytałam zagrożenie kradzieży. Co do reszty impreza miała przebiegać zgodnie z oczekiwaniami, a w efekcie moja klientka miała być zadowolona….
– To co? – dopytywała się Pani Janina
– Mam iść? Karty są mi przychylne?….
– Tak Pani Janino proszę się dobrze bawić i nie brać ze sobą żadnych wartościowych przedmiotów. Wszystko będzie dobrze.
Pani Janina nie dawała jednak za wygraną i już przy drzwiach odwróciła się na pięcie.
– Pani Etnorio ale ja nie mam żadnych wartościowych rzeczy. Proszę popatrzeć czy ta ewentualna strata będzie dotkliwa?
Znów popatrzyłam w karty i odpowiedź była pozytywna.
– Tak. Pani Janino strata będzie spora. Można powiedzieć kilka tysięcy.
W oczach Pani Janiny zobaczyłam figlarne ogniki.
– Tym razem się Pani pomyliła nie ma takiej opcji.
Na początku grudnia ponownie w drzwiach stanęła Pani Janina. Jakaś inna, odmieniona. Coś jak by z twarzą było nie tak ale nie zdążyłam się dokładnie przyjrzeć…..Pani Janina zasłoniła usta ręką i wyszeptała…..
– Moja kochaniutka, jak zwykle miałaś rację.
– Tak?- zapytałam zdziwiona.
Już chciałam dopytać w czym konkretnie. Bo szczerze mówiąc jakoś nasza ostatnia sesja tarota nie utkwiła mi w pamięci.
– Impreza udana – wyszeptała Pani Janina.
– Strata owszem dotkliwa ale warto było. Z niedowierzaniem popatrzyłam na moją klientkę.
Okradziono ją a od niej emanuje szczęście.
– Warto było powtórzyła ponownie.
Tym razem oczy Pani Janiny zrobiły się okrągłe jak by nie obecne. Wyraźnie uśmiechała się do swoich wspomnień, które przywoływała w pamięci. Nic nie rozumiałam, nie należę do osób wścibskich ale tym razem ciekawość wzięła górę.
– Pani Janino gdzie Pani była?
– Jak to gdzie w klubie dla swinger-sów.
– Gdzie?- zapytałam ponownie.
Bo to co usłyszałam ni jak nie pasowało mi do rzeczywistości. – W klubie dla swinger-sów przecież mówię – odpowiedziała lekko podirytowana Pani Janina.
– Sztuczną szczeknę zgubiłam… Strata jak nic 3 tysiące. I tu na dowód że mówi prawdę pokazała mi braki w uzębieniu. – Ale warto było.
– Niczego nie żałuje – dodała stojąc w drzwiach i przesyłając mi buziaki z dłoni.
Ja natomiast popadłam w stan totalnego ogłupienia…
Autor Etnoria Aris



