…Prawie zaniemówiłam.
– Nawiedzony dom?
Przyznam że ilekroć słyszę takie określenia kąciki ust unoszą mi się lekko ku górze. Mój klient miał śmiertelnie poważną minę a w jego oczach czaił się strach.
– Dlaczego Pan uważa że dom jest nawiedzony?
– Bo w nim straszy!
– A dokładniej? – dopytywałam
– Słyszę jak w nocy ktoś po nim łazi. Skrzypią schody. Słyszę głosy jak by nie z tego świata.
– I co Pan wtedy robi?
– Zapalam światło.
– I co?
– No właśnie nic, ja oszaleję. Proszę mi pomóc.
– Jak długo słyszy Pan te wszystkie odgłosy?
– Drugi tydzień.
– A przedtem? – dociekałam
– Przedtem nic się nie działo. Niechże mi Pani pomoże. Duchy mi się zalęgły w domu. Kogo jak kogo ale Panią nie powinno to dziwić – usłyszałam
Jeszcze raz popatrzyłam na miłego, bądź co bądź Pana w średnim wieku, ubranego w modne sportowe ciuchy. Mówił prawdę.
– Dobrze w takim razie pojedźmy tam.
Kiedy otwierał przede mną drzwi samochodu, usłyszałam jak odetchnął z ulgą. Dom mieścił się przy jednej z głównych ulic miasta. Spory ruch utrudniał koncentrację ale żadnych negatywnych energii nie czułam.
– Mieszka Pan sam? – zapytałam
– Nie z żoną.
– Żona też słyszy kroki i głosy?
– Żona nic nie słyszy- wymamrotał zniecierpliwiony.
Weszliśmy do środka. Eleganckie wnętrze świadczyło o zamożności właścicieli. Po godzinie kategorycznie oświadczyłam że żadnych duchów w budynku nie ma. Jak by były wyczuwałabym ich obecność. Mój klient był wyraźnie nie zadowolony.
– Skoro tak. To zostaje tu Pani na noc – w tym momencie przekręcił klucz w zamku, a klucz zniknął w kieszeni jego spodni.
Oniemiałam. Żadne argumenty do niego nie trafiały. Co było robić. Zostałam na noc. Około godziny 23 małżonkowie zasnęli w swojej sypialni. Ja w pokoju obok czytałam z nudów książkę, przekonana o tym ze nic mi tej czynności nie zakłóci. Aż tu nagle szmer… tup, tup, tup, tup… czyjeś kroki. Cisza i znów skrzypniecie na schodach. Podeszłam do sypialni i uchyliłam lekko drzwi, małżonkowie spali w ciszy a odgłosy z dołu ponownie dochodziły do moich uszu. Na palcach zeszłam schodami w dół. I w tej chwili cień przebiegł po kuchennej ścianie. Przywarłam plecami do lodówki. Czyżby mój klient miał rację? To nie możliwe. Odgłosy przeniosły się do piwnicy. W ciemności znalazłam kontakt i zapaliłam światło. Przede mną stał młody mężczyzna w piżamie z ustami pełnymi jedzenia.
– Kim Pani jest? – wyjąkał po chwili
– A Pan?
– Mam na imię Marek. Mieszkam tu.
– Tu. – pokazałam palcem na piwnice .
– No nie tam- teraz on pokazał palcem na piętro.
– To co Pan tu robi?- zapytałam kompletnie zdezorientowana.
– A bo widzi Pani studia które wybrałem okazały się kompletną porażką. Medycyna jest nie dla mnie ale mój ojciec uważa inaczej… Rozumie Pani?
Chłopak wlepił we mnie błagalne spojrzenie. Odruchowo przytaknęłam głową.
– Ojciec nie widzi mnie w innym zawodzie. Już od dziecka marzył o mojej praktyce lekarskiej. A teraz kiedy to się stało tzn. kiedy dostałem się na studnia medyczne nie istnieje argumentacja która by go przekonała że te studia mnie nie satysfakcjonują.
– Ale dlaczego ukrywa się Pan we własnej piwnicy?
– A to już pomysł mojej mamusi.
Chłopak się lekko zarumienił.
– Mamcia też nie wiedziała jak ojcu przekazać tą nowinę. I puki co kazała mi się tu schować, aż do chwili kiedy coś wymyśli…drugi tydzień mija i nic nie wymyśliła….
Autor: Etnoria Aris



