Wigilię spędzałam u moich przyjaciół w Paryżu. Długo zastanawiałam się czy skorzystać z zaproszenia i polecieć bo nie znoszę zatłoczonych lotnisk w okresie świątecznym. Podjęłam jednak decyzję i teraz stałam w kosmicznie długiej kolejce do bramki na lotnisku. Samolot o dziwo odleciał o czasie. Miałam półtorej godziny tylko dla siebie. Fantastycznie pomyślałam. Tyle spraw do przemyślenia. I natychmiast przed oczami stanęła mi Iwonka. Co ona znowu wymyśliła jesienią dzwoniła że wynajęła mieszkanko w centrum Paryża i pracuje nad projektem ale jakim nie powiedziała. Zamknęłam oczy i w rezultacie zasnęłam. Samolot wylądował w Orly. Lotnisko położone jest 15 km od stolicy. Iwonka miała na mnie czekać i … oczywiście nie czekała. Cholera gdzie ona może być. Telefonu nie odbiera miałam złe przeczucie. W jednej chwili ktoś złapał mnie za ramię.
– Etnoria – zapytał wysoki mężczyzna koło 40
– Nie mogłem wypatrzyć Cię w tym tłumie Iwonka prosiła żebym Cię odebrał.
– Stało się coś? – zapytałam zaniepokojona
– Dlaczego ona tu nie przyjechała?
– Bo gotuje kolację wigilijną.
O matko i córko pomyślałam. Iwona i gotowanie. Mam nadzieje że przeżyjemy tą ucztę.
– A co gotuje? – zapytałam pełna złych przeczuć.
Mężczyzna popatrzył na mnie jakoś dziwnie.
– Chodźmy do samochodu – powiedział i zabrał moje bagaże.
– Mam na imię Stefan. Przepraszam że wcześniej się nie przedstawiłem.
Otworzył usta jakby chciał kontynuować rozmowę, ale po chwili je zamknął a na jego twarzy odmalowała się totalna rezygnacja. W samochodzie popatrzył na mnie oczami zbitego psa i powiedział.
– Iwonka od wczoraj smaży kotlety. Postanowiła też ulepić pierogi. Nie wiem co ona dzisiaj gotuje ale widziałem w koszu na węgiel spaloną rybę. Może zróbmy zakupy i kupmy coś gotowego bo możliwe że na stole w ten uroczysty wieczór pojawi się tylko opłatek.
Widać zna Iwonkę równie dobrze jak ja pomyślałam. Zrobiliśmy zakupy i postanowiliśmy je ukryć w samochodzie na wypadek gdyby jednak Iwonie coś udało się ugotować. I w tej chwili zadzwonił telefon.
– Etnoria kup rybę, pierogi i co tam jeszcze uznasz za stosowne. Ja mam opłatek i białe wino – informowała mnie Iwonka
Udało nam się przedrzeć przez ogromne korki i dotarliśmy na miejsce. Mieszkanko mieściło się na 2 piętrze uroczej kamieniczki. Z okna było widać łuk triumfalny. Na górę wywiozła nas stara żeliwna winda. Drzwi otworzyła rozanielona Iwonka.
– Witam dobrze że jesteś. Bo mnie z tą Wigilią nic nie wychodzi zajęłam się pracą. A Wy ze Stefanem zróbcie tą uroczystą kolację.
W maleńkiej kuchni z trudem mieściła się jedna osoba. Położyłam na stole zakupy i weszłam do równie małego pokoju. Stanęłam jak wryta. Na środku stołu który zajmował niemal całe pomieszczenie siedział goły mężczyzna. A moja przyjaciółka z pietyzmem mazała go czerwoną glinką.
– Iwona co robisz? – zapytałam zdziwiona
– Pracuję. Tematem jest nowe spojrzenie na mężczyznę we współczesnym świecie. Autorskie teksty uzupełnią artystyczne zdjęcia.
– Na którą zaplanowałaś Wigilię?
– Za 2 godziny – zaszczebiotała Iwonka
Z kuchni usłyszałam westchnienie Stefana. Założyłam płaszcz i wybiegłam na korytarz. Zjechałam windą na dół. Zimne powietrze na ulicy spowodowało że zaczęłam trzeźwo myśleć. I wybuchłam śmiechem. Cała Iwonka. Zaprosiła gości na kolację której nie przygotowała. Jak by tego było mało to kazała im jeszcze zrobić zakupy. Po czym zamiast dekoracji świątecznej na stole siedzi goły mężczyzna. Ciekawa jestem jak by na moim miejscu zareagowały moja mama albo ciotka Elwira. Chciałam odetchnąć. Ruszyłam w dół polami elizejskimi które wyglądały cudownie w świątecznej oprawie. Kolorowe witryny sklepów mieniły się wszystkimi kolorami tęczy. Całość wyglądała bajecznie. W którymś momencie poczułam na sobie czyjś wzrok. Kilka krotnie obejrzałam się za siebie. Miałam wrażenie że ktoś mnie obserwuje. Przystanęłam przy wystawowej szybie żeby w odbiciu przyjrzeć się ulicy. Nie zobaczyłam nic co by potwierdziło moje obawy. Co się dzieje pomyślałam. Niepokój który mnie ogarnął był tak silny ze przywarłam plecami do wystawy. Po chwili usłyszałam krzyk kobiety. Na ulicy leżał mężczyzna z nożem wbitym w bok. Krew przeciekała przez kurtkę. Tworząc na chodniku ciemno brunatną plamę. Przechodnie otoczyli kołem rannego. Po chwili do rannego podbiegł mężczyzna.
– Jestem lekarzem odsuńcie się – powiedział
Po 10 minutach przyjechała karetka. A ja nie byłam w stanie się ruszyć jak by mnie coś sparaliżowało. Znałam doskonale to uczucie. Czułam się jak ofiara którą namierza myśliwy. Widziałam napastnika. Na pewno go widziałam. Musze się tylko skoncentrować i przypomnieć sobie jego twarz. Wróciłam do mieszkania. Iwona kończyła nakrywać stół.
– O jesteś – uśmiechnęła się na mój widok.
– Stefan przygotował Wigilię. Zaraz siadamy.
Iwonka popatrzyła na mnie.
– Jesteś jakaś dziwna. Stało się coś?
– Nie chcę teraz o tym rozmawiać. Siadajmy do stołu.
Po kolacji poszłam do swojego pokoju. Mały ciasny ale własny. Pomyślałam. Zapaliłam świece. Rozsypałam zioła. I po jakimś czasie zobaczyłam śniadego mężczyznę który obserwuje ulicę. Jest spokojny. Wyważony. Ma plan. Kalkuluje w myślach. Wybiera ofiarę. Chce zabić. Ubrany jest w czarna skórzana kurtkę do pasa. Na głowie ma czarną czapkę. Z tłumu niczym się nie wyróżnia. Nie zwraca niczyjej uwagi. Ma na imię Zahar. Nic więcej nie widzę. Tłum ludzi go pochłania. Po chwili atakuje. Wbija nóż. Ktoś rozsypał mandarynki. Zahar podnosi jedną z nich i cofa się do tyłu. Wmieszał się w tłum. Słyszę sygnał karetki. To tyle.
Rano wiadomości podały szczegóły napadu. Mężczyzna przeżył. Kamery uchwyciły sprawcę. Iwona stanęła przed telewizorem zasłaniając mi sobą cały ekran.
– Ty tam byłaś? Przyznaj się – powiedziała
– Tak byłam
Tej samej nocy ujęto nożownika. Okazał się nim Zahar Faro. Emigrant z Pakistanu. Nie potrafił wytłumaczyć dlaczego chciał zabić.
W pierwszy dzień Świąt u Iwonki na stole znów pojawił się nagi mężczyzna. Tym razem oblepiony niebieską papką. Postanowiłam wracać. Myśl o Sylwestrze spędzonym pod wierzą Eiffla przestała mnie cieszyć. W Polsce powitał mnie śnieg, mróz i moja kuzynka Majka.
– Zabieram Cię na Sylwestra w góry. Do bacówki moich rodziców.
Wzięłam głęboki oddech. Mroźne powietrze wypełniło mi płuca. W wtedy poczułam to jedyne w swoim rodzaju uczucie. Jestem u siebie i nic złego mnie już nie spotka.
Iwonka zdobyła pierwszą nagrodę. A jej nowatorski album zyskał uznanie krytyków.
Autor Etnoria Aris.




Jedna odpowiedź
Ale przeżycie i niezapomnianą Wigilia.
Ale, że wyczułaś zabójcę. Raczej chyba nie zazdroszczę takich umiejętności.
To musi być męczące.