Policjant wlepił we mnie blado niebieskie oczy.
– Pani wiedźmo Pani wie że ja nie wierzę w czary ale jakiś wewnętrzny głos nie daje mi spokoju. Czuję wewnętrzną potrzebę żeby z kimś o tym porozmawiać. I wybrałem Panią. Mam wrażenie że ktoś lub coś od dłuższego czasu mnie obserwuje. Jak jestem sam to czuję dokładnie tak jak bym nie był, jak by ktoś stał przy mnie albo za mną. Nawet w toalecie mam takie wrażenie. Zero prywatności.
– Proszę Pana ma Pan stresującą pracę może zamiast ze mną powinien Pan porozmawiać z psychologiem policyjnym. Przecież sam Pan powiedział że w czary nie wierzy.
Policjant milczał.
– Pani Etnorio ja już wiem że trafiłem pod właściwy adres. Proszę mi pomóc się uwolnić od tego czegoś.
-Czyja to obecność? Czy oprócz tego że ma Pan przeświadczenie że ktoś przy Panu jest. Czuje Pan jeszcze coś innego np. zapachy albo zmiany temperatury wokół Pana? Np. gwałtowne oziębienie powietrza.
Policjant popatrzył na mnie szeroko otwartymi oczami. Po chwili Powiedział
– Nie wiem.
Miałam wrażenie że nie mówi mi prawdy. Popatrzyłam na niego a on skulił się pod moim wzrokiem.
– No dobrze powiem Pani. To moja ciotka Hermina. – powiedział cicho
Zapadła kłopotliwa cisza.
– Ona chce żebym oddał bratu dom i działkę nad jeziorem. Ale ja nie mogę tego zrobić. Bo moja żona podzieliła działkę na pół. Część wystawiła na sprzedaż a remontem domu zajęli się już robotnicy.
– Proszę mi powiedzieć jak do tego doszło?
– Oj tam zaraz doszło. – bagatelizował temat policjant.
– Jak by miało do czego dochodzić. Ciotka była zamożną kobietą bez dzieci. Miała duże mieszkanie w Katowicach, konta, działki, dom w Wiśle i 30 arową działkę z domkiem nad jeziorem Żywieckim. Z wiekiem zaczęła tracić siły i wtedy nas zapytała tzn. mnie zapytała – poprawił się mój klient
– Czy się nią zajmę? I ja wtedy odmówiłem a wtedy mój brat Karol się zgodził. Przeprowadził się do Katowic i zajmował się ciotką do śmierci. Żadnej innej rodziny oprócz nas nie miała. Spadek po śmierci przypadł na nas dwóch. Choć tak naprawdę moralne prawo do niego miał wyłącznie mój brat– policjant popatrzył na mnie oczekując jakiejkolwiek reakcji.
– Dlaczego Pan w takim razie przywłaszczył sobie majątek który się Panu nie należał – zapytałam
– Oj tam od razu się nie należał – mruczał pod nosem mężczyzna.
– Proszę Pana przecież ma Pan świadomość że to co Pan zrobił to zwykła kradzież. Jak długo Pański brat zajmował się ciotką?
– 11 lat.
– A ile razy Pan w tym czasie u nich był i pomagał w opiece nad ciotką?
Mężczyzna milczał.
– To niech mi Pan w takim razie wyjaśni na jakiej podstawie chce się Pan dzielić majątkiem ciotki?
Odpowiedzi nie było.
– Pani Etnorio proszę mi pomóc.
– Zróbmy tak. Zapalę świece i popatrzę w ogień. A za tydzień Pan do mnie przyjdzie i powiem co mogę w tej sprawie zrobić.
– Za tydzień! -wrzasnął mężczyzna
– Przez tydzień ja z tą babą oszaleję
– Przykro mi ale ja musze mieć kilka dni żeby popracować nad tematem.
…
Minął tydzień
Policjant znów siedział w moim gabinecie. Wyglądał kiepsko
– Widzę że Pan się nie wysypia – zagadałam
– A dziwi się Pani – oburzył się mój klient.
– Co mam zrobić żeby pozbyć się ciotki? Wie Pani już?
– Wiem. Oddać bratu domek z działką nad jeziorem.
– To niemożliwe. Musi być jakieś inne wyjście.
– Jest. Proszę mu zaproponować pieniądze i przeprosić za swoją pazerność.
– Ale ja nie mam takich pieniędzy. W grę wchodzi pół miliona złotych. Ja nigdy nie nazbieram takiej kwoty.
– Proszę Pana – zaczęłam spokojnie.
– Pana żona podzieliła działkę na pół. W takim razie proszę oddać mu działkę a dom jakoś mu Pan spłaci. Może w ratach? Proszę spróbować się jakoś z nim dogadać.
– Jak Panią posłucham żona mi łeb ukręci.
– A jak mnie Pan nie posłucha zrobi to ciotka.
– Żartuje Pani? – mój klient otworzył usta
– A nie można by było jej odprawić i zachować ten mały domek?
– Nie – odpowiedziałam stanowczo.
– A ten domek wcale nie jest taki mały. To ponad 200 metrów całorocznego budynku.
Policjant wstał i wyszedł bez pożegnania.
– Nie tego od Pani oczekiwałem – burknął przy drzwiach
Więcej go nie widziałam.
…
Minęło kilka lat.
Któregoś lata moja przyjaciółka wiedźma z Brennej zaprosiła mnie do siebie. Wieczorem pojechałyśmy do restauracji którą prowadził klient mojej przyjaciółki. W drodze do Wisły minęły nas wozy strażackie, karetka pogotowia i radiowozy na sygnałach. Na miejsce dotarłyśmy spóźnione. Właściciel lokalu góral z krwi i kości powitał nas serdecznie i ugościł po królewsku. Po kolacji zapytałam co się stało? Bo widziałam mijających nas strażaków i policjantów.
– Aa….mieliśmy tu pożar. Po raz kolejny Palił się tu dom nad jeziorem. Tym razem chyba skutecznie.
– Jak to po raz kolejny? – zapytałam zdziwiona.
Góral zapalił papierosa i z przyjemnością zaciągnął się dymem.
– To dziwne – powiedział po chwili
– Mówią że to miejsce jest przeklęte a dom nawiedzony. Należał kiedyś do policjanta z Katowic. Po jego śmierci żona przestała tu przyjeżdżać i go sprzedała. Choć wcześniej wyremontowała go na błysk. Musiała kilka krotnie obniżać cenę bo kupca nie było. W końcu udało się sporządzić umowę przedwstępną i wtedy był pierwszy pożar. Kupujący się wycofał. Później był kolejny pożar i dwa kolejne. Ten jest czwarty. Sądzę że ten pochłoną już całą posesję. Łącznie z sadem i starodrzewem.
Góral przyglądał mi się z pod kapelusza.
– Dlaczego mam wrażenie że na temat tego domu Pani wie znacznie więcej niż ja.
Kilka dni później pojechałyśmy nad Jezioro Żywieckie. Dom był doszczętnie spalony. Nie nadawał się już do żadnego remontu. W grę wchodziła tylko rozbiórka. Właściciel nieruchomości zginął w wypadku samochodowym.
Autor Etnoria Aris



