Cudowny poranek. Lubię jak mgły unoszą się ku górze. Koniec lata to dla mnie czas magiczny. Przyroda powoli się wycisza. Barwy w koło tracą na intensywności. Siedziałam na tarasie i piłam poranną kawę.
– Cześć – usłyszałam za plecami
Odwróciłam się gwałtownie. Filiżanka zadrżała w mojej ręce. O mało się nie oparzyłam. Przede mną stała moja koleżanka Agata i uśmiechała się od ucha do ucha.
– Mama powiedziała że Cię tutaj znajdę.
– Witaj – przytuliłam ją mocno i od razu wyczułam że jest niesamowicie spięta.
– Siadaj – poprosiłam
– Napijesz się kawy?
– Chętnie.
Agata usiadła nie przestając się uśmiechać. Znałyśmy się od dawna. Agata uczyła się w liceum medycznym a po maturze poszła na studia. Skończyła je z tytułem magistra położnictwa. Szpital był jej pasją i sposobem na życie. Wyszła za mąż urodziła 2 dzieci. Nasze kontakty osłabły. Ostatnio widziałyśmy się jakieś 3 lata temu.
– Dlaczego nie zadzwoniłaś że będziesz? Przygotowałabym Twój ulubiony deser.
– Poważnie? – Agata patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
– Zrobiłabyś dla mnie bezę Pawłowa.
– Oczywiście. Jak nie dla Ciebie to dla kogo? – pogroziłam palcem mojej przyjaciółce.
Agata usiadła na skraju fotela i upiła mały łyk kawy.
– Etnoria mam do Ciebie pytanie, wiesz że jestem położną.
Skinęłam głową.
– Kilka miesięcy temu poznałam dziewczynę. Leżała na patologii ciąży. Zaprzyjaźniłam się z nią. Wychowywała ją babcia która umarła. Rodzice się nią nie interesowali. Nigdy nic nie mówiła o ojcu dziecka. Powiedziała że po urodzeniu odda je do adopcji. Zależało jej żeby trafiło do normalnej rodziny.
– Agata – przerwałam jej w pół słowa.
– Chcesz adoptować to dziecko? Mam rację?
Moja przyjaciółka wytrzeszczyła oczy.
– Skąd wiesz?
Teraz ja na nią popatrzyłam.
– A no tak – uśmiechnęła się Agata
– Złe pytanie.
– Chciałam go adoptować ale Artur się nie zgodził. Miał do mnie pretensje że 10 lat temu mu nie powiedziałam że chcę mieć trzecie dziecko. A poza tym dziewczyna zniknęła.
– Jak to zniknęła? – zapytałam zdziwiona
– A no zwyczajnie. Wyszła ze szpitala na żądanie. Ja wtedy miałam wolne po dyżurze.
– Rozmawiałaś z nią o adopcji dziecka?
Agata skinęła głową.
– Etnoria błagam Cię postaw karty. Chcę wiedzieć gdzie ona jest i czy jest bezpieczna.
– Agatko – zaczęłam spokojnie.
– Artur nie godzi się na adopcję. Bez jego zgody sama nie dasz rady.
– Wiem – Agata wbiła wzrok w podłogę.
– Wychowam to dziecko sama.
Rozłożyłam karty tarota
Dziewczyna była w domu. Chciała przemyśleć jeszcze raz swoje decyzje.
…
Minął miesiąc.
– Jestem u Ciebie za godzinę – powiedziała Agata i rozłączyła się
– Ależ u Was zimno w Krakowie jeszcze lato a u Was jesień. Szykuję się do adopcji – oświadczyła
– Sara urodziła. Michałek jest zdrowy. Powiedz mi czy Artur w końcu mi pomoże? Potrzebuje go a on stroi fochy.
Rozłożyłam karty.
– Aga nie podoba mi się to co widzę.
– A dlaczego?
– Bo widzę podstęp i szantaż. Co tam się u Was dzieje?
– No wiesz – oburzyła się Agata
– A co niby ma się dziać? Powiedz mi tylko czy Artur ustąpi.
– Ustąpi
Agata odetchnęła z ulgą i pocałowała mnie w policzek.
…
Minęły 2 miesiące
– Już jesteśmy w komplecie. Michałek jest z nami. W przyszłym tygodniu Was odwiedzimy – informowała mnie przez telefon rozanielona Agata.
Dzwonek w drzwiach obwieścił przybycie gości. Agata weszła do holu niosąc na rękach zawiniątko. A za nią dreptał Artur obładowany torbami jak wół.
– Przedstawiam Ci Michałka – Agata rozsunęła suwak śpiworka.
O kurczę pomyślałam patrząc na dziecko.
– Coś nie tak? – zapytała moja przyjaciółka
– Ależ on śliczny – powiedziałam
– Pewnie – powiedziała Aga
– A już myślałam że nie podoba Ci się jego kolor skóry.
– Położę go na górze w sypialni – Agata wzięła dziecko i poszła na górę.
Popatrzyłam na Artura.
– Co się tak gapisz? – odburknął
– Całkiem jej odbiło.
– A co na to Wasze dzieci Maja i Kacper?
– Myślą podobnie jak ja. Ale to niczego nie zmieni. Agata się uparła.
Artur usiadł w fotelu i objął rękami głowę.
– Etnoria ja czasami myślę że oszaleję. Agata mnie zaszantażowała. Wymusiła na mnie zgodę na adopcję. Kamienica w której prowadzę kancelarię należy do niej. Powiedziała mi że mam poszukać sobie innego lokum albo się zgodzić. Podobnie postąpiła z dziećmi. Jeżeli będą robiły problemy sprzeda ich mieszkania w Wieliczce i wyjedzie.
– Gdzie? – zapytałam zdziwiona.
– Do Afryki zachodniej. Widziałaś Michałka, jest czarny jak senegalska noc.
Usiadłam i zapaliłam papierosa. Coś mi się tu nie zgadzało. Po kolacji do mojego gabinetu przyszła Agata.
– Powiesz mi o co tu chodzi? Czy dalej będziesz nas wszystkich dręczyć.
– Znasz mnie – zaczęła
– Znam. I dlatego uważam że ta sprawa ma drugie dno.
Zapadła cisza.
– Dobrze powiem Ci. Jak Sara przyszła do nas na oddział zasnęłam na dyżurze i miałam sen. Śniło mi się że przyszedł do mnie anioł i kazał adoptować jej dziecko. Powiedział że jeżeli tego nie zrobię stracę swoje w wypadku samochodowym. A Artur zachoruje na raka i lekarze nie będą w stanie mu pomóc. Ja zostanę sama i dziwaczeję. Sen powtarzał się przez cały pobyt Sary w szpitalu.
-Powiedziałaś o śnie dzieciom i Arturowi.
– Nie – Agata pokręciła głową.
Artur zaakceptował dziecko. Michałek chowa się zdrowo. Agata rozkwitła. Są szczęśliwi.
Autor Etnoria Aris



