– To było niesamowite. Widziałem ją w oknie. Patrzyła na mnie a ja byłem sparaliżowany strachem.
Mój klient złapał się za serce.
– Mieszkam na czwartym piętrze. Kobieta była eteryczna, wychudzona i miała długie rzadkie włosy. Pani ze mną pojedzie i ją przepędzi – powiedział i położył na stole plik banknotów.
– Proszę Pana spokojnie. Proszę mi opowiedzieć od kiedy widuje Pan zjawę?
– Od miesiąca.
– A co wydarzyło się miesiąc temu?
Moje pytanie zbiło z tropu Pana Ryszarda. Popatrzył na mnie takim wzrokiem że miałam wrażenie jakby mnie chciał prze lustrować na wylot.
– Dlaczego uważa Pani że coś musiało się wydarzyć? – zapytał
– Wcale tak nie uważam. Ale zjawy bez powodu nie pokazują się mężczyznom po 50, żonatym i statecznym.
– Co mi Pani tu sugeruje? Że żonaty, dzieciaty a do tego głupi – nastroszył się mój klient.
– Panie Ryszardzie ja tylko pytam. Proszę się uspokoić.
Co on takiego ukrywa pomyślałam. Pan Ryszard wstał z fotela i podszedł do okna. Nic nie mówił. Po kilku minutach zaczął.
– Kilka tygodni temu poznałem młodą kobietę. Taką lalkę jak z żurnala. Umówiłem się z nią w hotelu. Przy trasie na Radom. Czułem się jak uczeń na wagarach. Z wrażenia nie mogłem zaparkować samochodu. I stuknąłem Merola stojącego obok. Wgniecenie owszem było ale bez przesady. W holu hotelu zapytałem o monitoring. Recepcjonista powiedział mi że obejmuje tylko pierwsze 6 samochodów od budynku. A mój stał w 8 rzędzie. Postanowiłem przemilczeć temat. Przeparkowałem wóz i udałem greka. Moja lalka się postarała. Takiego seksu to ja nie miałem nigdy. A potem mi powiedziała że jak chce żeby została do rana to muszę dopłacić 1000 zł. Zaniemówiłem. O płaceniu miedzy nami nie było mowy. Moja droga powiedziałem lalce nic z tego. A ona na to że zaraz zadzwoni do swojego alfa i zaraz zmienię zdanie. Zawrzało we mnie. Pchnąłem ją na łóżko. A ona uderzyła się głową o ścianę. Wykorzystałem moment i uciekłem z pokoju. Na drugi dzień w pracy miałem głuchy telefon. Potem zginął mi samochód. Zaraz po nim portfel z dokumentami i kartami kredytowymi. Po dwóch dniach w pracy zjawiła się lalka. Zażądała ode mnie 5 tysięcy odszkodowania. Pojechaliśmy do domu taksówką. Dałem jej całą gotówkę jaką miałem w domu. Trzy i pół tysiąca złotych, złoty łańcuszek i sygnet. Więziła. Powiedziała że o samochodzie nic nie wie. Podobnie jak o kradzieży dokumentów. Na trzeci dzień zjawili się u mnie karki. Mówili ze wschodnim akcentem. Dostałem w gębę na powitanie. Powiedzieli że mam coś co należy do nich i albo to oddam albo sami odbiorą. Nie wiedziałem o czym mówią. Jak mogłem im coś oddać skoro nic nie miałem. Przez kilka kolejnych dni był spokój. Aż do weekendu. Wracałem żony samochodem do domu. Drogę zajechał mi Mercedes. Poznałem że ten sam z hotelowego parkingu. Ten którego stuknąłem tamtej nocy. Karki wskoczyły do mojego samochodu. Znów dostałem po gębie. Rozpłakałem się jak dziecko. Panowie nic waszego nie mam. Błagam dajcie mi spokój.
– I co dali? – zapytałam
– Nie ale dowiedziałem się że tamtej nocy ktoś ukradł im z samochodu narkotyki. Ja ich stuknąłem. Namierzyli mnie bo myśleli że to ja. Zażądali ode mnie zwrotu 200 tys. złotych. Wyznaczyli termin spłaty za tydzień. Wtedy zdecydowałem się pójść na policję i wszystko powiedzieć.
– Co pomogli Panu? – zapytałam
– Proszę nie żartować a kiedy oni komukolwiek pomogli. Za to o wszystkim dowiedziała się żona i wyprowadziła się do mamusi. Zabrała dzieci. Da Pani wiarę. Zrobiła ze mnie kurwiołka. Raz na bok poszedłem i taki pech. Taki pech – powtarzał jak mantrę.
– Wziąłem urlop w pracy, żona straszy mnie rozwodem, dzieci nie chcą znać. A teraz jeszcze ten upiór. Czego on ode mnie chce?
Pojechałam do mieszkania Pana Ryszarda. Nic nie wskazywało na to że mamy do czynienia z jakimkolwiek podczepem. Za to puste butelki po alkoholu walały się po całym mieszkaniu.
Autor Etnoria Aris



