– Uważaj ten dom jest przeklęty.
Bożena siedziała u mnie w salonie i patrzyła na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Kilka miesięcy temu jej siostra kupiła okazyjnie dom w Bieszczadach. Wcześniej oglądała go Bożena. Chciała go kupić ale miejscowi jej odradzili i zrezygnowała. Dom należał do zamożnej rodziny. Ponoć uciekli stąd do Kanady bo w domu straszyło. Na Iwonie te opowieści nie zrobiły większego wrażenia i dom kupiła za naprawdę dobre pieniądze. Teraz go remontowała a mnie zapraszała na kilka dni do siebie.
– Etnoria z tym domem coś naprawdę jest nie tak – ostrzegała Bożena.
– A możesz to uściślić.
– Nie. Nie potrafię tego zdefiniować. Miałam wrażenie że ktoś mnie obserwuje. Źle się w nim czułam. Ja wiem że Ty nie należysz do strachliwych. Ale boje się o Iwonę. – ostrzegła po raz kolejny Bożena.
…
Na drugi dzień wsiadłam w samochód i pojechałam w stronę Leska. W rynku zatrzymałam się na obiad. Kelnerka zagadnęła.
– Pani to nie tutejsza
– Zgadza się – uśmiechnęłam się do niej
– A dokąd to Bóg prowadzi.
– Do Polańczyka.
– To piękna miejscowość na pewno się Pani spodoba – dziewczyna usiadła przy moim stoliku
– A może noclegu Pani potrzebuje. Mogę polecić.
– Nie dziękuję. Znajoma kupiła kilka tygodni temu dom. Jadę do niej.
– A od kogo – zainteresowała się kelnerka.
– Od Wronów.
Dziewczyna nic nie powiedziała. Przyglądała mi się uważnie.
– Od tych Wronów z Kanady?
– Tak, zna ich Pani?
– Znam. W tym domu straszy i dlatego z niego uciekli. Słychać tam wrzaski i płacze spać po nocach nie można. To stary dom nie jedna tragedia tam się wydarzyła. – dziewczyna nachyliła się w moją stronę.
– W czasie wojny wymordowano tam dużo ludzi. Niemcy prowadzili tam przesłuchania. A po wojnie też nie było lepiej. Stary Wrona dom dostał od Państwa bo pracował dla władzy.
– Był w milicji? – zapytałam
Dziewczyna wstała, nie odpowiedziała na moje pytanie. Pożegnałam się i wyszłam. Wsiadłam do samochodu i pojechałam drogą którą wskazywał mi GPS. Dom Iwony zobaczyłam z daleka. Na dachu uwijali się robotnicy. Było ich pełno w ogrodzie. Remontowali płot. Okna były już wymienione. Wysiadłam z samochodu i rozejrzałam się wkoło. Miejsce mnie urzekło. Stara drewniana willa tonęła w zieleni. Po bokach zdobiły ją balkony a od frontu okazały przeszklony ganek. Nie dziwię się że Iwona zdecydowała się na kupno, pomyślałam. Moja przyjaciółka wybiegła mi na powitanie.
– Etnoria dobrze że jesteś. Choć pokaże Ci dom.
Weszłyśmy do środka. W pomieszczeniach panował przyjemny chłód. Pokoje miały wysokie sufity które zdobiły stare mosiężne żyrandole. Poprzedni właściciele zostawili całe umeblowanie. Iwona odnawiała meble. W powietrzu unosił się zapach wosku. Przepiękne stare kredensy i szafy nabierały blasku. W środku kręciło się kilku mężczyzn, a dwie kobiety zaciągały pastą drewniane podłogi.
-Widzę że nie marnujesz czasu.
– A na co mam czekać. Za miesiąc skończy się lato. Zaczną się deszcze.
Iwona była podekscytowana. Wiedziałam że jest szczęśliwa.
-Jesteś sama? A gdzie Maciek?
– Pojechał po drewno do tartaku.
Maciej to dobra dusza. Przyjaciel rodziny. Znali się od lat. To dobrze że przyjechał z nią tutaj. Sama mogłaby sobie nie poradzić z tym remontem, pomyślałam.
– Przygotowałam Ci pokój na górze. O 17 robotnicy kończą pracę i będziesz miała spokój. Jutro niedziela. To się wyśpisz – uśmiechnęła się do mnie Iwona stawiając na stole paterę z domowym ciastem i dwie filiżanki kawy.
Przegadałyśmy całe popołudnie. Wieczorem wrócił Maciek. Zjedliśmy kolacje na tarasie za domem. Widok zapierał dech w piersiach.
– Bożena jest przerażona martwi się o Was. Ponoć duchy tu harcują a nocami słychać płacze i krzyki.
– Widzisz tu jakiegoś ducha – roześmiał się Maciek
Iwona szybko zmieniła temat. Minęła godzina a potem druga nie kontynuowaliśmy tej rozmowy. Przed północą rozeszliśmy się do swoich pokoi.
Zapaliłam świecę i rozsypałam zioła. Chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o tym domu. Przyjrzeć się tajemnicy która kryła się w ścianach i zweryfikować opowieści z piekła rodem które dotyczyły tego miejsca. Zajęło mi to całą noc. Nad ranem położyłam się spać. W południe obudziły mnie dzwony pobliskiego kościoła. Zeszłam na dół w kuchni zastałam Iwonę. Ucieszyła się na mój widok.
– Zjesz śniadanie czy poczekasz na obiad. Chcę z Tobą porozmawiać – powiedziała podając mi kawę.
– Maciek pojechał na ryby. Jesteśmy same nikt nam nie będzie przeszkadzał. Wiem że w nocy patrzyłaś w ogień. Widziałam płomień w oknie. Powiedz mi co zobaczyłaś bo oszaleje.
– Obawiasz się czegoś?
– Oczywiście że tak. Tych cholernych duchów i wszystkich straszydeł które rzekomo tu mieszkają
– Widziałaś je?
Iwona przecząco pokręciła głową.
– Dom jest stary. Przedwojenny. Ma swoje lata i historię. Jak wiele budynków które przetrwały zawieruchę wojenną.
– Etnoria! Błagam nie dręcz mnie. Są te duchy czy ich nie ma.
– Nie ma.
– Nie? -zdziwiła się Iwona.
– Poprzedni właściciele nabyli dom dość w niejasnych okolicznościach. Byli przyjezdni. Miejscowym to się nie podobało. Stary Wrona też nie przypadł im do gustu. Postanowili się ich pozbyć. Stąd te opowieści o duchach. Niejednokrotnie poparte działaniem i inwencją twórczą co bardziej pomysłowych sąsiadów. I w końcu im się udało. Kłamstwa powtarzane przez lata dla wielu stały się prawdą, a niektórzy w nie uwierzyli. Przed wyjazdem do Kanady sami rozpowszechniali plotki o rzekomych duchach w ich domu.
– Po co? – zapytała zdziwiona Iwonka
– Chcieli żeby podczas ich nieobecności nikt nie dewastował domu. Jak widać się udało.
– A Bożena? Ona przecież coś tutaj czuła
– Moja droga Twoja siostra ma bujną wyobraźnię. Obie o tym wiemy.
Iwona podskoczyła z radości i pocałowała mnie w policzek.
– Tak się cieszę.
A potem spoważniała. I popatrzyła na mnie tymi swoimi ogromnymi oczami.
– Ale pieczęcie to Ty mi zrób. Tak na wszelki wypadek. Będę spokojniejsza.
Autor Etnoria Aris



