16 listopada Dzień Czarownic.
– Spotkajmy się – usłyszałam w słuchawce.
– Przyjedź do mnie, poświętujemy, powspominamy, zapowiada się magiczny wieczór.
– Kochana jestem zajęta. Może za rok.
– Nie upierała się moja przyjaciółka.
– W takim razie może Ty przyjedziesz do mnie. Zapalimy ognisko.
– Jakie ognisko? U Ciebie można rozpalić co najwyżej małego grilla.
– W takim razie pojedziemy nad rzekę – zaproponowałam.
– No, nie wiem, nie wiem – marudziła Magda.
Po godzinie przyszedł sms. „Jedziemy do Ciebie”. Po południu trzy wiedźmy stanęły w moich drzwiach. Sabina splunęła 3 razy na próg i wymamrotała zaklęcia.
– Pokój temu domowi – odpowiedziały wszystkie razem.
Magda i Kaśka pocałowały mnie w policzek a Sabina rzuciła się na szyję tupiąc nogami.
-Nie wiem czy uda nam się rozpalić ognisko. Śnieg z deszczem wywija od rana.
– Moja propozycja jest taka. Zostańmy w domu a ogień rozpalimy w kominku u mojej mamy. Możemy tam tańczyć do rana ile dusza zapragnie. W lodówce mrozi się cytrynówka i Calvados.
– Mnie pasuje – skwitowała Magda
– W takim razie mamy plany na wieczór
– Ale jak to? Święto czarownic bez ogniska – marudziła Sylwia.
Bliżej wieczora śnieżyca się nasiliła. Nie było mowy o wyjściu z domu. Po kolacji siedziałyśmy w fotelach. Na stole stała cytrynówka. Cohen śpiewał Alleluja. I Kikę wzięło na wspominki.
– Pamiętacie jak kilka lat temu taka sama śnieżyca zastała nas w Wiśle.
– Ja pamiętam jak Sabinę adorował młody góral.
– Jezusicku jakaś Ty pikna jak aniołek – zapiszczała Magda
Wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
– Jak on miał na imię.
– Chyba Jasiek.
– A nie Józek?
– Nie Józek to był jego brat – sprostowała Sabina.
– A skąd Wy znacie brata tego górala?
Zapadła kłopotliwa cisza.
-Czy jest coś o czym nie wiem?
– Myślałyśmy że wiesz.
– Niby co mam wiedzieć?
– Sabina zadzwoniła do Jaśka tuż przed Bożym Narodzeniem. Wynajął jej pokój u siebie w domu a my przyjechałyśmy do niej.
Patrzyłam na nie i wiedziałam że kręcą. Pytanie było zbędne. Bo wiedziałam że chodzi o facetów.
– Jak miał na imię trzeci brat?
– Władek – bez namysłu odpowiedziała Kika
Sabina zatkała uszy dłońmi. Etnoria przestań nie rób tego. Nie możesz wchodzić do mojej głowy bez mojej zgody. Ale ja przed oczami miałam już obrazy. Doskonale wiedziałam co robiły bo migawki układały się w logiczną całość.
– Dlaczego wykorzystałyście tych chłopaków?
– Oj tam zaraz wykorzystałyśmy. Jaka Ty jesteś zasadnicza. – fuknęła Magda
– Wiedzieli kim jesteście?
– I tak i nie – łagodziła Magda.
– Józek się domyślał
Pięknie pomyślałam.
– Wiem że któryś jednej z Was się oświadczył.
– No tak to prawda – przytaknęła Kika.
– Nie mogłam się pozbyć się tego Władka.
– Tyle razy Was prosiłam że BHP przede wszystkim.
– Ale Ty jesteś marudna.
Sabina lustrowała mnie swoimi zielonymi oczami.
Amulety aż mnie paliły. Wiedziałam że nie mówią mi prawdy. Po północy Kika wyszeptała mi do ucha.
-Widziałam jak Sabina dzwoni do Jaśka.
Po co ona to robi pomyślałam. Chłopak się zakocha. Będzie cierpiał a z nią i tak sobie życia nie ułoży. Rano obudziło mnie ujadanie psa. Kto się dobija o 8 rano – przemknęło mi przez myśl. W drzwiach zobaczyłam Jaśka. W pierwszej chwili go nie poznałam. Sabina stanęła za moimi plecami.
– Wejdź Jasiu co tak stoisz?
W kuchni złapałam ją za ramie aż syknęła z bólu.
– Co on tu robi?
– Przyjechał po mnie. Bo ja już się z Wami pożegnam.
Po 15 minutach już ich nie było. Kaśka z Magdą wyjechały po obiedzie. Wiedziałam że zbliżają się kłopoty. Zadzwoniłam do Sabiny. Ostrzegłam ją co się święci ale ona to zbagatelizowała.
– W taką pogodę jak dziś nie ma nic lepszego jak młody, kochliwy góral. Znasz bajkę o Rumianku. Rum i Janek w ciepłym łóżku najlepiej zapobiegają grypie. A ja właśnie zaczęłam się leczyć.
…
Sabina zadzwoniła do mnie zaraz po Sylwestrze.
– Eti mam problem Jasiek chce się żenić.
– Co z tego że chce? Już nie jeden chciał?
– Mam do Ciebie prośbę. Pognaj go to się odczepi.
– Sama go pognaj.
– Nie mogę. Moje czary nie działają. Właśnie dlatego dzwonię.
– Jak to nie działają? Stało się coś?
Rozpaliłam ogień. Widziałam że jest w klatce. Ktoś rzucił na nią klątwę uniemożliwiając jej jakiekolwiek ruchy w kierunku Jaśka. Umiejętności maga spowodowały że Sabina nie mogła swobodnie wyrażać swojej woli.
– Czuje się okropnie. Narzekała.
Przez 40 dni zdejmowałam z niej zaklęcie. W tym czasie Jasiek szalał. Rozwalił jej siekierą samochód bo nie chciała go wpuścić do domu. Cyganie grali jej miłosne pieśni co wieczór. Sąsiedzi złożyli skargę bo nie mogli spać. Interweniowała policja. Jasiek regularnie wybijał jej szyby w oknach. Śledził ją i wydzwaniał do niej po nocach. W końcu udało nam się go pozbyć. Ilekroć zbliża się 16 listopada w pamięci przywołuje tamte wydarzenia. Sama już nie wiem czy było strasznie czy śmiesznie. A może jedno i drugie.
Autor Etnoria Aris



