Zatrzymałam samochód na drodze. Po prostu musiałam to zrobić. Poczekałam aż silnik przestał pracować i jak zahipnotyzowana wysiadłam z samochodu i stanęłam obok. Była styczniowa zimna noc. Na niebie świecił księżyc w pełni a ja wpatrywałam się w ruiny pobliskiego zamku. Było w nich coś niesamowitego jakaś magia. Jak by ktoś chciał mi pokazać coś więcej niż widzę teraz. Stałam tak kilkanaście minut. Mróz w końcu dał mi się we znaki dlatego zaczęłam trzeźwo myśleć. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam dalej. Jechałam do mojej serdecznej przyjaciółki Basi. Ubiegłego lata Baśka wyszła za mąż i wraz z mężem mieszkała na Słowacji. Do celu pozostało mi jeszcze 70 km. To dziwne – pomyślałam bo tą drogą jeździłam kilka razy w roku i ruiny zamku nigdy wcześniej nie robiły na mnie takiego wrażenia. A dziś poczułam jakiś dziwny magnetyzm – uczucie trudne do opisania. Ruiny jak by przyciągały mnie do siebie a ja po mimo stawianego oporu nie byłam w stanie się im oprzeć. Ale dlaczego dopiero dzisiaj?- pomyślałam.
Basia przywitała mnie ciepło. Młodzi małżonkowie kupili trzy pokojowe mieszkanie w Popradzie i właśnie kończyli je remontować.
-Cudownie że jesteś – Basia promieniała
– Jestem w ciąży – szepnęła mi na ucho
Ivan po kolacji pożegnał się z nami bo tej nocy miał jechać w długą trasę. Nie planował powrotu wcześniej niż za kilka dni. Po jego wyjściu Basia zamknęła drzwi na klucz i usiadła w bujanym fotelu.
– No opowiadaj – widzę że coś się stało.
– Baśka ja nie wiem czy jest tu o czym mówić. Pamiętasz te ruiny zamku na wzgórzu jakieś 70 km stąd. Rok temu zbierałyśmy tam orzechy.
Basia zamyśliła się .
– Co z nimi? – zapytała
– Właśnie nie wiem. Zatrzymałam samochód i nie mogłam oderwać od nich oczu jak bym je widziała pierwszy raz. Dzisiejszej nocy oglądałam je jakby w innym wymiarze, emanowały nieznaną mi siłą. Która mnie do nich przyciągała. Zupełnie nie wiem o co chodzi – skwitowałam.
Basia się zamyśliła.
– Tego lata w ruinach znaleziono ciało młodej dziewczyny. I do dnia dzisiejszego nie wiadomo kim ona była bo nie znaleziono przy niej żadnych dokumentów. Policja podejrzewała że to jedna z rumuńskich cyganek, mieszkanka cygańskiego obozu który był rozbity przez całe lato u pod nurza zamku. Ale pewności nie ma – dodała po chwili.
– Jak umarła? – zapytałam
– Do końca też nie wiadomo
Przez kolejne dni starałam się coś więcej dowiedzieć na temat tego tajemniczego zgonu ale informacji w prasie było niewiele. W dniu mojego wyjazdu Basia złapała mnie za rękę.
– Obiecaj mi że tam nie pojedziesz – upierała się.
– Tam może być niebezpiecznie, kamienie zimą są oblodzone a Ty będziesz sama.
Uniosłam oczy ku niebu. Słońce świeciło jasno. Wzięłam głęboki oddech.
-Obiecuję że będę ostrożna – ucałowałam przyjaciółkę i wsiadłam do samochodu.
Po kilkudziesięciu minutach za gór wyłonił się zamek. Dziwne, pomimo słonecznego dnia pozostałości kamiennego zamczyska wyglądały posępnie i złowrogo. Naciągnęłam na uszy czapkę i ruszyłam do celu drogą zasypaną świeżym śniegiem. Po 15 minutach byłam na miejscu. Rozejrzałam się uważnie w koło. Mój wzrok przykuł sporych rozmiarów głaz przy schodach. Podeszłam ku niemu, położyłam na nim obie dłonie…W jednej chwili w moim umyśle zaczęły wirować obrazy z mroku wyłoniły się dwie osoby, chłopak i dziewczyna. Ona siedzi oparta o kamień a on gestykuluje i krzyczy, wymachuje rękami. Dziewczyna wstaje. Chłopak szarpie ją za ramiona. Po chwili odchodzi szybkim krokiem a ona usiłuje go zatrzymać. Popycha ją z impetem. Dziewczyna uderza głową. Chłopak nie patrząc na nią zbiega ścieżką w dół. I rozpływa się w mroku. Po chwili do niej wraca. Przez moment przestaje ich dostrzegać…. Obraz powraca powoli. Chłopak ściąga jej z palca pierścionek ale on wymyka mu się z dłoni i ginie w czeluściach skalnego rumowiska…Przez godzinę usiłowałam dowiedzieć się czegoś więcej. Niestety obrazy się dublowały. Powracały te same i nic nowego nie wnosiły do całości. Wiedziałam że coś przeoczyłam ale nie wiedziałam co…Pierścionek! – przemknęło mi przez myśl. Rozsądek podpowiadał mi że to niemożliwe. Policja przecież dokładnie musiała przeszukać to miejsce. Poza tym tyle ludzi tu przychodziło. Podeszłam do rumowiska. Kamienie były porośnięte krzakami dzikiej róży. I w tym momencie zobaczyłam pierścionek nie na kamieniach. Zwisał na kolczastym krzaku. To dlatego policja go nie zauważyła. Pół roku temu krzaki były pokryte liśćmi, a kolce skutecznie odstraszały ciekawskich intruzów. Ujęłam delikatnie pierścień w zmarznięte palce. Był piękny. Widać było ze nie jest to robota współczesnych jubilerów. Schowałam klejnot do kieszeni kurtki i szybko zbiegłam w dół po oblodzonej ścieżce. Zawróciłam samochód z zamiarem skontaktowania się z najbliższym posterunkiem policji. Po kilku kilometrach zmieniłam zdanie. Może i jestem uprzedzona do Słowackich stróżów prawa ale wszelkie problemy wolę załatwiać w Polsce. Spokojnie dojechałam do Krakowa. Znalazłam znajomy posterunek policji i w kilku zdaniach opowiedziałam co mi się przytrafiło.
– Dlaczego nie zgłosiła Pani tego Słowakom? – dopytywał się policjant.
– Skoro chce Pan wiedzieć to powiem Panu dlaczego . – odpowiedziałam
– Czeska granica była najgorszą jaką przekraczałam za komuny, do dziś mam jeszcze w pamięci gigantyczne kolejki i wprost niewyobrażalną upierdliwość Czeskich celników. Co prawda komuna upadła ale wspomnienia pozostały.
Policjant popatrzył na mnie i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
….
Po kilku miesiącach siedząc w mojej ulubionej kawiarence na krakowskim Rynku podszedł do mnie znajomy policjant, który przyjmował ode mnie zeznania odnośnie znalezionego pierścionka.
-Witam Pani Etnorio, właśnie jutro miałem do Pani dzwonić. Sprawa została zakończona. Znaleziono tego chłopaka który był wtedy w ruinach zamku z dziewczyną.
– Niechże Pan siada – zaprosiłam do stolika policjanta
Usiadł i opowiadał dalej.
– Dziewczyna rzeczywiście była rumuńską cyganką a chłopak pochodził z pobliskiego miasteczka. Ona piękna bez rodziny i nie wykształcona. A on odwrotnie. Pochodził z dobrego domu po studiach z perspektywami na przyszłość. Poznał ją na festynie i zakochał się w niej bez pamięci. Podarował jej pierścionek który dała mu babcia. Lato dobiegało końca. Cyganie zwijali obóz a dziewczyna była w ciąży.
Rozumiem pokiwałam głową
-Słowacka policja opublikowała zdjęcia znalezionego przez Panią pierścionka i po kilku dniach na policję zgłosiła się babcia chłopca myśląc że jej wnuk zgubił prezent.
Smutne pomyślałam. Dlaczego nienawiść jest siostrą miłości. Przecież mogli żyć osobno i każde z nich mogło znaleźć swoje szczęście…
Autor Etnoria Aris



