– Miejscowi opowiadają że w tym kościółku straszy.
– Tak? – zaciekawiłam się
– Ponoć o północy zapala się lampka w zakrystii, wychodzi ksiądz z zamiarem odprawienia mszy. Rozgląda się. Widzi że kościół jest pusty. Stoi tak kilka minut ze spuszczoną głową i odchodzi. Miałam wtedy 17 lat i z moją przyjaciółką Magdą spędzałam wakacje u wujostwa na mazurach. Mieszkałyśmy w starej mazurskiej chacie a od jeziora dzieliła nas odległość 30 metrów.
– Madzia a dlaczego ten ksiądz straszy w tym kościółku – zapytałam
– Pokutuje
– Ale za co?
– Zobacz jaki ten kościółek jest. Mały a miał być dużo, dużo większy. Ówczesny proboszcz zakochał się w miejscowej pannie. Ukradł pieniądze ze zbiórki i uciekli razem.
– I co było dalej zapytałam?
– Parafianie pisali do biskupa, chcieli go odnaleźć ale to nic nie pomagało. Przysłano nowego proboszcza a ten znowu zarządził zbiórkę pieniędzy i trzeba się było składać ponownie. Wtedy przypomnieli sobie że na skraju wsi mieszka czarownica i poszli do niej po pomoc. Oczywiście wiedźmie trzeba było zapłacić. Ale to i tak był ułamek kosztów w stosunku do kolejnych składek na budowę kościoła. Wiedźma powiedziała im gdzie szukać księdza. Chłopi zaprzęgli furmanki i pojechali do niego. Mieszkał daleko a jego gospodarstwo było położone na wzgórzu. Zobaczył że chłopi do niego jadą i ze strachu powiesił się w stodole. Zostawił pannę w ciąży a ona z rozpaczy postradała zmysły. Chłopi wrócili z niczym. Ale pieniędzy starczyło na wybudowanie takiego małego kościółka bo nie wszyscy chcieli się ponownie składać. A jak już kościół stanął to okazało się że w nim straszy poprzedni proboszcz. Wrócił do swojej parafii i o północy odprawiał msze.
– Łał – powiedziałam – ale historia
…
Czas płynął szybko a w sierpniu w sąsiedniej wiosce w jednym z domów wczasowych zaczęto organizować dyskoteki. Nie trwało to jednak długo. Z uwagi na hałas przenieśli je do remizy. Oczywiście na dyskotekę chciałyśmy pójść. Ale wujostwo stawiło zdecydowany opór.
-Panny z dobrych domów nie włóczą się po nocach w po wiejskich dyskotekach. Mowy nie ma. Nie pójdziecie. Nie ma tematu.
Magda w tym czasie miała adoratora, który zaprosił ją na tą dyskotekę. I nawet nie brała pod uwagę że na nią nie pójdzie.
– Etnoria, wymyśl coś – poprosiła
– To nie takie proste – odpowiedziałam
– Kolację jemy w domu o 20. A po niej wszyscy domownicy siedzą w ogrodzie. Wuj Rajmund wyciąga z piwnicy piwo własnej roboty. I tak biesiadują pod altaną parę godzin. Najczęściej do 22. A potem dom ryglowany jest od środka na żelazną zasuwę której nie sposób by zdjąć nie robiąc przy tym hałasu. Najwcześniej wstaje babcia Adela około 5 rano. Śpiewa.. kiedy ranne wstają zorze i zabiera się za oporządzanie zagrody.
– Wiem- przerwała mi moje wywody Magda
– Wiem jak się stąd wydostaniemy i wrócimy niepostrzeżenie.
– Jak? – zapytałam zdziwiona
– Zabawa rozkręca się i tak po 22 i trwa do 2 w nocy. Jak wszyscy już pójdą do swoich pokoi to my wyjdziemy oknem.
– Przecież to wysoko – wtrąciłam trzeźwo.
Magda machnęła ręką.
– Jest piorunochron na ścianie przy naszym oknie. Sprawdzałam dosięgnę. Wrócimy rano. Poczekamy aż Adela otworzy dom i pójdzie do obory. A wtedy my czmychniemy do góry, nikt nas nie zauważy.
Magda była zachwycona pomysłem, a ja miałam mieszane uczucia. Ale w końcu zgodziłam się choć miałam wrażenie że plan Magdy jest niedopracowany. Nadeszła sobota. Póki co szło wszystko zgodnie z planem. Magda wystrojona czekała aż wujostwo zamknie dom na zasuwę. Wtedy otworzyła okno i zakomunikowała.
– Schodzimy.
Zeszłyśmy na dół i pobiegłyśmy w stronę drogi. Na miejsce dotarłyśmy przed 23. Zabawa trwała w najlepsze. A kawaler Magdy obściskiwał się z jakąś dziewczyną. W Magdzie zagotowało.
– A to gad obślizgły – syknęła
I w tym momencie chłopak nas zobaczył. Najpierw znieruchomiał. A później wypuścił z rąk rywalkę Madzi i nie pewnym krokiem przyczłapał w naszym kierunku.
– Cześć Magda – wymamrotał pod nosem
– Myślałem że już nie przyjdziesz.
– Widzę – odburknęła Magda i wymierzyła mu siarczysty policzek.
– Wychodzimy – powiedziałam
– Zostajemy – zaoponował Magda
– Jak teraz wyjdę to tak gadzina będzie się świetnie bawić.
Widziałam w jej oczach wściekłość i determinacje. Odpuściłam.
Po północy poprosiłam ponownie.
– Madziu chodźmy już, bo wszyscy nam się dziwnie przyglądają.
– Dobrze – zgodziła się moja przyjaciółka.
Z miną zwycięscy wolnym krokiem wyszłyśmy z remizy. Na dworze Magda się rozpłakała. Przytuliłam ją do siebie. Ale spazmom nie było końca.
– Magda nie wyj tak, jesteśmy pod remizą nie zachowuj się jak syrena strażacka.
Do domu miałyśmy dobrą godzinę drogi. Zerwał się wiatr i niebo poprzecinały błyskawice. Po chwili runął siarczysty deszcz. Wokół nas szczere pole, nie było się gdzie schować.
– Biegnijmy – pociągnęła mnie za rękę Magda.
– Schowamy się w kościele
– W tym kościele o którym mi opowiadałaś? – zapytałam
– Przecież mówiłaś że tam straszy?
– Straszy o 12 a dochodzi 1
Otworzyłyśmy ciężkie drzwi i weszłyśmy do środka. W koło panowała potworna ciemność. Tylko mały płomyk drgał w ścianie za ołtarzem. Usiadłyśmy w kościelnej ławce. Wiatr świszczał a gałęzie drzew ocierały się o szyby. Skuliłam się i oparłam o ścianę.
– Magda obudź mnie jak przestanie padać – poprosiłam
Ktoś dotknął mojego ramienia. Otworzyłam oczy. Przede mną stał ksiądz i patrzył na mnie z góry. Potrząsnęłam Magdą a ona popatrzyła na księdza nieobecnym wzrokiem i zaczęła wrzeszczeć. I cofać się jak rak do tyłu. Miałam wrażenie że zobaczyła diabła.
– Duch! – wrzeszczała pokazując księdza palcem
Oprzytomniałam momentalnie. W kościele było jasno a przez kościelne witraże prześwitywało słońce.
– Magda uspokój się to nie duch, to żywy ksiądz.
Magda wytrzeszczyła oczy. Proboszcz zmarszczył brwi i zapytał
– Co Wy tu robicie tak wcześnie.
– Proszę księdza to długa historia, opowiem księdzu innym razem – złapałam Magdę za rękę i wybiegłyśmy z kościoła.
Zegar na kościelnej wierzy wskazywał 6 rano. Zdyszane dobiegłyśmy do domu. Adela oporządzała obejście. Słyszałyśmy jak śpiewa. Na palcach weszłyśmy do holu, a później szybciutko na górę. Magda zrzuciła buty i wskoczyła na łóżko.
– Ale noc – powiedziała
Stałam przy oknie i patrzyłam jak wstaje nowy dzień. W tym momencie drzwi się otworzyły a w progu stanął wuj. Popatrzył na nas i uśmiechnął się z nieudawaną radością.
– To Wy już wstałyście a ja myślałem że się Was nie dobudzę. Trzeba obejrzeć pola i oszacować straty. Nocna ulewa na pewno dokonała sporych zniszczeń. Chodźcie ze mną bo samemu nie chce mi się brodzić w mokrej trawie.
Autor Etnoria Aris



