– Zemsta Faraona mnie dopadła – mój znajomy zgiął się w pół na plażowym leżaku.
– Po co dodawałeś lód do drinków, ostrzegałam Cię że tak będzie.
– Kobieto okrutna w takim upale lodu mi żałujesz – Arek znów się wykrzywił
Marzena popatrzyła na niego z troską.
– Połóż się w pokoju nie leż na słońcu jeszcze Ci zaszkodzi.
Oczy Arka były okrągłe jak u sowy, w jednej chwili wstał i w kuckach pobiegł do pokoju.
– Kiedy mu to przejdzie? – zapytała Marzena
– Nie wiem, ale jestem pewna że zemsta Faraona jeszcze nikogo życia nie pozbawiła- uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
Spędzaliśmy urlop w Hurghadzie. Afryka w lipcu to jednak nie najlepszy pomysł – pomyślałam
– Etnoria ja nie mam ochoty na jutrzejszą wycieczkę do Luksoru – wymyśl coś poprosiła Marzena
– A co tu wymyślać zadzwoń do przewodnika i powiedz że nie jedziesz.
Marzena została z Arkiem a w rezultacie ja pojechałam sama. O 3 w nocy podjechał autokar i ruszyliśmy w stronę pustyni. Rano dotarliśmy do kolosów Memnona a potem ruszyliśmy w stronę Luksoru. Luksor to dawna stolica Egiptu, fascynował mnie zawsze. Ilekroć tu jestem odczuwam spokój. To pewnie powiew czasów minionych, uśmiechnęłam się do własnych myśli. Ruszyłam w stronę świątyni Amona. Upał był niemiłosierny. Z oddali dostrzegłam posąg Ramzesa. Postanowiłam posiedzieć w jego cieniu. Cudownie pomyślałam i rozsiadłam się wygodnie. W tej chwili podbiegła do mnie mała dziewczynka i podała mi kamień wielkości pomarańczy. Sięgnęłam do torebki bo byłam przekonana że chce dolara. Jak podniosłam głowę, dziecka już nie było. Obejrzałam kamień, beżowy piaskowiec jakich pełno przy każdej drodze. Odłożyłam go z zamiarem pozostawienia. Wstałam i ruszyłam w stronę wyjścia. Ale jakaś niewytłumaczalna siła kazała mi po niego wrócić. Ponownie wzięłam go do ręki. Ale wtedy odezwał się głos rozsądku, Etnoria co Ty robisz? Jak by wszyscy turyści zabierali kamienie po roku nie byłoby czego zwiedzać. Odłożyłam kamień i pobiegłam w stronę autobusu. Do hotelu wróciliśmy późnym wieczorem. Marzena z Arkiem siedzieli w holu.
-Zamówiliśmy taksówkę jedziemy obejrzeć Hurghadę nocą? Jedziesz z nami?
Pomimo zmęczenia zgodziłam się. Noc była gorąca a widoki naprawdę bajkowe. Rozświetlone hotele, apartamenty i baseny tonęły w kwiatach i ogrodowej zieleni. Przepych i bogactwo jak z baśni tysiąca i jednej nocy. Do pokoju wróciłam przed pierwszą. Klimatyzacja oczywiście nie działała. Nalałam sobie zimnej coli i usiadłam na balkonie. Od morza wiał lekki wiatr. I wtedy usłyszałam trzask tłuczonego szkła nad moją głową. Włączył się alarm i natychmiast przybiegła ochrona. W pokoju było pełno szkła a na środku leżał kamień. Bliźniaczo podobny do tego z Lukoru który miałam w dłoni przed południem. Przekwaterowano mnie do innego pokoju. Byłam tak zmęczona że od razu zasnęłam. Miałam sen w którym spaceruje po starożytnym mieście. Ludzie których spotykałam wszyscy szli w jednym kierunku. Jest wieczór, płoną ognie, czuć woń kadzideł. Na wzgórzu stoi świątynia. Ludzie gromadzą się wokół niej na placu. Rozglądam się w koło, wszędzie widzę koty. Jestem w świątyni bogini Bastet myślę. I wtedy wszystkie koty biegną w moim kierunku. Otaczają mnie, jest ich mnóstwo a ja czuje się bezgranicznie szczęśliwa. Wiem że jestem bezpieczna. Obudziłam się ale sen był tak realny że nie mogłam o nim zapomnieć.
…
Po powrocie do Polski przyszła do mnie klientka. Przyniosła w koszyku czarnego kota.
– Pani Etnorio, Pani go zabierze, przyplątał się do mnie a ja nie mogę go zatrzymać.
Kot patrzył na mnie ogromnymi zielonymi oczami i oczywiście został. Odkąd zamieszkał pod moim dachem miałam wrażenie że życie jest łatwiejsze i przyjemniejsze. Jakby problemy rozwiązywały się same. W mieszkaniu kwiaty rosły jak szalone. Moja znajoma oddała mi pieniądze które pożyczyła dawno temu, a ja już dawno położyłam na nich krzyżyk. Wygrałam konkurs a wycieczka którą zaplanowałam okazała się wyjątkowo udana. Ogólnie wszystko układało się świetnie. A kot jak to kot chodził własnymi drogami. Któregoś dnia późnym wieczorem usłyszałam jak miałczy. Otworzyłam mu drzwi a on popatrzył na mnie po czym wybiegł na ulicę. Pobiegłam za nim i zobaczyłam leżącą przy mojej bramce kobietę. Kobieta nie dawała znaku życia. A dwuletnie dziecko spacerowało środkiem ulicy. Zadzwoniłam po karetkę.
– Czy Pani jest krewną?- zapytał lekarz
– Nie – odpowiedziałam tuląc do siebie dwulatka który już zasypiał.
Przyjechała policja, a po jakimś czasie podeszła do mnie starsza kobieta która okazała się babcią malca.
-Bardzo Pani dziękuje uratowała Pani życie mojej córce i jej dzieciom. Jestem Pani niezmiernie wdzięczna.
– Dziecku – poprawiłam kobietę
Starsza Pani złapała mnie za rękę
– Dzieciom, moja córka jest w piątym miesiącu ciąży i z tego powodu zasłabła i uderzyła głową o kamień.
Podeszłam do miejsca w którym wcześniej leżała kobieta. Kamień o który się uderzyła był bliźniaczo podobny do tego z Egiptu. Skąd się tu wziął na mojej ulicy nie miałam pojęcia. Kot po tym zdarzeniu zniknął na dobre a ja ilekroć wracam wspomnieniami do tamtych dni mam wrażenie że ta historia jeszcze nie dobiegła końca. A na zakończenie muszę zaczekać. Czasami myślę że powinnam wziąć kamień od dziecka w Luksorze. Może gdybym go przywiozła do Polski kobiecie by się nic nie stało bo by go po prostu na jej drodze nie było.
Autor Etnoria Aris



