– Tylko mi nie mów że teraz zrezygnujesz. – moja przyjaciółka patrzyła na mnie wzrokiem pełnym wyrzutów
– Nie rezygnuję odburknęłam ale nie lubię sypiać w bacówkach. Zrywać się skoro świt i zdobywać góry.
– Ale z Ciebie maruda – uśmiechnęła się do mnie Marta.
Moja przyjaciółka była tak podekscytowana że miałam wrażenie że wyrosną jej skrzydła.
-Etnoria już widać bacówkę. Cieszysz się?
No nie zupełnie pomyślałam, dlaczego dałam się wyciągnąć z domu. Noce wrześniowe nie należą do najcieplejszych i miałam jakieś dziwne przeczucie że ta wyprawa w góry nie będzie należała do udanych.
– Zapraszam – Marta otworzyła drzwi do bacówki
Wsadziłam głowę do środka, w środku pachniało dymem i mokrym psem. Spokojnie Etnoria, uspakajałam sama siebie. Dasz radę. Na szczęście w bacówce była butla gazowa i Marta zrobiła kawę. Wywietrzyła zatęchłą izbę i usiadłyśmy na progu. Słońce ostro grzało jak na ostatnie dni września.
– Ty wiesz że w tej bacówce straciłam cnotę – poinformowała mnie Marta
– No coś Ty z kim? – zapytałam
– Z Wojtkiem
– Jakim Wojtkiem?
– Twoim kuzynem trąciła mnie łokciem Marta
– Kiedy to było? zapytałam zdziwiona, bo Marta odkąd pamiętam chodziła z Oskarem i w rezultacie się pobrali.
– To było tydzień przed moim weselem- wspominała
– Mama wysłała nas po oscypki dla gości weselnych. Przyszliśmy tutaj, juhasów nie było, wypasali owce, no wiesz – Marta się zamyśliła
– Nie wiem – popatrzyłam uważnie na moją przyjaciółkę
– Chcesz powiedzieć że straciłaś cnotę z nudów
Martusia zmarszczyła nos.
– Można by tak powiedzieć – odpowiedziała
– A mogę zapytać dlaczego wybrałaś Wojtka a nie Oskara który defa- kto za tydzień miał poprowadzić Cię do ołtarza?
– No właśnie dlatego wybrałam Wojtka, Oskar miał mnie już mieć na zawsze. O rany Etnoria jaka Ty potrafisz być nudna i zasadnicza – usłyszałam
Zachód słońca barwił polanę używając przeróżnej palety cieni. Pięknie – pomyślałam
– Etnorka zrób kanapki a ja nazbieram drewna na opał.
Marta dopiła kawę i wstała z progu. Po kolacji moja przyjaciółka rozmarzyła się.
– Pamiętasz jak Twoja babcia nam opowiadała o duchach które tu rajcują
– Tak – uśmiechnęłam się do wspomnień.
– Mówiła że na tej polanie leśne skrzaty raz w roku urządzają bal. Zapraszają duchy z bagien. Leśne panny i krasnale. Palą ognie i tańczą do rana w rytm muzyki i szelestu liści
– A pamiętasz jak babcia mówiła że na tej polanie podczas wojny Niemcy rozstrzelali grupę ludzi i od tego momentu można spotkać tu duchy?
– Pamiętam – pokiwałam głową
-Babcia opowiadała że ludzie tu widują postać starego mężczyzny w okularach z drutu. Błąka się po polanie jakby kogoś szukał. Chodźmy spać zaproponowałam.
Marta wybrała łóżko na dole a ja położyłam się na górze.
– Zamknij dobrze drzwi poprosiłam.
Przytuliłam się do poduszki i zasnęłam niemal natychmiast. W środku nocy obudziła mnie Marta.
– Etnoria ktoś chodzi w koło bacówki- wyszeptała. Popatrzyłam na telefon, dochodziła pierwsza.
– Cicho – powiedziała Marta
– Jakby kroki teraz ustały, Etnoria ja się boję – wyszeptała
– A kto wpadł na chory pomysł nocowania w tej bacówce- odburknęłam
-Uparłaś się a teraz narzekasz.
– Etnoria, kroki znowu się zbliżają – nadsłuchiwała
– Słyszysz?
Wytężyłam słuch
– Słyszę – przytaknęłam
– Kto to może być? – Marta ścisnęła mnie za rękę
Myślałam szybko, do schroniska miałyśmy ponad godzinę marszu w górę, do najbliższego osiedla dwie godziny marszu ale w dół. Wzięłam do ręki telefon, nie było zasięgu. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Noc była jasna księżycowa, dostrzegłam postać która oddala się od domu w stronę lasu. I dokładnie w tym momencie coś walnęło w dach bacówki. Ale z taką siłą ze wygięły się deski którymi obity był sufit. Marta pisnęła i schowała głowę pod poduszkę. Cholerna strusica pomyślałam.
– Marta gdzie jest siekiera? – zapytałam
– Ty chyba zwariowałaś z duchami chcesz siekierą wojować
– Gdzie ona jest? -ponowiłam pytanie
– Jest na zewnątrz, wbiłam ją w pniak jak rąbałam patyki.
W tym momencie ktoś walnął w drzwi z tak ogromną siłą że zatrzeszczały bale bacówki.
– Zamknęłaś na dole okiennice – zapytałam
Marta przytaknęła głową. Schodziłam na palcach na dół, w połowie schodów obejrzałam się za siebie. Za mną szła Marta i trzymała w dłoni ogromną packę na muchy. Wyglądała komicznie. Nadsłuchiwałyśmy obydwie. Ale wszystko ucichło. Po kilku minutach powiedziałam chodźmy spać.
– Mogę spać z Tobą? – poprosiła Marta
– Mowy nie ma.
– To ja posiedzę w fotelu i tak nie zmrużę oka
Martusia usiadła w wiklinowym fotelu przy oknie. A ja już zasypiałam kiedy pisnęła mi wprost do ucha. Skoczyłam na równe nogi. Marta zakryła dłonią usta a drugą ręką pokazywała okno. Popatrzyłam i znieruchomiałam. Drzewa przed bacówką gięły się w nienaturalny sposób. Po chwili usłyszałam trzask łamanych gałęzi a kilka cieni przemknęło po polanie.
– Duchy – piszczała Marta
– To nie duchy – odpowiedziałam
– W takim razie co?
– Nie wiem
W koło znów zapanowała cisza. Położyłam się spać. Rano obudziłam się z lekkim bólem głowy. Marta siedziała na fotelu i patrzyła na mnie wzrokiem bazyliszka.
– No nareszcie, myślałam że się nigdy nie obudzisz. Zobacz jak wygląda polana.
Podeszłam do okna. Polana wyglądała jakby ktoś stoczył na niej bitwę. Połamane gałęzie walały się w wydeptanej trawie. Cholera – pomyślałam i w jednej chwili wszystko stało się jasne.
– Marta żarłaś wczoraj chipsy? – zapytałam
– Tak bo co?
– Wszystkie zjadłaś?
– Nie wiem, o co Ci chodzi przecież nie chciałaś, częstowałam Cię.
– A co zrobiłaś z torebka po nich?
– Zostawiłam przy progu, jak chcesz to sprawdzę może tam jeszcze coś jest.
– A gdzie masz snikersy i resztę słodyczy?
– W siatce na haku pod daszkiem – odpowiedziała Marta
– O co Ci chodzi zdenerwowała się moja przyjaciółka.
– Zostawiłaś jedzenie na zewnątrz i niedźwiedź dobijał nam się do bacówki. Mamy szczęście że nie wszedł. A wszystkiemu winne są Twoje frykasy
Marta patrzyła na mnie wzrokiem który wskazywał na to że nic nie rozumie.
….
W schronisku spotkałam znajomego goprowca.
– Panie Włodku to możliwe że w Gorcach mamy niedźwiedzie?
– Mamy matkę i trzy młode, a czemu pytasz?
– Bo chyba złożyły nam nocną wizytę w bacówce.
– Możliwe odpowiedział Pan Władek, niedaleko są ule które już raz zniszczyły.
– Nic wam się nie stało? – zapytał.
Autor Etnoria Aris



