– Kiedy tak popatrzyła na mnie zrozumiałem ze widzę ducha.
W moim gabinecie siedział mężczyzna z imponującym łańcuchem na szyi. Przeciągną się leniwie w fotelu i powiedział.
– A w duchy to ja droga Pani nigdy nie wierzyłem i do strachliwych nie należę. Wesele o którym Pani opowiem skończyło się dla mnie przed północą. Dokładnie wtedy kiedy młody Pan trzasnął mnie butelką w głowę. Przytomność straciłem od razu. Odzyskałem ją pod płotem sąsiada a jego pies lizał mnie po twarzy. Swój honor mam i postanowiłem że na wesele nie wrócę. Choć młody Pan to mój najlepszy kumpel a ja dałem wypasiony prezent. Chciałem zadzwonić po taksówkę ale telefon był rozładowany. Trudno pomyślałem. Muszę jakoś dotrzeć do drogi a później poszukać przystanku żeby poczekać na pierwszy bus. Chciałem dotrzeć do domu, głowa bolała mnie nie miłosiernie. Jak tak się wlokłem poboczem usłyszałem nadjeżdżający samochód, wskoczyłem na drogę zacząłem machać rękami w nadziei na podwózkę. Samochód zwolnił i zatrzymał się. Pani Etnorio ja co prawda nie byłem do końca trzeźwy i jeszcze ten guz na głowie, to wszystko razem do kupy spowodowało że wsiadłem do samochodu nie patrząc na nic. Zatrzasnąłem drzwi i od razu się zorientowałem że coś z tym autem jest nie tak. Siedzenia były drewniane a tapicerka w środku wyglądała jak puchowa pikowana kołdra. Ale byłem tak zmęczony i tak bardzo chciałem dostać się do domu że machnąłem na to ręką. Oparłem głowę o puchową tapicerkę i poprosiłem. „Chciałbym dojechać do miasta.” Samochód ruszył. Po dłuższej chwili zorientowałem się że jedziemy z zawrotna prędkością. Popatrzyłam w szybę. Domy i drzewa które mijaliśmy zaczęły łączyć się w jeden obraz. Zamknąłem oczy pomyślałem ze mam halucynacje. Kiedy znowu je otworzyłem zobaczyłem wszystko z góry. Wioskę w której było wesele, miasteczko do którego chciałem dojechać. Krzyknąłem przerażony. Postać która prowadziła samochód nie reagowała. Złapałem ją za ramię. A moje palce się połączyły jak by w marynarce nie było ciała. I wtedy postać się do mnie odwróciła. Zrozumiałem że widzę ducha. To była raczej kobieta ale do końca nie jestem pewien. Twarz miała szarą a włosy przypominały dredy. Ale bliżej im było do niewyczesanej sfilcowanej wełny. Nic nie mówiła ale ja słyszałem jej głos w mojej głowie. „ – Już po wszystkim, zaraz dotrzemy na miejsce” I wtedy siarczysty ból poczułem w okolicy nosa. O tutaj.
Mój klient przyłożył palce do policzka.
– A moje ciało stało się dziwnie ciężkie. Odniosłem wrażenie jakbym był w ogromnym leju. A ktoś spuszczał mnie z wodą w odpływ. To był ogromny ucisk w całym ciele i parcie w dół. Otworzyłem oczy. Siedziałem pod płotem. Moja druhna Natalka lała mnie po pysku.
-Śpisz czy straciłeś przytomność? -zapytała
– Dobrze że Cię znalazłam, jak Twoja głowa? Pokarz. – paplała bez przerwy
– Nie ma co robić, ceregiele.
– Zenek się poryczał z żalu że Cię tą butelka strzelił. Choć wracajmy bo zrobiła się afera a wszyscy patrzą na Pana młodego z byka. Podacie sobie rękę i po sprawie. Łeb nie szklanka – paplała bez końca
– Wróciliśmy na wesele. Była 3 w nocy nic mnie nie bolało ale pamięć wracała powoli. Wsadziłem ręce do kieszeni marynarki a w nich pełno było zbitego kurzu. Pani Etnorio to nie był piasek. To był kurz. Twardy jak beton. A w środku tej twardej bryi była moja komórka. Ja wiem że to co opowiadam brzmi niewiarygodnie ale to jeszcze nie koniec. Dwa dni temu pod moim domem zobaczyłem samochód. Wyglądał identycznie jak ten do którego wsiadłem tamtej nocy. Czy to możliwe że śmierć mnie odszukała? A może ja to wszystko sobie wymyśliłem. Mój Boże co ja bym za to oddał żeby tak było. Żeby ta cała historia okazała się snem wariata. Pani Etnorio proszę mi powiedzieć co naprawdę wtedy się wydarzyło…
Autor Etnoria Aris



