Mężczyzna odwoływał 2 razy wizytę u mnie. Kolejny raz chciał się umówić ale ja tym razem nie miałam dla niego czasu. Któregoś dnia spotkałam go pod moim domem.
– Pani Etnorio ja wiem że poprzednio kilka razy odwołałem wizyty ale dzisiaj muszę się koniecznie z Panią rozmówić.
– W takim razie proszę wejść. Otworzyłam szeroko drzwi gabinetu.
Mężczyzna usiadł nieśmiało na brzegu krzesła
– Co Pana do mnie sprowadza? – zapytałam
– Duch – odpowiedział
– A dokładniej?
– Dokładniej to ja nie wiem.
Mój klient nie spokojnie kręcił się w fotelu
-Ale coś mi się wydaje że czarta ściągnąłem do domu.
– Jak to?
– A no tak to droga Pani – i zaczął mi opowiadać swoją historię.
– Pracuję na Słowacji. Pracodawca co tydzień przywozi nas do Polski późnym wieczorem w sobotę. Bus zatrzymuje się na parkingu pomiędzy wioskami. Stamtąd do domu mam 5 km ale skrótem przez las nie całe 2. Więc nic dziwnego że za każdym razem wybierałem skrót. Tak było i tym razem. To było w październiku. Przyjechaliśmy na parking po 23. Noc była jasna księżycowa tak że by można było grzyby zbierać. Szedłem ścieżką którą dobrze znałem i wtedy zobaczyłem że coś w zaroślach się poruszyło. Uskoczyłem w bok i wstrzymałem oddech. Niedźwiedź pomyślałem. Krzaki znów się poruszyły ale tym razem bliżej mnie. Na ucieczkę było za późno. Przykucnąłem za drzewem. Z krzaków wyłonił się stwór. Ni to żubr ni to niedźwiedź. W blasku księżyca zobaczyłem jego ogromy łeb na którym rosły dwa rogi. Stanął na ścieżce, otrzepał się i wolno ruszył przed siebie. A ja wtedy się poruszyłem. Nadepnąłem na jakąś gałąź która się złamała pod moim ciężarem. Stworzenie przystanęło. Odwróciło się w moją stronę. Powoli się wyprostowało i stanęło na dwóch łapach. Było ogromne. Miało około 4 metry wzrostu. Całe było porośnięte futrem. Ruszyło szybkim krokiem w moim kierunku. Strach mnie sparaliżował nie byłem w stanie się ruszyć. Już po mnie pomyślałem. I wtedy na polanę wjechały dwa kłady. Światła reflektorów przebiły się przez gałęzie drzew i rozświetliły las. Stwór zniknął. Odzyskałem władzę w nogach. Pobiegłem w stronę polany. A w duszy błagałem opatrzność żeby kłady nie odjechały. Udało się, dwóch młodych mężczyzn podwiozło mnie do domu. Ale w lesie został plecak i dwie siatki z zakupami. Na drugi dzień poprosiłem brata żeby ze mną po te zakupy poszedł. Trochę się śmiał ale w rezultacie mi nie odmówił. Plecak i siatki leżały dokładnie w tym miejscu w którym je zostawiłem. A mnie nie wiem co podkusiło żeby zajrzeć w krzaki skąd wyczołgał się stwór. Trawa była sucha. Gdzie nie gdzie tataraki tworzyły kopce. Omijałem je i uważnie rozglądałem się na boki. Nie wiem czego szukałem. Ale jest takie powiedzenie że jak ktoś szuka to znajdzie. Ja też znalazłem. W trawie leżał kamień wielkości pomarańczy. Był dziwnie gładki, czarny i połyskliwy. Podniosłem go i schowałem do kieszeni. A potem wróciliśmy z bratem do domu. Dopiero wieczorem przypomniałem sobie o nim. Wyjąłem go z kurtki i położyłem na stole. Kamień jak kamień – pomyślałem. Nie wiem co mnie podkusiło żeby go przytargać do domu. Otworzyłem szeroko okno i z całej siły cisnąłem nim przed siebie. W powietrzu rozległ się świst. A potem usłyszałem dziwny jęk. Jak by ktoś zawył z bólu. Myślałem że kogoś uderzyłem kamieniem. Zapaliłem światło przed domem. Ale w ogrodzie nikogo nie było. I wtedy dopiero się zaczęło. Od tamtej pory mam wrażenie że nocami ktoś mnie obserwuje. Zasypiam tylko przy zapalonym świetle. Przez dzień odczuwam przy sobie czyjąś obecność i słyszę czyjś ciężki oddech za plecami. A kilka razy mógłbym przysiąc że kiedy odwracam się do tyłu widzę diabła. Dokładnie tego samego którego spotkałem w lesie. Pani Etnorio proszę coś z tym zrobić bo oszaleję. Albo może już oszalałem bo mówię o takich rzeczach które nie trzymają się kupy. Pomoże mi Pani?
Mój klient wbił we mnie wzrok w którym była nadzieja.
Autor Etnoria Aris



