– Tak bardzo chciałam mieć to dziecko że pomyślałam że je sobie kupię. Proszę tak na mnie nie Patrzeć Pani Etnorio to były lata 60. Nie takie rzeczy się zdarzały.
Klientka trafiła do mnie z polecenia. Ale nie umiała sprecyzować po co dokładnie do mnie przyszła. Siedziałyśmy w ogrodzie. Zapadał ciepły czerwcowy wieczór. A ona opowiadała mi o sobie.
– W czasie wojny najprawdopodobniej zginęła moja rodzina. W 45 miałam 4 lata i trafiłam do sierocińca. A stamtąd adoptowała mnie kobieta która nie mogła mieć dzieci. Nie powiem dbała o mnie. W wieku 12 lat powiedziała mi że jestem adoptowanym dzieckiem. Przyjęłam to spokojnie bo niby co miałam robić. Zbuntować się, gdzie iść, kogo szukać. Mojego przyszłego męża Wojtka poznałam na bazarze. Sprzedawał z pod kurtki zachodnie kolorowe żurnale. I tak się zaczęło. Pobraliśmy się w kilka miesięcy później. Mojej przybranej matce zięć się bardzo nie podobał. Jej faworytem był syn naszych sąsiadów. Kończył wtedy szkołę oficerską. Nasze plany matrymonialne posunęły się tak daleko że moja przybrana matka i jego rodzice kupili nam na spółkę domek. Ale ja wybrałam Wojtka i zamieszkałam z nim w altanie na działce. Po kilku miesiącach zaszłam w ciążę. Syn urodził się w terminie zdrowy i piękny. A po dwóch tygodniach zmarł. – moja klientka się rozpłakała.
– Myślałam że oszaleję. Wtedy Wojtek wziął wszystkie nasze oszczędności i zniknął na kilka dni. Do domu wrócił z dzieckiem. Podał mi go i powiedział to jest Twój syn.
– Czyje to było dziecko? – zapytałam
– Mojej kuzynki z Nowego Targu. Wyszła za mąż kilka lat wcześniej i miała już kilkoro dzieci. Jak to mówią górale co rok to prorok. Jej mąż był kierowcą w PKS-ie. Bieda w domu aż piszczała. Wojtek dał im wszystkie nasze oszczędności. A ona mi dała swojego syna żebym nie zwariowała. Najpierw nie było mowy o adopcji ale z czasem właśnie tak się stało. Zobaczyłam jakie to proste móc adoptować dziecko i postanowiłam z Wojtkiem na tym zarobić. Szukaliśmy bezdzietnych rodzin które chciały adoptować dzieci. I proponowaliśmy im naszą pomoc. Oczywiście odpłatnie.
– Dużo było tych adopcji? – zapytałam
Kobieta przytaknęła głową.
– Po jakimś czasie sami zaczęliśmy adoptować dzieci. Ale dobieraliśmy je bardzo starannie. Wybieraliśmy same dziewczynki, ładne i inteligentne. Wtedy już śmiało można powiedzieć że byliśmy zamożnymi ludźmi. Nie mieliśmy żadnych problemów finansowych. Ale w przyszłości córką trzeba było dać posagi. A my nie zamierzaliśmy się dzielić tym co udało nam się zgromadzić. I wtedy przyszedł nam do głowy szatański pomysł. Żeby nasze córki na swoje posagi zarobiły same. Wyszukiwaliśmy zamożnych mężczyzn. A dziewczynki…. Rozumie Pani?
– Nie, nie rozumiem – patrzyłam na moją klientkę z coraz większym obrzydzeniem
– W odpowiednim momencie wkraczałam ja z Wojtkiem i żądaliśmy od mężczyzn dużych pieniędzy. Wojtek w ręce zawsze miał przygotowany aparat fotograficzny. I w takich sytuacjach nikt z nami nawet nie próbował negocjować ceny.
– Ile Pani ma adoptowanych córek? – zapytałam
– Trzy ale tylko z Ewą mam dobry kontakt. Pani Etnorio ja o te dziewczynki naprawdę dbałam. Wszystkie skończyły szkoły. Powychodziły za mąż.
– Ale w ich zamążpójściu też Pani miała swój udział – powiedziałam
Kobieta spuściła głowę.
– A co z adoptowanym synem?
– Nie ułożył sobie życia. Kilka małżeństw i kilka rozwodów. Z różnymi kobietami ma dwóch synów i dwie córki. Wnuki kocham ponad wszystko. Pani Etnorio proszę tak na mnie nie patrzeć.
Kobieta schowała twarz w dłoniach.
– Proszę mnie nie oceniać
– Nie zamierzam – powiedziałam
– Czego Pani ode mnie oczekuje?
– Pomocy
– Ale w jaki sposób mogłabym Pani pomóc?
Kobieta nic nie powiedziała. Kontynuowała dalej swoją opowieść.
– W czasie wakacji wyjeżdżaliśmy z miasta na całe dwa miesiące. To nie były orbisowskie hotele bo szkoda mi było na nie pieniędzy. Często wynajmowaliśmy kwatery u gospodarzy. Albo rozbijaliśmy namioty. Na wakacjach dzieci poznawali rówieśników. Bawili się w dom, w ślub, w dzieci rozumie Pani.
– Nie, nie rozumiem.
Kobieta mówiła dalej nie patrząc na mnie.
– Ustaliłam z dziećmi żeby wybrały sobie w śród rówieśników męża lub żonę. I zaczęli zbierać na ich temat informacje. A wiadomo że informacja jest cenniejsza niż złoto. Nie wiadomo do czego w przyszłości może się przydać. I jak można taką wiedzę wykorzystać.
– Jak to? – zapytałam
– Każda rodzina ma swoje tajemnice a dzieci nie świadome wagi informacji jakie posiadają dzieliły się nimi z nami chętnie. Z czasem te informacje mogliśmy spieniężyć.
– Jak to? -zapytałam ponownie
– Pani mnie wyrzuci z tego pięknego ogrodu jak zacznę Pani o tym opowiadać. Proszę mi obiecać że Pani tego nie zrobi.
Skinęłam głową.
– Myśmy wykorzystywali nasze dzieci.
– W jaki sposób?
Przez długą chwilę panowała cisza. Kobieta nic nie mówiła. A później wstała i ruszyła w stronę wyjścia. Dogoniłam ją przy bramce. Odwróciła się w moją stronę i powiedziała.
– Nie jestem w stanie o tym rozmawiać. Myślałam że dam radę ale nie.
Pożegnała się i wyszła.
…
Po kilku miesiącach przyszła do mnie znowu.
– Proszę mi wybaczyć tamtą wizytę. Byłam roztrzęsiona i gadałam bzdury.
Wyczułam że kobieta się boi. Widocznie uznała że powiedziała mi zbyt wiele.
– Proszę usiąść – poprosiłam
– Pani Etnorio mam do Pani tylko jedno pytanie. Czy moje dzieci mnie kochają?
Rozłożyłam karty tarota.
– Pani dzieci czują się przez Panią skrzywdzone. Nie traktują Pani jak matki – powiedziałam.
W oczach kobiety pojawiły się łzy. Pożegnała się ze mną i wyszła.
…
Po jakimś czasie skontaktowała się ze mną jej adopcyjna córka Ewa. Widocznie matka przyznała się do wizyty u mnie i obie obawiały się że wiem zbyt wiele. Chciała umówić się na sesję. Ale ja odmówiłam.
Autor Etnoria Aris.



