– Jestem emerytowanym kolejarzem. Opowiem Pani historię która nie daje mi spokoju od kilku lat. Mieszkam w Chabówce z okien mojego domu widzę cały węzeł kolejowy który wygląda jak z horroru. Puste odrapane budynki straszą a po torach dawno już przestały jeździć pociągi. W dniu w którym odchodziłem na emeryturę zaprosiłem do siebie kilku kolegów. Taki wieczór dziadka emeryta – uśmiechnął się do mnie mój klient.
– Siedzieliśmy w dużym pokoju przy suto zastawionym stole i wspominaliśmy czasy kiedy kolej tętniła życiem. Wypiliśmy kilka kieliszków. No może trochę więcej.
Pan Włodzimierz porozumiewawczo przymrużył oko.
– I około 2 w nocy moi goście porozchodzili się do domów a ja położyłem się spać. Obudził mnie odgłos kół nadjeżdżającego pociągu. Ale słyszałem go tak wyraźnie jak bym leżał przy samych torach. Skoczyłem na równe nogi i podbiegłem do okna. To co zobaczyłem spowodowało że stanąłem jak wryty. Na stacji stał pociąg. Piękny. Z lokomotywy buchała para. Na peronach kłębił się tłum ludzi a konduktor przechodził się pomiędzy nimi wolnym krokiem. Wybiegłem z domu i w kapciach ruszyłem truchtem w stronę dworca. Dobiegłem do poczekalni i stanąłem. Gwar ucichł. Pociągu nie było jak by się rozpłynął. Rozejrzałem się w koło. W kącie poczekalni stały dwie walizki a obok nich siedziała kobieta. W czarnej sukni, w kapeluszu a twarz miała zasłoniętą czarnym welonem. Odniosłem wrażenie że czeka na pociąg. Podszedłem do niej i zapytałem o godzinę. Nie wiem dlaczego to zrobiłem. Nie umiem Pani wytłumaczyć tego logicznie. Bo czas do niczego nie był mi potrzebny. Kobieta odsunęła rękawiczkę i popatrzyła na zegarek. Po chwili uniosła welon i popatrzyła na mnie tak że przeszył mnie strach. Nawet nie wiedziałem że można aż tak się bać. Nie byłem w stanie się ruszyć. O ucieczce nie było mowy.
-„Nasz pociąg przyjedzie za minutę”-powiedziała. Wstała a ja bez woli poszedłem za nią. Miała około 30 lat. Wysoka, szczupła, ciemne włosy splecione w warkocz z tyłu głowy. Ale jej oczy. Pani Etnorio oczy miała jak zwierzę, dzikie i wrogie.
Mężczyzna przez dłuższą chwilę nic nie mówił a ja czekałam na dalszy ciąg opowieści.
-Wyszliśmy na peron. A z mgły wyłonił się pociąg. Wiedziałem że nie mogę z nią wsiąść do wagonu. Ja to po prostu czułem. Ale byłem całkowicie bezwolny. Moja wola nie miała znaczenia. Zajęliśmy miejsca w pustym przedziale a pociąg natychmiast ruszył. Stacje które mijaliśmy najpierw wydawały mi się znajome. A potem już nie poznawałem miast i wiosek przez które jechaliśmy. Musisz uciekać. Krzyczał do mnie jakiś wewnętrzny głos. A ja nie mogłem się ruszyć. Drzwi przedziału otworzyły się i stanął w nich mężczyzna. Nie wysoki blondyn bez wieku.
-„Wysiadaj”- szarpnął mnie za ramię. I wtedy siedząca obok kobieta rzuciła się na niego z krzykiem przypominającym przerażający skowyt psa. Tamten upadł. A ona drapała pazurami jego twarz na podłodze. Zebrałam w sobie wszystkie siły i złapałam za hamulec. Pociąg zaczął hamować. Wybiegłem na korytarz a wraz ze mną stwory których nigdy wcześniej nie widziałem. Psy z ludzkimi głowami, ptaki na kocich łapach. Nie sposób tego wszystkiego opisać. Otworzyłem drzwi i wyskoczyłem. Pani Etnorio ten skok przypominał spadanie w jakaś nicość. Byłem świadomy że lecę w dół ale przestrzeń po której się poruszałam zdawała się nie mieć końca. Już dawno powinienem czuć grunt pod nogami. Ale moje stopy w dalszym ciągu nie stały na ziemi. Krzyknąłem i wtedy ktoś złapał mnie za ramie i potrzasnął. Otworzyłem oczy.
-„Co Ty wyprawiasz” – zapytała mnie moja żona. Rozejrzałem się w koło. Byłem u siebie w domu w mojej sypialni. Odetchnąłem z ulgą. Wstałem. Otworzyłem okno i zapaliłem papierosa. Popatrzyłem na dworzec. Stał na swoim miejscu. Pusty i opuszczony jak zawsze. Minęło kilka lat. Spotkałam w mieście kolegę z kolei. Zaprosiłem go na piwo. Usiedliśmy w zacisznym miejscu. Lipcowe słońce grzało nie miłosiernie.
-„Co u Ciebie słychać” zapytał Zygmunt.
-„Nudne życie emeryta”- odpowiedziałem. „Wnuki, ogródek, telewizja i wspomnienia”.
-„ No właśnie, wspomnienia są najlepsze” rozmarzył się Zygmunt. „ Miesiąc temu spotkałem Edka a wiesz co on mi opowiedział” -Zygmunt przeciągnął się leniwie w ogrodowym fotelu. „ Edek mówił mi że go straszy”
-„ Jak to zdziwiłem się przecież Edek to ateista”.
– „ A widzisz jednak go straszy. Ponoć nawiedza go duch kobiety ubranej w czarną suknię z welonem. Edek jest przerażony. Schudł, skurczył się a ja poważnie o niego się martwię”
Na drugi dzień zadzwoniłem do Edka i poprosiłem o spotkanie. Przyszedł ale z trudem go poznałem. -„ Słyszałem że nękają Cię jakieś duchy”.
Edek skinął głową.
-„ Babsko w czerni nawiedza mnie co noc” – poskarżył się. „Pierwszy raz spotkałam ją na dworcu w Chabówce i wsiadłem z nią do pociągu. Dziś nie wiem czy to był sen czy zdarzyło się to na jawie ale takiej jazdy to ja w życiu nie miałem. Za oknem świat śmigał w przyspieszonym tempie jak na filmie. Nie umiem Ci powiedzieć ile trwała ta podróż ale na końcowej stacji ona wysiadła. A ja zrobiłem to samo i wpadłem w otchłań w jakąś czeluść piekielną. Myślałam że to mój koniec. Ale obudziłem się w moim łóżku a obok spała w najlepsze moja żonka. Po kilku dnach sen się powtórzył. A potem jeszcze raz i jeszcze raz. i tak mnie to babsko nachodzi w snach że czasami boję się zasnąć.”
Zimny pot lał mi się po plecach ale nic nie powiedziałem. A teraz jestem u Pani i mam pytanie. Czy to możliwe że dworzec kolejowy żyje własnym życiem? W jakimś innym wymiarze czasowym? A może jest w jakiś sposób nawiedzony? Bo to że dzieją się tam niepojęte rzeczy nie ulega wątpliwości. Czasem jak staję w oknie i patrzę na rozsypujące się odrapane budynki słyszę gwar dochodzący ze środka. A potem rytmiczne stukanie kół odjeżdżających pociągów wycisza wszystko.
Autor Etnoria Aris



