Babia góra od lat pobudza wyobraźnię. Owiana mgłą tajemnicza królowa niepogody, piękna i majestatyczna. Stałam na tarasie mojego domu i nie mogłam oderwać od niej oczu.
– Co się tak gapisz? – Edyta stanęła obok mnie i wbiła wzrok w oddalony o kilka kilometrów oprószony śniegiem o tej porze roku szczyt Babiej Góry.
– Podziwiam – odpowiedziałam
– A może byśmy jutro tam poszły? – popatrzyłam na nią zaskoczona
Była połowa października, trasa na szczyt nie należała do szczególnie trudnych ale zmierzch zapadał wcześnie.
-Naprawdę chcesz tam pójść?
– Oczywiście – Edyta przygryzła dolną wargę
Po śniadaniu zapakowałam prowiant i ruszyłyśmy do upragnionego celu. Pogoda była piękna jak by lato nie zamierzało ustąpić miejsca jesieni.
– Ależ tu pięknie – zachwycała się Edyta
Nie wypuszczała z ręki aparatu fotograficznego, zachwycając się byle kamieniem przy szlaku. Na szczycie pogoda załamała się w jednej chwili. W ciągu paru minut nadciągnęły sine gradowe chmury. Wiatr szalał wyginając kosodrzewinę, w dodatku zaczęło padać.
– Wracamy – zadecydowałam
– Zaczekaj, tam ktoś stoi – Edyta pokazała palcem sporą kupę kamieni.
– Gdzie? – zapytałam , nie kierując nawet wzroku w tamtą stronę.
– Zobacz, nie udawaj że nie widzisz?
– Daj spokój nikogo tam nie ma.
Edyta zrobiła kilka zdjęć i posłusznie ruszyła za mną w dół. Widoczność spadła niemal do zera. Wiatr targał konary drzew a wąska ścieżka natychmiast pokryła się błotnistą mazią. Edyta radziła sobie doskonale. Po kilku minutach deszcz przestał padać. Za chmur wyszło słońce i do domu dotarłyśmy bez żadnych problemów. Wieczorem Edyta oglądała zdjęcia z wyprawy na laptopie.
– Etnoria pozwól tu na moment.
Podeszłam do niej i usiadłam obok.
– Widzisz pokazała palcem na wysoką postać stojącą obok kopca kamieni na szczycie Babiej Góry.
– Widzę przytaknęłam.
– Możesz powiększyć – poprosiłam
Przyjaciółka powiększyła zdjęcie. Naszym oczom ukazał się wysoki mężczyzna, miał około dwóch metrów wzrostu. Otulony był peleryną. Na stopach miał sandały z rzemyków. Wyglądem przypominał rzymskiego legionistę .
– Widziałaś go na szczycie? – zapytała cicho Edyta.
– Tak – przytaknęłam głową
– Dlaczego nie pozwoliłaś mi do niego podejść?
– Bo on na nas czekał – Edyta zamarła
Autor Etnoria Aris



