Lubię poczuć zimny morski wiatr na twarzy. Stać bez celu nad brzegiem morza i patrzeć w dal. Znaleźć wzrokiem punkt gdzie niebo łączy się z morzem i bezgranicznie zatopić się w nim. Poczuć niczym nie skrępowaną wolność. W Wigilie Bożego narodzenia stałam na plaży w Gdańsku. Sama. Cisza potrafi paraliżować pomyślałam. Czas przestał istnieć. Było tylko morze. Ja. Piasek. Księżyc i wiatr. Cudownie. Mogłabym tak stać całą noc. W kieszeni płaszcza odezwał się telefon. Niechętnie wsunęłam dłoń do kieszeni. Ten to dzwoni w najmniej oczekiwanym momencie.
– Pani Etnorio słyszałem od znajomych że jest Pani w Gdańsku, moglibyśmy się spotkać na starym mieście?
– Oczywiście, ale są święta czy coś się stało?
– Dziecko mi porwali.
Zamilkłam. Pan Roch był moim stałym klientem z polecenia. Pomagałam mu głównie w interesach. Z tego co pamiętałam miał dwie córki nastolatki. Nie miał z nimi żadnych poważnych problemów.
-Pan ma dwie córki – powiedziałam
– Tak, chodzi o Ilonę tą młodszą.
– Dobrze, w takim układzie spotkajmy się jutro przy wejściu do hotelu Gdańsk o 14. Czy godzina Panu odpowiada?
Pan Roch przez chwilę nic nie mówił. A potem powiedział cicho
– Wolałbym rano
– W takim razie zapraszam do siebie na ul. Świętej Barbary. Numer Pan pamięta?
– Oczywiście. Będę o 8.30.
Punktualnie o 8.30 zadzwonił dzwonek do drzwi. W progu Pan Roch wręczył mi sporej wielkości pudełko zapakowane w czerwony papier i zawiązane złoto zieloną wstążką.
– To dla Pani. Prawdziwy miód z mojej pasieki. Nie żaden tam cukrowy ulepek co go nam wciskają w sklepach.
– Dziękuję bardzo. Zapraszam Pana do kuchni. Zaraz zrobię kawę. A w tym czasie proszę opowiadać co się stało.
– Od kilku dni Ilona była jakaś dziwna. Raz rozdrażniona raz zamyślona. Nie swoja. Ja z żoną Elżunią byliśmy zajęci świętami. Ostatnie zakupy, prezenty i tak dalej. Ilona nie chciała do nas dołączyć. Z galerii wróciliśmy po 17. Z podjazdu widziałem że drzwi do domu są otwarte a pies wył zamknięty w garażu. Wbiegłem do holu. Ale wydawało mi się że wszystko jest w porządku. W salonie na stole zauważyłem kartkę. Wziąłem ją w rękę i pociemniało mi przed oczami. Chcesz jeszcze oglądać swoje dziecko to musisz nam zapłacić 500 tysięcy. W drugi dzień świąt mam przynieść pieniądze na plaże w Sopocie i wrzucić je do kosza na śmieci po prawej stronie od molo. Pieniądze mają być w paczkach po 100 tysięcy i mają być zapakowane w reklamówkach z biedronki. Jak wszystko będzie w porządku i nie powiadomię policji córka wróci wieczorem do domu.
Przyznam że cała historia wydała mi się co najmniej dziwna. Zapaliłam świece. Czułam że córka jest cała i zdrowa a do tego szczęśliwa.
Rozłożyłam karty tarota
– Pana córka jest cała i zdrowa niecałe 20 km od nas. Porwanie wymyśliła sama bo w planach ma podróż. A oprócz tego Ilonka jest zakochana. Jest z nią chłopak. Są teraz w sosnowym lesie a obok widzie dwa domki letniskowe z bala.
Roch zbladł.
– Jest Pani pewna?
– Tak
– Ile córka ma lat? – zapytałam
– Prawie 16 za tydzień ma urodziny.
Pan Roch złapał się za głowę.
– Dlaczego ona to zrobiła? Kim jest ten chłopak. To on ją namówił? A może jeszcze ją wykorzystał – krzyczał Pan Roch.
– Ja bym tego wykorzystaniem nie nazwała. Nich się Pan uspokoi i zastanowi gdzie mogą być domki z bali w sosnowym lesie?
Pan Roch wbił wzrok w przestrzeń za oknem. Po chwili popatrzył na mnie, pokręcił głową i powiedział
– Nic mi do głowy nie przychodzi, a to gówniara – wykrzyknął
– Nogi z dupy powyrywam, szlaban do matury. Zero ciuchów, telefonów niech ja ją tylko znajdę.
Rozsypałam zioła i znów popatrzyłam w ogień. Ilonka była w siódmym niebie. Ale tego już Panu Rochowi nie powiedziałam.
-A może żona coś sobie skojarzy albo Pana druga córka? Może one znają miejsce które ja zobaczyłam. Roch wykręcił numer i ryczał do słuchawki.
– Ale żeś Ty córkę wychowała. Smarkula chciała nas okraść. Siedzi teraz z gachem w sosnowym lesie i migdali się do niego. Wiesz gdzie to jest? Nie? To dawaj mi tu Elzę. Elza skup się. Twoja siostra jest 20 km od domu. W jakimś miejscu porośniętym sosnowym lasem.
Przez dłuższą chwilę Pan Roch się nie odzywał. A potem ryknął.
– U jakiej Walerii? Wsiadaj w samochód za 20 minut czekam na Ciebie pod Neptunem na starówce.
Pan Roch odłożył słuchawkę. Zacisnął usta. Blada kreseczka po środku czerwonej twarzy nie wróżyła nic dobrego.
Po godzinie poinformował mnie że wiedzą gdzie jest Ilona i jadą po nią. A po kolejnej godzinie dowiedziałam się że nie ma jej u Walerii. Ale od przyjaciółki dowiedzieli się że ich córka od kilku miesięcy spotyka się z chłopakiem którego rodzice prowadzą budkę z kebabem przy plaży w Gdyni.
– Właśnie tam jadę- poinformował mnie Pan Roch i odłożył słuchawkę
Wieczorem zadzwonił znowu.
– Jestem u rodziców Kiriła. Proszę sobie wyobrazić że oni moją Ilonkę traktują jak swoją synową. Kirił jest podobno na nartach w Wiśle z kolegami i nic o porwaniu nie wie. Rozmawiałem z nim. Jego rodzice mają taki mały domek w Sopocie który odpowiadał by Pani wizjom. Jadę tam z ojcem chłopaka. Odezwę się.
Po 23 zadzwonił po raz kolejny.
– Mam ją. – brzmiał oburzony głos Pana Rocha.
– Pani Etnorio Kirył ma starszego brata Borysa. To z nim uciekła Ilona. Właśnie poprosił mnie o rękę mojej córki. Chłop ma 29 lat. A całą winę złożył na moja córkę. Ponoć to ona wymyśliła cały plan bo tak bardzo się w nim zakochała. Chcieli uzyskać okup i z pieniędzmi uciec na Ukrainę i tam ułożyć sobie życie.
– A co na to wszystko Pańska córka? – zapytałam
– A no właśnie i tu jest problem. Twierdzi że go kocha i jeśli nie zgodzę się na ślub to znowu od nas ucieknie.
– A Pan zamierza się na ten ślub zgodzić?
– Po moim trupie – usłyszałam
– Prędzej woda w piekle zamarznie niż ja Borysa uznam za zięcia.
…
Z informacji które do mnie dotarły w późniejszym czasie dowiedziałam się że Ilona postawiła na swoim. Co prawda nie udało jej się wyjść za mąż za Borysa ale zaszła w ciążę i mieszka razem z jego rodzicami.
Autor Etnoria Aris.



