Mój klient upierał się że widzi ducha. Ponoć od dwóch miesięcy co noc w jego sypialni pojawiała się zjawa która stała nad nim aż do świtu. Wraz z pierwszymi promieniami słońca cień znikał. Mój klient na tyle się przestraszył że pokropił sypialnię wodą święconą ale to nie wiele pomogło. W rezultacie trafił do mnie.
– Pani Etnorio pomoże mi Pani jestem u kresu sił. Te niedospane noce mnie rozbijają.
Zapaliłam świece rozsypałam zioła
– Proszę Pana ja żadnej zjawy przy Panu nie widzę.
Mój klient był jednak innego zdania. W końcu zgodziłam się pojechać do jego mieszkania. Usiadłam w sypialni i starałam się zlokalizować ową zjawę. Ale bez skutku. Mój klient stał obok a z jego miny wywnioskowałam że jest śmiertelnie przerażony.
– Pani Etnorio, Pani ją przepędzi.
– Ale kogo mam przepędzać. Tu nie ma żadnego ducha.
– Jak to nie ma. Jak ja widzę tą zjawę co noc.
– A dokładnie co Pan widzi?
– Cień który lekko się porusza.
– W którym miejscu?
– Tu na tej ścianie. Przypomina wielką babę. Budzę się a ona już tam jest i do świtu nie mrużę oka.
– O której się Pan budzi?
– Mniej więcej około 3.
– A wcześniej też się Pan wybudzał o tej godzinie?
Mój klient przez chwilę się zastanowił. A potem powiedział wolno.
– Tak. Budzi mnie potrzeba skorzystania z toalety.
– A duch kiedy się pojawił?
– Jakieś dwa miesiące temu. Końcem kwietnia.
Podeszłam do okna. Kamienice w zwartej zabudowie po dwóch stronach ulicy. Jedne trzy piętrowe inne czteropiętrowe. Jak to w Łodzi. Nic szczególnego. Uliczne latarnie też wyglądały zwyczajnie.
– Panie Zdzisławie tej nocy będzie Pan spał w salonie a ja posiedzę u Pana w sypialni. Może uda nam się coś wyjaśnić.
Mój klient przytaknął głową. Zamówiliśmy pizzę. Wypiliśmy herbatę. I po 22 usiadłam w sypialni klienta. Czytałam książkę nic się nie działo. O w pół do drugiej zapaliłam świecę, rozsypałam zioła. Nic się nie działo. Minęła 2 i wtedy usłyszałam nad głową szum. Jak by ktoś rozsuwał metalową szynę. Popatrzyłam w ogień świec ale płomień lekko tańczył i nie zwiastował niczyjego przybycia. Po chwili usłyszałam odgłos podobny do trzepotu skrzydeł z tym że o wiele bardziej głośny i intensywny. I wtedy zobaczyłam na ścianie cień o którym tyle razy opowiadał mi mój klient. Znów popatrzyłam w świece ale niczego tam nie zobaczyłam. Żadnego bytu, żadnej energii. O co tu chodzi pomyślałam. Co znaczy ten cień lekko trzepocący na ścianie. Podeszłam do okna. Pusta ulica w lekko oświetlonym świetle sprawiała senne wrażenie i wtedy popatrzyłam w górę. Wszystko stało się jasne. Wybiegłam z mieszkania i pobiegłam na 4 piętro. Dokładnie do lokatora który zajmował lokal nad moim klientem. Nacisnęłam dzwonek. Przez chwile nikt się nie odzywał a potem usłyszałam męski głos.
– Kogo tam diabli o tej porze niosą.
– Sąsiadka z dołu – powiedziałam nie wdając się w zbędne wyjaśnienia co do mojej osoby.
Usłyszałam trzask otwieranych drzwi a progu stanął mężczyzna. We flanelowej koszuli z rękawami ugiętymi powyżej łokci.
– Panie czyś Pan oszalał – ryknęłam
– O drugiej w nocy pranie Pan robisz?
Mężczyzna popatrzył na mnie spode łba.
– Nie piorę tylko rozwieszam – warknął
– Pracuje w Warszawie na dwie zmiany. Chyba mi wolno. – powiedział ale w jego głosie wyczułam niepewność
Obudziłam Pana Zdziśka. I pokazałam mu szynę którą w nocy opuszczał jego sąsiad a która służyła mu za suszarkę. W dzień szyna znikała. Była dokładnie wielkości okna. Niezauważalna. Administrator budynku nie wyrażał na nią zgody bo mocowanie w oknie budziło spore wątpliwości. Pan Zdzisław obejrzał szynę i powiedział zdumiony
– Po jaką cholerę wiesza pranie na kilka godzin w nocy. Przecież przed szóstą i tak je zdejmuje. Nie zapytała Pani o to?
– Zapytałam
– Sąsiad lubi żeby mu to pranie przewiało. Cokolwiek by to miało znaczyć.
Autor Etnoria Aris.



