24 maja małe miasteczko Les Saintes – Maries – de – la – Mer staje się celem pielgrzymek cyganów jadą tam by uczcić swoją patronkę Sarę choć Watykan nigdy nie uznał jej za świętą. Cyganie z całego świata zjeżdżają się by oddać jej cześć i dobrze się zabawić.
Sarena siedziała w moim ogrodzie i popijała herbatę z lodem
– Etnoria jedź z nami w tym roku do Francji. Zabawimy się.
Popatrzyłam na nią i pomyślałam że to nie możliwe.
-Nie mogę kochana, praca, dom obowiązki sama rozumiesz.
Sarena wydęła usta w geście dezaprobaty.
– Jedź z nami – powiedziała patrząc mi prosto w oczy.
– Nie pożałujesz.
Sarę znałam od lat. Była cyganką. Poznałyśmy się na kolonii. Miałyśmy wtedy po 12 lat i od tego czasu się przyjaźnimy. Jej rodzina nie pielęgnowała tradycji romskich. Mama pracowała w bibliotece a ojciec był inżynierem górnictwa. Sarena po maturze skończyła prawo i wraz z mężem prowadzi kancelarię adwokacką.
– Skoro tak Ci zależy pojadę – zgodziłam się jak by wbrew sobie
Moja przyjaciółka zapiszczała z radości. Podskoczyła, złapała mnie za ręce i odtańczyłyśmy taniec który nie ma nazwy.
Z Polski wyjechaliśmy 21 maja. Samochód uginał się pod ciężarem bagaży. Sarena z Piotrem uparli się że chcą spać w namiocie. Targali ze sobą materace, śpiwory, garnki i inne akcesoria biwakowe które poupychali byle gdzie. Na miejscu okazało się że nie ma miejsca w hotelach. I musiałam skorzystać z przezorności moich przyjaciół którzy na wszelki wypadek wzięli dla mnie namiot. Rozbiliśmy się na jednym z pól namiotowych na którym jeszcze cudem znaleźliśmy miejsce. Lazurowe wybrzeże powitało nas deszczem. Po jaką cholerę dałam się namówić na ten cygański festyn – pomyślałam. Wieczorem deszcz przestał padać i z za chmur wyjrzał srebrny księżyc. Siedzieliśmy przy ognisku. W pobliskich zaroślach odezwały się cykady. W jednej chwili Sarena wstała i zaczęła nasłuchiwać.
– Ktoś tu idzie – powiedziała
Popatrzyliśmy z Piotrem w kierunku w którym wskazała nam ręką. Ale nikogo nie było widać. Usiedliśmy do późnej kolacji a ja miałam wrażenie że ktoś nas obserwuje. Kolejny dzień wstał ciepły i słoneczny. Cudownie – pomyślałam. Popatrzyłam na zegarek – dochodziła 6 rano. Wstałam i pobiegłam w stronę plaży. Po drodze minęłam karawanę cygańskich wozów. Zwróciły moją uwagę bo przyozdobione były rzeźbionymi smokami. Stare symbole przetrwały w kulturze romskiej – pomyślałam. To dobrze ze znają swoją historię – przemknęło mi przez myśl. Na plaży było pusto. Usiadłam na piasku by ogrzać się w promieniach słońca. Zamknęłam oczy i w tej chwili ktoś dotknął mojego ramienia. Odwróciłam głowę. Stała przy mnie stara cyganka i uśmiechała się do mnie serdecznie. Biło od niej ciepło. Babunia – tak nazwałam ją w myślach. Wyciągnęła do mnie dłoń a ja podałam jej rękę. Wtedy stało się coś niesamowitego. Poczułam że się rozumiemy. Nawiązałam z nią kontakt. Choć trudno opisać to słowami. Kobieta przyjechała z Włoch wczoraj wieczorem. Szukała mnie. Wiedziała że tu przyjadę. Chciała mi przekazać że jestem wśród swoich. Że moje miejsce jest z nimi. Bo łączą nas więzy krwi a przeznaczenie się o mnie upomni. Wyszarpnęłam rękę. A ona pokiwała głową i poszła w stronę obozowiska. Nie wiem ile jeszcze siedziałam na piasku czas dla mnie się zatrzymał. W jednej chwili ktoś przysłonił mi słońce. Otworzyłam oczy to była Sarena.
– Wszędzie Cię szukam, zniknęłaś bez słowa-moja przyjaciółka stała przede mną i przyglądała mi się uważnie.
Kolejne dni upłynęły nam na zwiedzaniu miasteczka, grillowaniu i pływaniu w morzu. Moje myśli wciąż krążyły wokół starej cyganki. Jakie więzy krwi? O czym ona mówiła? W mojej rodzinie nie było korzeni romskich. Co ta kobieta starała mi się powiedzieć. O jakim przeznaczeniu mówiła?.. Któregoś wieczoru Sarena zapytała.
– Etnoria widziałaś wozy cygańskie na polu namiotowym?
Przytaknęłam głową.
– Są przepiękne. Zdobią je wyrzeźbione złote smoki. Jak sądzisz czy one coś znaczą?
Popatrzyłam na nią z niedowierzeniem.
-Ty cyganka z krwi i kości pytasz mnie co znaczą smoki?
Sarena położyła mi dłonie na ramionach.
– Moja droga z nas obu Ty jesteś bardziej cygańska niż ja. Powiesz mi co one znaczą? -poprosiła
– Smok to symbol mądrości, siły i magii. Jest jak herb nie może go używać byle kto. Jedna z legend z czasów Chrystusa mówi nam że Maria Magdalena wywodziła się ze starego rodu smoka. Druga mówi o tym że była żoną Jezusa. Część naukowców też skłania się ku tej teorii. Podobno mieli dwoje dzieci. Córka miała na imię Sara. Dziecko było w niebezpieczeństwie z racji krwi jaka płynęła w jego żyłach. Żeby je chronić rodzice musieli je ukryć. Dziewczyna dorastała z dala od rodziny. W swoim czasie wyszła za mąż i urodziła liczne potomstwo. Według innej legendy w żyłach cyganów płynie jej krew.
Sarena otworzyła buzię ze zdziwienia.
– Żartujesz sobie?!
Pokręciłam przecząco głową.
– Czyli Ci tutaj to potomkowie Marii Magdaleny?
– Nie szła bym aż tak daleko w domysłach – uśmiechnęłam się do niej
– Etnoria Ty czasami mnie przerażasz – Sarena wzniosła oczy ku niebu.
Cygańskie święto trwało 2 dni. Było głośne, barwne jak to u cyganów. Wróciłyśmy do Polski. Po kilku dniach. Rozpakowałam walizkę i ku mojemu dziwieniu w bucie znalazłam figurkę smoka. Jestem przekonana że dała mi ją stara cyganka. Dlaczego to zrobiła nie wiem. Nie wiem tez co chciała mi przekazać bo w moim życiu nie nastąpiło nic co by wskazywało że podążam za swoim przeznaczeniem w kierunku którego nie znam. Ilekroć o niej myślę czuję w sercu spokój i ciepło.
Autor Etnoria Aris



