– Mam 92 lata. Tak, tak Etnoria nie patrz na mnie takimi okrągłymi oczami. Nikt mi nie wierzy a jednak to prawda.
Moja stała klientka siedziała u mnie w salonie i piła kawę z adwokatem. Przychodziła do mnie co miesiąc na godzinną sesję karcianą. Zawsze uśmiechnięta i zadowolona.
– Pani Apolonio…
– Tyle razy Ci mówiłam, mów mi Pola, jak tak do mnie mówisz czuję się staro – fuknęła do mnie moja klientka.
Rozłożyłam karty
Pola nachyliła się nad stolikiem.
– Co tam widzisz kochaniutka? Znajdę jeszcze chłopa? – zapytała, a potem rozsiadła się wygodnie w fotelu. Zapaliła papierosa i oświadczyła.
– A czort z nimi, miałam ich tylu że wystarczy.
– Może chce mi Pani o tym opowiedzieć?
– A chcesz posłuchać?
– Chętnie.
Pola uśmiechnęła się do mnie.
– Zaraz po wojnie czasy były ciężkie. Moja rodzina uciekła z Warszawy na Podhale. Ojciec dostał posadę leśniczego. A co za tym idzie i leśniczówkę.
– Po wojnie uciekliście z Warszawy? Przed czym?
– Przed głodem i nędzą. Moi rodzice i troje mojego rodzeństwa mieszkaliśmy w jednym pokoiku. Mama zajmowała się nami, ojciec tylko pracował. Starczało na skromne jedzenie. Komuna rozpanoszyła się już na dobre. Przyjechaliśmy tutaj by szukać lepszego życia i je znaleźliśmy. Leśniczówka okazała się sporym wygodnym domem otoczonym owocowym sadem. Oj przepraszam Cię Etnorka przecież miało być o miłości…Moja starsza siostra miała już wtedy narzeczonego. A ja miałam 15 lat i też chciałam ale mnie nikt nie chciał. Rudy piegowaty chudzielec nikomu się nie podobał. A do tego byłam jeszcze wysoka. Górale to kurduple. Na absztyfikanta szans nie było. W letni wieczór poszłam na wiejską zabawę. Poznałam tam Michała. Piękny wysoki a jak się później okazało żonaty i dzieciaty mężczyzna zbałamucił mnie od razu. Straciłam z nim cnotę. – Pola porozumiewawczo mrugnęła do mnie.
– Był weterynarzem. Oddelegowano go na kilkutygodniowe zastępstwo z Kłodzka. Zaszłam w ciążę. W domu rozpętało się piekło. Michał wyjechał a ja zostałam z brzuchem. Ojciec pojechał go szukać i znalazł. Ale ożenić się ze mną nie mógł z wiadomych względów. Usunęłam ciążę. A po maturze pojechałam na studia do Krakowa i tu poznałam Stasia.
– Kolegę z roku? – zapytałam
– A gdzie tam – Pola machnęła ręką
– Wykładowcę. Byliśmy kochankami przez całe studia. Obiecywał że się rozwiedzie i ze mną ożeni ale tego nie zrobił. Odebrałam dyplom. A na drugi dzień o 7.30 rano stanęłam w progu jego mieszkania. Otworzyła mi zaspana żona. Powiedziałam jej że albo jej mąż wyjdzie ze mną, albo wysadzę w powietrze całą kamienicę. Na dowód pokazałam jej 2 granaty które zostały nam jeszcze po wojnie. Babcia trzymała je w gumofilcach na strychu a ja je sobie pożyczyłam.
– I co? Wyszedł?
– Nie ale padł przede mną na kolana, przepraszał mnie i błagał o litość. Mnie to wystarczyło. Przyznał się do wszystkiego. …Dostałam skierowanie do pracy w PGR pod Poznaniem. Moja droga co to było za miejsce. Alkohol lał się strumieniami.
– No tak w tych czasach po wypłacie różnie bywało.
Pola popatrzyła na mnie dziwnie.
– Na wypłatę nikt nie czekał. Pili codziennie. Bimber pędzono w chlewikach za workami z paszą.
– A co na to dyrekcja?
– Dyrekcja udawała że nie widzi. Gdyby ich wszystkich zwolniono nie miał by kto pracować. Wtedy poznałam Romana.
– Tam? – zdziwiłam się
– Nie tam, na wczasach na które wysłał nas zakład pracy. Był kaowcem. Organizował mam wycieczki, zabawy. Rozumiesz. A mnie tak ten czas zorganizował że znowu byłam w ciąży. Jak się o tym dowiedział kupił bukiet kwiatów i się oświadczył.
– O to chyba dobrze?
– To nie było dobrze. To było bardzo, bardzo źle. Wprowadził się do mojego mieszkania. Ale czas spędzał z bimbrownikami w chlewie. Rozwiodłam się z nim po 4 latach. Wróciłam do domu. Rodzice zajęli się Olą a ja uczyłam w szkole biologii. Postanowiłam czekać na księcia z bajki.
– I co zjawił się?
– Można tak powiedzieć. Przyjechał z Ameryki. Obsypywał mnie prezentami. Kupował złote pierścionki i ciuchy w Peweksie. Ale ja go nie kochałam. Powiedziałam mu że nic z tego nie będzie. Nikt nie rozumiał mojej decyzji. Odrzucałam świetną partię. Jasiek wrócił do Ameryki a ja pojechałam do Sopotu. Tam poznałam Stefana był marynarzem. Od razu miedzy nami zaiskrzyło. Zakochałam się do szaleństwa. Ślub zaplanowaliśmy na wrzesień. Po co czekać skoro serca takie gorące. Mój Boże jaka ja była wtedy szczęśliwa. Przeżyłam z nim 12 cudownych lat. Zmarł na wylew. Zostałam wdową. Mój świat się zawalił. Gdyby nie moja córka pewnie bym się zabiła. Nie chciałam żyć bez niego. Moi znajomi przedstawili mi Karela był Czechem. Wyszłam za niego za mąż z rozsądku. Ale to był udany związek. Zwiedziłam z nim pół świata. Był muzykiem. W filharmonii w Pradze. Lata biegły i mój mąż umarł. Był ode mnie dużo starszy. Zostałam sama. Byłam zamożna. Korzystałam z życia. Odpuściłam sobie stałe związki. Żyłam jak kolorowy ptak który nie chce wić gniazda. Mężczyzn zapraszałam na krótko do mojego życia a oni skwapliwie korzystali z mojej uprzejmości i tak mi życie upłynęło. Wiesz co Ci powiem kochaniutka. Lepiej żałować że coś się zrobiło jak nic nie zrobić i nie mieć czego żałować. Mam wspaniałe wspomnienia. Moje wnuczki mi zazdroszczą.
Pani Apolonia poklepała mnie po dłoni.
– W życiu liczą się dwie rzeczy. Miłość i zdrowie. Niczym innym nie warto zawracać sobie głowy.
Autor Etnoria Aris



