Była piękna sierpniowa noc. Gwiazdy świeciły tak jasno że można było usiąść i czytać gazetę. Mój klient popatrzył na mnie spuścił wzrok i milczał.
– Proszę mówić dalej – poprosiłam
– Ale ja nie umiem o tym opowiadać. Coś mnie ściska za gardło.
Ponownie zapanowała cisza.
– Dobrze spróbuje to Pani opowiedzieć – usłyszałam.
– Po tygodniu pracy wracałem samochodem do domu, było już późno. Pracuję w Wiedniu i co weekend zjeżdżam do rodziny. Około 2 w nocy poczułem się senny. Tak mnie zmogło że zatrzymałem samochód w małej zatoczce przy autostradzie. W dali było widać światła miasteczka do którego miałem wjechać i wtedy nie wiem co mnie podkusiło. Znałem doskonale te tereny. Znajomi zabierali mnie tu na grzyby. Wiedziałem że 50 metrów dalej jest polanka. Odpaliłem silnik i wjechałem w głąb lasu. Polankę znalazłem bez trudu przykryłem się kocem i zasnąłem. Obudził mnie szum wiatru. Ale taki jakiś dziwny, świszczący. Podniosłem głowę i oniemiałem z wrażenia. Na polanie stały wozy. Konie pasły się obok. Po środku płonęły ogniska. Ludzie siedzieli przy nich i głośno rozmawiali. Podniosłem głowę żeby im się lepiej przyjrzeć. Wyglądali dziwnie. Ubrani byli w poszarzałe wiszące na nich ciuchy. Moje zdziwienie było jeszcze większe jak zobaczyłem w co są obuci. Na nogach mieli ciżmy.
– Ciżmy? – zapytałam
– Tak zniecierpliwił się mój klient nie czytała Pani historii żółtej ciżemki.
– Czytałam – odpowiedziałam z automatu.
– To przecież lektura szkolna.
– A no właśnie stąd wiem jak wyglądają ciżmy. A potem zobaczyłem że u boku połyskują im miecze ale takie małe góra 50 cm. Zachowywali się tak jak by mnie nie widzieli. A przecież powinni mnie widzieć. Było jasno niemal jak w dzień. Myśli kłębiły mi się w głowie. W pierwszej chwili chciałem uchylić drzwi i uciekać z samochodu. Ale zaraz potem skostniałem ze strachu. Na polanie ktoś głośno zagwizdał. A z lasu dobiegło mnie szczekanie psów i głos rogu. Po chwili tuż obok rozchyliły się gałęzie, zobaczyłem kilku mężczyzn. Jeden z nich niósł na plecach martwą sarnę. Obok nich ujadały psy.
– Jakie? zapytałam
– Jakieś takie dziwne, chyba kundle. Przeszli obok mnie nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi. Zrozumiałem że mnie nie widzą. Po chwili w głowie pojawiła się myśl. A może oni udają. Przypomniałem sobie jak w telewizji oglądałem program w którym rodzina wkręcała gościa. Robili sobie z niego jaja. W jednej chwili wszystko stało się dla mnie jasne. Ktoś mnie wkręca a ja trzęsę portkami. Wysiadłem z samochodu i zacząłem iść w stronę ognisk. Powietrze wokół mnie było ciężkie. Z trudem poruszałem się do przodu. I wtedy w głowie pojawiła się kolejna myśl. Przecież nikomu nie mówiłem że się tutaj zatrzymam. Odwróciłem się na piecie i chciałem biec w stronę samochodu. Pani Etnorio kopara mi opadła. Samochodu nie było. Za to banda z polany mnie wypatrzyła i do tego te cholerne psy mnie wyczuły. Nie czekałem na dalszy rozwój wypadków. Nogi same mnie poniosły do lasu. Las też wydawał mi się dziwny. Nie poznawałem go. Za plecami słyszałem pogoń. Zdyszany dobiegłem do rzeki. Rzuciłem się w pław w nadziei ze psy stracą trop. Nie pomyliłem się. Z trudem wygramoliłem się na drugi brzeg. Byłem skołowany i przerażony. Podniosłem wyżej głowę a potem stanąłem na pniaku. Z ponad trzcin dostrzegłem światło. Jakieś 600 metrów ode mnie stał domek. Odruchowo ruszyłem w jego kierunku. Byłem mokry zmęczony i wściekły. A może na polanie biwakowała jakaś grupa historyczna. Mało to świrów przebiera się teraz za rycerzy i toczą bitwy na drewniane miecze. Byłem zły że spanikowałem. Dowlokłem się do domku i uderzyłem pięścią w drzwi bo nie znalazłem w ciemnościach dzwonka. Drzwi się otworzyły. Ktoś złapał mnie za sweter i wciągnął do środka. Równocześnie poczułem że mam przyłożony nóż do gardła. Ktoś trzymał mnie w silnym uścisku. Bałem się otworzyć oczu. W środku poczułem dziwny zapach. Co tam zapach! Śmierdziało jak by 100 diabłów wypięło na mnie tyłki. Powoli otworzyłem oczy. Nóż na gardle docisnął się na mojej krtani. Byłem w izbie w której panował półmrok. Na zbitym z desek stole migotał kaganek. Przy mnie stały 4 kobiety, dwie stare dwie młode. Szkaradne, rozkudlone i co tu kryć brudne. Jedna z nich pchnęła mnie przed siebie. Upadłem na klepisko. Otoczyły mnie w koło i przyglądały mi się z zainteresowaniem. Patrzyły na mnie jak kot na spyrkę. Rozmawiały w nieznanym języku a potem zaczęły się kłócić. I wtedy zobaczyłem tą piątą. Wyszła z kąta jak duch. Wyglądała podobnie jak jej współlokatorki. Podała mi garnek i gestem pokazała żebym się napił. Przecząco pokręciłem głową a wtedy nóż znów dotkną mojego gardła. Co miałem robić wypiłem to świństwo. Niech Pani nie pyta jak smakowało. Obrazy wokół mnie zaczęły wirować a potem…
Mój klient znowu zamilkł.
– Co było potem? – zapytałam
– Sex
-Sex? – zdziwiłam się.
– Tak wykorzystały mnie. Właściwie mało powiedziane zostałem zgwałcony i to wielokrotnie.
Mój klient milczał.
– Chce Pan opowiadać dalej? – zapytałam
Przytaknął głową. Kontynuował swoją opowieść.
– Powoli odzyskiwałem świadomość. Drzwi w chacie były uchylone. Przez szparę w drzwiach zobaczyłem że zaczęło świtać. Zdjąłem buty. Na paluszkach zbliżyłem się do drzwi a potem uciekłem. Dotarłem do rzeki. I wtedy w tył głowy poczułem siarczyste uderzenie. Film mi się urwał. Przedostałem się na drugi brzeg. Ale znowu zemdlałem. Przytomność odzyskałem w samochodzie. Po ludziach na polanie nie było ani śladu. Byłem bez butów. Bolała mnie głowa. Chciało mi się wymiotować. Przekręciłem kluczykiem w stacyjce i resztkami sił wyjechałem z polany. Na drodze panował już spory ruch. Była 8 rano. Na najbliżej stacji benzynowej wysiadłem bo chciałem napić się kawy. Zauważyłem że ludzie dziwnie mi się przyglądają i odsuwają się ode mnie. W lustrze zobaczyłem jak dziewczyna stojąca za mną zatyka nos. Śmierdzę. Przemknęło mi przez myśl i rzeczywiście tak było. Dojechałem do domu. Moja żona powiedziała mi że kilka razy w nocy do mnie wczoraj dzwoniła ale byłem po za zasięgiem. Poszedłem wziąć prysznic i wtedy zobaczyłem że jestem cały posiniaczony. Guz na głowie bolał mnie coraz bardziej. Co Pani o tym wszystkim myśli Pani Etnorio?
– No cóż? Życie potrafi zaskakiwać.
Rozmawialiśmy jeszcze długo. Zamówił u mnie 2 rytuały i umówił się na spotkanie za 2 miesiące na które nie przyszedł. Po roku zadzwonił.
– Musi mi Pani pomóc. Koszmary wróciły. Dotyczą tamtej nocy w lesie.
– A dokładnie co Panu się śni?
– Ja już nie wiem czy to są sny. Widzę dzieci.
– Czyje dzieci?
– Moje.
– Co w tym strasznego?
– To dzieci które spłodziłem tamtej nocy z tamtymi kobietami w chacie pod lasem. Stoją na rozdrożach i wołają tato, tato…a ja się budzę zlany zimnym potem.
Autor Etnoria Aris




Jedna odpowiedź
No to ładnie…..
Dzieci z przeszłości.
Gdzie on trafił????