Świętowałam sabat. Było już po północy kiedy zadzwonił telefon.
-Jesteś tam? – usłyszałam w słuchawce.
Zamarłam. Starałam się rozpoznać głos wertując w pamięci znajomych ale bez skutku.
– Kto mówi? – zapytałam
– To ja
– Czyli kto?
– Lucyfer – odpowiedział głos
Odetchnęłam z ulgą. Wiedziałam że to głupi kawał.
– Janusz to Ty? Nie wygłupiaj się. Wiem że to Ty.
– Hahaha. W końcu mnie poznałaś – rechotał mój dobry znajomy.
– Wiem że sabatujesz. Postanowiłem Cię trochę nastraszyć, a w ogóle to muszę z Tobą porozmawiać.
– Teraz?
-A co Ci szkodzi przecież i tak nie śpisz.
– Coś się stało? – zapytałam, bo akurat tej nocy chciałam być sama.
– A dokładniej?
– A dokładniej to sam nie wiem.
– Poczekaj momencik -poprosiłam
– Zejdę na dół do kuchni i zaparzę sobie kawę.
– Mnie też zaparz. Stoję przed domem. Otwórz mi bramę.
Janusza znałam od przedszkola. W podstawówce chodziliśmy do jednej klasy. Podczas komersu poprosił mnie żebym została jego dziewczyną. Odmówiłam. Obraził się na mnie śmiertelnie. Nie odzywał się do mnie 3 lata. Przed studniówką zadzwonił. Zaproponował żebyśmy poszli razem. Postawiłam warunek. Pójdę, z mojej strony możesz liczyć tylko na przyjaźń. Zgodził się. Ta przyjaźń trwa do dziś. Zapaliłam światło i otworzyłam bramę. Jeep zaparkował na podjeździe. Po chwili wysiadł z niego Janusz ale jakiś dziwny. Nie widziałam go pół roku ale miałam wrażenie że postarzał się o kilka lat. Zaprosiłam gościa do domu. W kuchni popatrzyłam mu w oczy i to co zobaczyłam zaniepokoiło mnie. Postawiłam przed nim kubek z gorąca kawą. Usiedliśmy przy stole.
– Opowiadaj – poprosiłam
Janusz patrzył mi w oczy i nic nie mówił. Bawił się kluczykami od samochodu. Zegar w kuchni odmierzał minuty a Janusz milczał. A potem opowiedział mi taką oto historię.
– Miesiąc temu wracałem samochodem z Pragi.
– Z kim? – zapytałam
– Skąd wiesz że nie byłem sam.
Uśmiechnęłam się do niego.
– Za miastem zatrzymałem się w oberży na obiad. Podają tam fantastyczne knedelki z gulaszem. Chcesz adres?
Przecząco pokręciłam głową.
– Przysiadła się do mnie dziewczyna. Zupełnie nie w moim typie. Chuda, rudo- blondynka. Zapytała czy jadę w stronę granicy. Przytaknąłem. Poprosiła o podwózkę. Po obiedzie byłem nastawiony pozytywnie do całego świata i zgodziłem się.
– Ty się zgodziłeś? Przecież jak ognia unikasz autostopowiczów.
– No właśnie już wtedy powinienem dać sobie spokój. Usiadła z tyłu. Nie mogłem od niej oderwać oczu.
– Przecież przed chwilą powiedziałeś że Ci się nie podobała.
-Oczywiście że mi się nie podobała. Słup telegraficzny ma więcej urody niż ona. Ale ona miała w sobie coś takiego co mnie drażniło i intrygowało. Nie pytaj co to było bo nie umiem Ci na to odpowiedzieć. Nie odzywała się. Przejechaliśmy tak kilkadziesiąt kilometrów. W szczerym polu poprosiła żebym się zatrzymał. Chciała siku. Zatrzymałem samochód a ona z niego wybiegła i zniknęła w polu kukurydzy. Minęło 15 minut a ona nie wracała. Zacząłem się martwić. Zaniepokojony poszedłem jej szukać. Eti nie uwierzysz ona w tej kukurydzy stała całkiem goła i czekała na mnie. Co tak długo zapytała. I rzuciła się na mnie jak gepard na gazelę. Czas przestał dla mnie istnieć. Nie wiem jak długo się z nią kochałem ale to był najlepszy sex w moim życiu.
Marek zamilkł..
– Co było dalej?
– Wyjeła z kieszeni kurtki dwa skręty. Zapaliłem. A potem odpłynąłem i chyba zmorzył mnie sen. Jak się ocknąłem było ciemno nad moją głową świeciły gwiazdy. Byłem sam, po dziewczynie nie było śladu.
Marek zapalił papierosa i zaciągnął się dymem.
– Od tego czasu ciągle o niej myślę. Straciłem apetyt. Praktycznie nie śpię. Jak tak dalej pójdzie to oszaleję. Zacząłem jej szukać. Jeżdżę wokół tego miejsca gdzie widziałem ją ostatni raz kilka razy w tygodniu. Wiem że to głupie. Wiem też że się nie zakochałem. Przyszło mi do głowy że mogła na mnie rzucić jakiś urok albo inne czary. Dlatego tu jestem u Ciebie w środku nocy i zawracam Ci głowie. Eti nie masz nawet pojęcia jakie rzeczy ona ze mną robiła.
-Nie wiem i nie chce wiedzieć – Przerwałam mu w pół słowa opowieść.
– A może to był demon. Może ja spotkałem demona – zamyślił się Janusz.
Rozsypałam zioła i zapaliłam świecę.
W ogniu nie zobaczyłam żadnego uroku.
– Posłuchaj mój drogi. Ta dziewczyna nic na Ciebie nie rzuciła. Sam się wpędzasz w stan totalnego ogłupienia. I dalej w nim tkwisz na swoje własne życzenie. Albo weźmiesz się w garść albo za kilka dni spowodujesz wypadek drogowy. Zginą dwie osoby.
Janusz otworzył usta ale nic nie powiedział.
– Eti ja muszę ją jeszcze spotkać. Rób co chcesz ale powiedz mi gdzie ona jest.
– Chłopie otrząśnij się. Ona ma zaburzenia emocjonalne. Najprawdopodobniej leczy się psychiatrycznie. A Ty chcesz jej szukać? Po co?
– Etnoria przeżyłem coś niesamowitego. To było jak jazda bez trzymanki, jak bal w operze Wiedeńskiej. Coś niesamowitego.
– A Dorota? Pamiętasz jeszcze że masz żonę.
– Sex z Dorotą to jak sylwester w szkolnej stołówce. Nie dziw się że wole operę Wiedeńską.
Parsknęłam śmiechem.
– Przypomnę Ci że sam sobie wybrałeś tą szkolną stołówkę. I nieźle się musiałeś nabiegać zanim doszło do konsumpcji.
– Znajdę ją? – powiedz
– Czy jeszcze kiedyś ją zobaczę? – nie dawał za wygraną Marek
Popatrzyłam w karty.
– Nie, nie znajdziesz jej. A gdyby los przypadkowo postawił ją na Twojej drodze, to najprawdopodobniej byś jej nie poznał. To już nie byłaby ta sama kobieta. Pewnie by Cię nie pamiętała.
– No to dupa powiedział zrezygnowanym głosem Janusz.
– Kładź się spać w salonie. Ja jeszcze trochę muszę posiedzieć. Mam rytuały do zrobienia i kupę innej roboty.
Janusz wstał z krzesła i poczłapał w stronę drzwi. W połowie drogi odwrócił się i zapytał.
– A jak by tak moją Dorotę trochę podrasować? Żeby choć w połowie była taka jak ta ruda w kukurydzy.
– Śpij już porozmawiamy jutro.
Ukróciłam jego fantazje. Ale się chłopak zakręcił -pomyślałam. Zrobiłam mu oczyszczanie. Pomogło. Wyspał się uspokoił nabrał ochoty do życia. Ale o autostopowiczce nie zapomniał.
Autor Etnoria Aris



