-Mam problem.
W moim gabinecie siedziała piękna kobieta i bawiła się kluczykami od samochodu.
-Chce mi Pani o nim opowiedzieć?
– Chyba nie powinnam.
Zapadła kłopotliwa cisza która trwała ciut za długo.
– Czego Pani ode mnie oczekuje?
Kobieta spojrzała mi w oczy a ja w nich znalazłam odpowiedź
– Nie dostanie Pani ode mnie tego po co Pani tu przyszła – powiedziałam wolno nie spuszczając z niej wzroku.
– Ale on na to zasłużył. Przecież Pani wie.
-Wiem.
Wstałam z fotela i przytuliłam ją mocno.
…
Minęło kilka miesięcy.
Pani Kornelia znów siedziała w moim gabinecie. Wyglądała okropnie. Patrzyła na mnie podkrążonymi oczami w których czaił się strach. Wiedziałam co się stało. O nic nie pytałam. Po chwili się rozpłakała.
– Wszystko co mi Pani wtedy powiedziała się sprawdziło. Proszę mi pomóc ja już nie mam siły.
Mąż Pani Korneli to były wojskowy. W domu trzymał wszystko żelazną ręką. Kornelia chodziła koło niego na paluszkach. Podobnie jak dzieci. Nie znosił sprzeciwu. Najdrobniejszą niesubordynację karał pięścią. Wokół której owijał skórzany pas.
-Dlaczego go Pani nie zostawi – zapytałam choć doskonale znałam odpowiedź.
– A dokąd mam pójść? Wyszłam za mąż jak miałam 18 lat. Urodziłam 3 dzieci. Mieszkanie jest jego, podobnie jak konto w banku. Ja nie mam nic.
– Przecież Pani wie że to nieprawda.
– Pani Etnorio on nas pozabija niech nam Pani pomoże.
– Tkwi Pani w przemocowym związku tylko Pani może się z niego wydostać.
– Ale ja nie potrafię – szlochała moja klientka.
Poprosiłam Kornelię żeby zaprosiła mnie do swojego domu. Ale do wizyty nie doszło. Mąż nie wyraził zgody. Końcem sierpnia Kornelia z mężem i z dziećmi pojechali do Krynicy Morskiej na wczasy. Pojechałam za nimi zabierając ze sobą moje dwie przyjaciółki Martę i Ewę. Chciałam poznać Wiktora i o ile to możliwe przemówić mu do rozumu. Wiedziałam że stąpam po cienkim lodzie. To też po tym wyjeździe nie obiecywałam sobie zbyt wiele. Wynajęłyśmy domek obok. Obserwowałam ich siedząc na tarasie. Rodzina jak tysiące innych. Z obserwacji nie wynikało absolutnie nic, a już na pewno nie to że Kornelia dzieli łózko z damskim bokserem. Pan Wiktor przywdział maskę cudownego męża i troskliwego ojca. Organizował nam grille był dowcipny i szarmancki. Którejś nocy usłyszałam trzask a potem krzyki. Wybiegłam przed dom. Dochodziła 3 w nocy. Podbiegłam pod ich drzwi ale wszystko absolutnie ucichło, nie słyszałam nic. Wróciłam do siebie. Rano na tarasie nie zobaczyłam ani Korneli ani dzieci. Nie usiedli do śniadania na tarasie jak to mieli w zwyczaju. Zaczęłam się niepokoić. Późnym popołudniem dzieci wyszły przed dom.
– Jest mama? – zapytałam Igora.
Chłopczyk nic nie odpowiedział. Schował się w domku na placu zabaw. Zapukałam do drzwi ale nikt mi ich nie otworzył. Po dwóch dniach spotkałam w sklepie Kornelię. Miała podbite oczy i posiniaczoną twarz.
-Wiktor potkną się o buty dzieci i wpadł w szał. Połamał stołek i mnie pobił. Powiedział że to moja wina bo ja powinnam dbać o porządek.
Co miałam zrobić nie mój mąż nie moje życie. Kornelia stanowczo odmawiała zgłoszenia się na policję. W pobliskim pubie wieczorami były dyskoteki. Wybrałyśmy się tam któregoś wieczoru. Cudem znalazłyśmy wolny stolik. Marta od razu znalazła adoratorów. A Ewa siedziała ze mną i wolno sączyła kolorowego drinka. W którymś momencie złapała mnie za rękę.
– Patrz.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam Wiktora. Całował jakąś kobietę.
– A to świnia – zasyczała Ewa
– A to gad obślizgły.
W tym momencie zauważył nas i pomachał do nas ręką. Wyglądało na to że świetnie się bawi. Tańce trwały w najlepsze. Po północy pijany Wiktor podszedł do naszego stolika. Nie pytając o zgodę usiał na wolnym krześle.
– Pani Marto ależ Pani ma piękne oczy – komplementował naszą przyjaciółkę.
– A gdzie Pan zgubił swoją urocza towarzyszkę? – zapytałam
– A bo ja wiem. Poszła gdzieś. Ale po co mi ona skoro mam przy sobie trzy urocze kobiety.
Marta wstała i poszła w stronę parkietu. Wiktor pobiegł za nią. Po kilkunastu minutach wróciła. Nachyliła się w moją stronę i wyszeptała mi do ucha.
– To bydle chce się ze mną przespać. Wynajął pokój w Złotej Rybce. Pojadę tam a Wy przyjedźcie po 30 minutach. Zrobicie mu zdjęcia. Kornelia będzie miała dowód do sprawy rozwodowej. Pokój 115. Pamiętaj. Ani minuty dłużej.
Marta ścisnęła mi ramię aż syknęłam z bólu. W Złotej Rybce portier wziął od nas 100 zł i wpuścił do budynku jakbyśmy tam mieszkały. Drzwi do pokoju 115 były uchylone, w środku paliło się światło co mnie zdziwiło. W pokoju nie było nikogo. Cieć powiedział nam że Marta i Wiktor wyszli 10 minut temu, nie wiedział dokąd. Usiadłam na schodach. Chciało mi się wyć. Ewa stała bezradnie obok i wtedy zadzwonił telefon.
-Jestem na plaży przyjdź tutaj i o nic nie pytaj – zakomunikowała Marta.
Nie wiem ile zajęła mi droga ze Złotej Rybki na plażę. Mnie wydawało się że była to cała wieczność. Z daleka zobaczyłam Martę a potem Wiktora. Leżał na piasku z rozbitym nosem, był goły.
– Co się stało?- krzyknęłam
Marta popatrzyła na mnie a potem rzuciła się z pięściami na leżącego Wiktora.
-Ten sukinsyn chciał mnie pobić powiedział że tylko w ten sposób może się podniecić. Błagał bym mu na to pozwoliła.
– I co? – zapytała Ewa
– Postawiłam warunek. Powiedziałam że nie tu, nie w hotelu tylko na plaży. Kazałam mu się rozebrać. Powiedziałam że mnie to kręci. Zgodził się bez najmniejszego oporu.
– A potem?
– A potem spuściłam mu manto.
– Ty? – zapytałam z niedowierzeniem.
– No nie zupełnie. Zadzwoniłam do marynarzy których poznałam w pubie. Zanim to wszystko się zaczęło. Powiedziałam że jestem na plaży a jakiś gość chce mnie pobić. Przyjechali. Ot i cała historia.
Popatrzyłam na Wiktora. Podniósł się. Klęczał na kolanach i pluł krwią. Położyłam mu rękę na ramieniu i powiedziałam.
– Posłuchaj. Kornelia dostanie od nas telefon do mężczyzn którzy Cię pobili. Jeśli będzie tego chciała będą zeznawać w sadzie, my też. Jeśli jeszcze raz tkniesz ją albo dzieci nie odpuszczę Ci.
Wiktor patrzył na mnie z pode łba.
– A kim Ty kur..a jesteś?
– Czarownicą i pamiętaj przyjdę po Ciebie i przypomnę o sobie. Uprzykrzę Ci tak życie jak Ty uprzykrzyłeś swojej rodzinie.
– Myślisz że mnie zastraszysz?
Najwidoczniej chciał ze mną negocjować ale taka możliwość nie była mu dana. Marta wymierzyła mu siarczysty cios w gębę.
– Nie szukaj ubrania-powiedziała
– Jest w którymś koszu na śmieci. Nie sądzę żeby udało Ci się go znaleźć.
Rano spakowałyśmy walizki i wróciłyśmy do domu.
W intencji Korneli odprawiłam rytuał. Nie zadzwoniła do mnie więcej. Na Boże Narodzenie dostałam od niej kartkę. Pod życzeniami była dopiska.
Ps. Jest lepiej. Bardzo Pani dziękuję
Autor Etnoria Aris



