– Nigdy nie wierzyłem w duchy. Pewnie mnie Pani zaraz zapyta co w takim razie tu robię?
Mój klient popatrzył na mnie ale nie mogłam uchwycić jego wzroku. Odniosłam wrażenie że ma rozbiegane oczy. Jego pytanie pominęłam milczeniem. Czekałam aż zacznie sam opowiadać. Wiedziałam że nie przychodzi mu to łatwo. Po dłuższej chwili milczenia zaczął.
-Jakiś czas temu kupiłem piękny stary dom z działką. Wszystko porośnięte starodrzewem. Cena była niska. Byłem przeszczęśliwy że trafiłem na taką okazję. To miejsce było jak by stworzone dla mnie. Właśnie tego szukałem. Umowę kupna podpisałem końcem października. Postanowiliśmy z żoną nie zaczynać remontu jesienią i zaczekać z pracami do wiosny. Końcem lutego przyjechała ekipa budowlana. Pięciu mężczyzn wyładowało sprzęt a posesja jakby nabrała życia. Ale robota im nie szła. Po miesiącu nadal tkwili na dachu. A przeszkody zaczęły się przed nimi piętrzyć. Jeden z pracowników spadł z rusztowania. Inny wrócił do nałogu alkoholowego. Kolejny wyjechał za granicę. Majster bezradnie rozkładał ręce. Blachodachówka którą zamówiłem nie dotarła do nas. Pojechała na drugi koniec Polski. W końcu załamała się pogoda. Trzy tygodnie lało jak z cebra. I wtedy po raz pierwszy przemknęła mi przez głowę myśl że ten dom się przed nami broni. Ale była ona tak niedorzeczna że nie kontynuowałem tego wątku. Gorzko miałem tego pożałować ale jeszcze o tym nie wiedziałem. We wrześniu mieliśmy się wprowadzać. Wakacje dobiegały końca i wiedziałem że będzie to niemożliwe. Odłożyliśmy przeprowadzkę do Bożego Narodzenia. Przed świętami wiedzieliśmy że będzie to niemożliwe. Moje finanse się kurczyły. Żona straciła dobrą pracę w aptece w której pracowała od lat. Kolejne propozycje pracy były żenująco niskie. W końcu była zmuszona przyjąć jedną z nich. Remont domu okazał się studnią bez dna. Dzieci zaczęły chorować. A nasz kot któregoś dnia po prostu uciekł. Byłem za bardzo pochłonięty pracą żeby łączyć te wszystkie fakty z kupnem domu. Wtedy tak jeszcze o tym nie myślałem – mój klient wbił wzrok w obraz wiszący na ścianie, miałam wrażenie że tracę z nim kontakt.
– Co było dalej? – zapytałam
Tadeusz spojrzał na mnie ale jego wzrok był nie obecny.
– W końcu skończyliśmy remont powiedział. Miał trwać pół roku. Trwał dwa lata. Do domu wprowadziłem się sam. w między czasie żona ode mnie odeszła i zabrała dzieci. Teraz jak tak o tym myślę dochodzę do wniosku że to on zabrał mi rodzinę. W pojedynkę byłem łatwiejszym celem. Tak naprawdę chodziło mu o mnie.
– Komu zapytałam?
– Jak to komu – oburzył się Tadeusz
– Rozmawiamy o moim domu. Od samego początku czułem że nie mieszkam w nim sam. A z czasem lokatorzy byli coraz śmielsi. Wyraźnie dawali o sobie znać a mnie traktowali jak intruza. Słyszałem jak chodzą po domu. Korzystają z kuchni. Rozmawiali ze sobą śmiali się i kłócili.
– Dlaczego Pan tam jeszcze mieszka?
– Nie mam dokąd pójść. Zmieniłem pracę. Moje dochody są skromne. Czasami brakuje mi na prąd i na opał.
– Dlaczego w takim razie nie sprzeda Pan domu? Proszę o tym pomyśleć i nie odkładać tych przemyśleń na później.
– Pani Etnorio gdybym nawet chciał to zrobić to nie mogę. On mnie potrzebuje. Musze o niego dbać.
– Ma Pan jakieś informacje na temat poprzednich właścicieli?
– Próbowałem się czegoś dowiedzieć w biurze nieruchomości które pośredniczyło w sprzedaży. Dowiedziałem się niewiele. Właściciele domu pochodzili stąd. Mieszkali tu jeszcze przed wojną. Po ich śmierci spadek odziedziczył daleki kuzyn który na stałe mieszka w Australii. Internetowo zlecił sprzedaż. Ten dom długo stał pusty choć cena była bardzo atrakcyjna. A do Krakowa jest niecałe 25 km.
– Dlaczego nikt go wcześniej nie kupił?
– Wielokrotnie się nad tym zastanawiałem. Czasami odnoszę wrażenie że on czekał na mnie.
Przyjrzałam się mojemu klientowi. Wyglądał koszmarnie. Podkrążone oczy zdradzały kłopoty ze snem.
-Jest Pan przemęczony. Dobrze by było odpocząć – doradziłam.
Przytaknął.
– Próbowałem oczyścić dom- opowiadał
– Sprowadziłem księdza ale to nic nie dało. Proszę mi pomóc.
Umówiłam się z nim że przyjadę do niego za kilka dni. Zadzwoniłam wcześniej bo chciałam potwierdzić wizytę. Nie odebrał. Nie skontaktował się ze mną ponownie. Po jakimś czasie dowiedziałam się że nie żyje. Dlaczego dokonał takiego wyboru. Nie dowiem się nigdy. Czasem zastanawiam się nad tym czy w ogóle miał wybór.
Autor Etnoria Aris



