-Etnorka ja się Ciebie czasami boję.
Popatrzyłam na moja przyjaciółkę i dostrzegłam w jej oczach przerażenie.
– Wiem że jesteś spokojna i opanowana. Nie boisz się przeciwności i zawsze skłonna jesteś do pomocy.
– Teresa proszę Cię przestań. Co chcesz mi powiedzieć?
– Chcę Ci powiedzieć że Cię nie znam. Nie znam Cię.
– Jak to? Przecież zaprzyjaźniłyśmy się w przedszkolu.
– No właśnie a pomimo to czuję przed Tobą strach.
– Mogę zapytać dlaczego?
– Edi przyznaj się, ta złamana noga Edka to Twoja robota. Wiem że mu się to należało. No ale… Jest to ale – zamyśliła się Teresa.
– Jesteś dla mnie zagadką moja droga. Jest przy Tobie tajemnica. Jakieś niedopowiedzenie czegoś czego nie potrafię określić dlatego się boję.
Edek jest mężem naszej wspólnej koleżanki Marzenki. Okłamuje ją na każdym kroku. Oprócz tego bije i zdradza. Ostatnio na zdradzie przyłapała go tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. Spakowała dzieci i pojechała do swojej matki. W drugi dzień świąt zapuchnięta od płaczu przyjechała do mnie. Powiedziałam to co zwykle. I jak zwykle nic to nie dało. Po Świętach wróciła do domu i było jak zawsze. Dostała lanie za to że ośmieliła się wyrwać na niezależność i zostawić męża na Święta samego. Rozmowy z Edkiem nie dawały żadnego efektu. Miał niezwykły dar odwracania kota do góry ogonem. Z Marzeny robił rozhisteryzowaną babę a siebie przedstawiał w roli ofiary. W swoich opowiadaniach był tak dalece wiarygodny że ludzie mu wierzyli. Dzieci dorastały. W końcu zaczęły domagać się od matki żeby zostawiła ojca. Marzena płakała, przyznawała rację i dalej tkwiła w tym toksycznym związku. Dawno straciłam nadzieję że zdoła się z niego uwolnić. Którejś nocy zadzwoniła.
– Przepraszam Edi ale nie mam dokąd pójść. Odeszłam od Edka. Mogę do Ciebie przyjechać?
– Możesz powiedziałam zaspana. – ale pomyślałam zupełnie coś innego. Byłam na nią wściekła.
Przyjechała taksówką a w raz z nią ogromna torba podróżna i równie wielka walizka na kółkach. Usiadłyśmy w kuchni podałam jej filiżankę z herbatą
– Etnoria to koniec – wycedziła przez zęby.
– Edek wczoraj zrobił karczemną awanturę. Dzieci uciekły do matki. Zostałam sama z Kubusiem. Popchnął mnie na wersalkę ale upadłam obok. Chciał mnie kopnąć ale Kubuś stanął w mojej obronie i ugryzł go w łydkę. On złapał go za futro i rzucił o ścianę. Zabił go. Kubuś się już nie podniósł. Zabił mojego psa – szlochała.
Przytuliłam ją mocno ale szlochanie nie ustępowało.
Rano obudził mnie dzwonek. W drzwiach stał Edek.
– Jest Marzena?- burknął
Nie czekając na zaproszenie chciał mnie ominąć i wejść do środka. Stanęłam mu na drodze. Zaskoczenie jakie odmalowało się na jego twarzy było warte dukata. Zrobił krok do tyłu.
– Nie wpuścisz mnie? – zapytał
– Nie.
– Dlaczego? – uśmiechał się do mnie i wdzięczył.
Ale ja dobrze znałam jego czary. One dawno przestały na mnie działać.
– Edek posłuchaj – powiedziałam starając się zachować spokój.
– Marzena jest w złym stanie. Opłakuje Kubusia.
– Ten kundel mnie ugryzł – wrzasnął mi przy samym uchu.
– Edek jak nie dasz jej spokoju to ja nie ręczę za siebie.
– A co Ty możesz mi zrobić. Rzucisz na mnie zaklęcie? Zamienisz mnie w ropuchę?
Zamknęłam oczy. Jak je otworzyłam zobaczyłam Edka który szedł w stronę furtki. Po chwili poślizgnął się i upadł jak długi. Usiłował się podnieść. Ale na nie wiele się to zdało upadł ponownie. Usłyszałam jak przeklina i dosłownie wyje z bólu. Wiedziałam że ma złamaną nogę w dwóch miejscach. Zadzwoniłam po karetkę. Tereska akurat przyjechała do mnie jak karetka zabierała Edka do szpitala. Marzena po 4 dniach wróciła do domu. Edkiem nie miał się kto opiekować. Decyzję wymogła na niej jego matka. Przywołała ją do porządku krzycząc do słuchawki że ślubowała przed Bogiem i ludźmi i nie może go tak teraz zostawić …
Autor Etnoria Aris



