Stałam na rozdrożu była piękna listopadowa pełnia. Skończyłam rytuał. Jeszcze czułam przy sobie obecność duchów które przywołałam. Zamknęłam oczy. Czułam jak serce zaczyna bić normalnie. Powoli wracał spokój. Noc była taka jasna że nie musiałam zapalać latarki. Bez trudu odnalazłam ścieżkę i ruszyłam nią w stronę domu. W połowie drogi usłyszałam trzask łamanych gałęzi. Ktoś lub coś szybko zbliżało się w moja stronę. Przykucnęłam za kopcem wysokiej trawy i nasłuchiwałam. Popatrzyłam w kierunku skąd dochodziły odgłosy. Ale żadna gałąź się nie poruszyła. A potem stało się coś co trudno jest wytłumaczyć. Zerwał się porywisty wiatr. Drzewa wyginały się jak trawa na wietrze. Spojrzałam w górę a księżyc dalej świecił jasnym światłem a niebo pozostawało bezchmurne. Wzięłam do ręki talizman który zawsze towarzyszy mi przy rytuałach. Był gorący. Miałam wrażenie że pali mi dłoń. Wiedziałam że coś bardzo złego jest blisko mnie. Wyszeptałam zaklęcia ochronne. A potem straciłam poczucie czasu. Wróciłam do domu po kilku godzinach. Nic mi się nie stało, ale samo wspomnienie tamtej nocy do dziś przyprawia mnie o dreszcze. Od tego dnia towarzyszyło mi uczucie jak bym musiała tam wrócić i zamknąć jakąś sprawę która na mnie czeka. Przyznam szczerze że przez kilka lat omijałam to miejsce. Czas płynął…
…
Którejś nocy zadzwonił telefon.
– Pani Etnorio muszę się z Panią natychmiast zobaczyć.
– Kto mówi? – zapytałam zaspana
– Michał Martkowski przecież mnie Pani zna
– Panie Michale co się stało?
– Właśnie tego nie wiem. Będę u Pani jutro o 8 rano. I tak nie zmrużę oka.
Rozłączył się a ja natychmiast zasnęłam.
…
Punktualnie o 8 stał w moim progu. Patrzyłam na niego i ledwo go poznawałam. Postarzał się. Oczy z jasnoniebieskich zrobiły się szare. Skurczył się i miałam wrażenie że mężczyzna który przede mną stoi to zupełnie ktoś inny niż ten którego znałam z przed kilku lat. Usiedliśmy w gabinecie. Zapaliłam świece. Płomień tańczył nerwowo a Michał nic nie mówił.
– Zawsze mi Pani pomagała dlatego tu jestem. Moje życie zmieniło się w koszmar. Pamięta Pani naszą ostatnią rozmowę?
Przytaknęłam
– Zrobiliśmy rytuał finansowy na biznes który właśnie miałem rozkręcić. Jak zwykle z Pani pomocą udało się. Ale ja poczułem wiatr w żaglach. Mój apetyt wzrósł chciałem zarabiać więcej. Poleciałem do USA na kilka miesięcy a tam spotkałem człowieka który zaproponował mi powodzenie i pieniądze. W zamian za rytuał zażądał astronomicznej kwoty. I ….. mojej krwi. Nie chciałem mu dać takich pieniędzy ale wiedziałem że nie mogę się targować. Zaintrygował mnie na tyle mocno że zostałem w Stanach na kolejne miesiące. A potem oddałem mu wszystkie pieniądze które tam zarobiłem.
– Dał mu Pan swoją krew?
Michał przytaknął.
– Dlaczego Pan do mnie wtedy nie zadzwonił?
– Bo wiedziałem co Pani powie a ja czułem w sobie taki przypływ mocy. Wydawało mi się że mogę przenosić góry. A chęć zdobycia bogactwa wysunęła się na pierwsze miejsce.
– Zdawał Pan sobie sprawę z tego że magia voodu może okazać się biletem w jedną stronę.
– Skąd Pani wie że to voodu.
Nic nie odpowiedziałam.
– Mężczyzna u którego zamówiłem rytuał dał mi kamień który pokryty był wzorami i symbolami których nie rozumiałem. Miałem go nosić przy sobie. Nikomu nie pokazywać nikomu nie dawać i strzec jak oka w głowie.
– I co udało się?
Michał pokręcił przecząco głową.
– Zgubiłem go kilka lat temu. Niedaleko stąd. Jechałem kładem i zderzyłem się z drzewem. Straciłem przytomność. Jak ją odzyskałem kamienia przy mnie nie było. Wróciłem na miejsce wypadku szukałem go ale nie znalazłem. W moim życiu wszystko zaczęło się psuć i tak jest do dziś. Odeszła ode mnie żona. Kolejne kobiety z którymi byłem tez mnie zostawiały. Wspólnik mnie okradł a dzieci nie chcą znać. Czuję się stary i słaby, sił mi brakuje. Dla mnie miesiąc to jakby rok. Rozumie mnie Pani?
– Rozumiem – przytaknęłam
– Najgorsze jest to że coraz częściej czuję przy sobie czyjąś obecność i mam wrażenie że ten byt mi zagraża. Wczoraj w nocy mnie zaatakował. Boję się o swoje życie.
Mój klient podniósł do góry bluzę i pokazał posiniaczone plecy.
– Panie Michale nie wygląda to dobrze. W tej chwili nie mogę powiedzieć zbyt wiele bo najpierw muszę ustalić z czym mamy do czynienia. Zajmie mi to trochę czasu. – uśmiechnęłam się ale Michał nie odwzajemnił mojego uśmiechu.
– Boję się
Widziałam jak drżą mu ręce.
– U Pani czuję spokój.
-W takim razie proszę tu zostać.
– Nie, nie mogę. Mam wiele nie załatwionych spraw. Muszę wracać do pracy.
– W takim razie proszę przyjechać wieczorem ustalimy plan działania i powiem Panu co i jak robimy.
Po wyjściu Michała wróciły wspomnienia tamtej nocy na rozdrożu dróg. Wiedziałam że zło które wtedy czułam pochodziło z kamienia który Michał przywiózł z USA. Wieczorem Michał nie przyszedł. Jego telefon milczał. Wiedziałam że stało się coś złego. W kolejnym dniu dowiedziałam się że miał wypadek. Niestety tym razem nie udało się go uratować.
Autor Etnoria Aris



