– Duchy nie duchy, ja zapłacę. Pojedziemy do mnie i przekona się Pani że mam rację.
– Dobrze zgodziłam się ale musimy odłożyć tą wizytę do przyszłego tygodnia.
– Pani Etnorio, Pani nie rozumie ale ja nie mam gdzie spać. Do domu nie wrócę.
Popatrzyłam uważnie na mojego klienta. Wyczułam przy nim strach. Ale jego historia wydawała mi się nie dorzeczna. Dom był nowy nikt wcześniej w nim nie mieszał. Chciałam żeby trochę ochłonął. Uspokoił się. Nowe budynki mają to do siebie że emitują różne dźwięki. Domy osiadają. Ludzie słyszą skrzypienia, a meble potrafią się przesunąć. Nie trudno w takiej sytuacji o nadinterpretację. Na moim biurku leżał tynk i kilka kamieni spod progu. Już miałam go wziąć do ręki i bliżej się im przyjrzeć ale zadzwonił telefon. Pożegnałam się z Panem Pawłem. Obiecałam że zadzwonię za tydzień. Przez kilka kolejnych dni Paweł się nie odzywał. Pomyślałam ze to dobry znak. Że wszystko się uspokoiło. A potem telefon dzwonił kilka razy dziennie, Paweł nalegał na wizytę.
– Jadę po Panią, oznajmił mi. – i po godzinie był przed moim domem.
Nie chętnie wsiadłam do samochodu. Zbliżała się pełnia. Tylne siedzenie samochodu zawalone było betami. Namiot, śpiwór, dwie torby, karimata.
-Wraca Pan z biwaku?
– Przecież mówiłem Pani że do domu nie wrócę. Dobrze że noce są ciepłe. To mogłem sobie pozwolić na wyjazd pod namiot.
Jechaliśmy w milczeniu. Minęliśmy nowe osiedle. Część domów była wykończona. Paliły się w nich światła. Reszta przypominała plac budowy.
– Czy Pani mi wierzy? – zapytał
– Szczerze to co Pan mówi wydaje mi się mało prawdopodobne.
Paweł widział kobietę w swoim domu o różnych porach dnia. Wyglądała normalnie. Miał wrażenie że czegoś szuka. Nie zwracała na niego uwagi. Jak by go nie dostrzegała. Paweł zatrzymał samochód. Wzdłuż ulicy stały szeregówki pomalowane w różne kolory. Wyglądały jak gigantyczne klocki lego.
– Czy oprócz mnie rozmawiał Pan z kimś o duchu? Może sąsiedzi też coś widzą?
– Nie rozmawiałem. I niech Pani tego też nie robi. Prowadzę dwie firmy budowlane. Zatrudniam 40 osób. Jak się rozniesie że sam mieszkam w nawiedzonym domu nikt ode mnie mieszkania nie kupi.
…
Dotknęłam progu i aż mnie cofnęło. Nie miałam żadnych wątpliwości. Paweł miał lokatora. Paweł spojrzał na mnie ale nic nie powiedział. Dom był częściowo urządzony. W kuchni wisiały meble ale szafki były puste. Dochodziła 19 za oknem zapadał zmrok. Usiedliśmy w salonie. Paweł zaparzył herbatę.
– Proszę mi jeszcze raz opowiedzieć o kobiecie którą Pan widzi?
– Wszystko już Pani powiedziałem. Ona wygląda jak by żyła a po chwili rozpływa się w powietrzu.
-Jak jest ubrana?
Paweł zmarszczył brwi.
– Normalnie. Szuka czegoś. Rozgląda się.
Zapaliłam świece i rozsypałam zioła.
Po chwili przed oczami pojawiły się obrazy. Grupa ludzi w pośpiechu pakowała walizki. Kobiety płaczą. Przytulają się. A potem kolejny obraz i kolejny….
Spojrzałam na Pawła. Spał w fotelu lekko pochrapując. Postanowiłam go nie budzić. Obeszłam cały dom. Dotykałam ścian. Ale nic nie znalazłam. W jednej chwili poczułam chłód. Miałam wrażenie że ktoś mi się przygląda. Uczucie trwało chwilę a potem wszystko wróciło do normy. Wyszłam na taras i usiadłam na huśtawce. Wrześniowa noc była ciepła. Nad moją głową migotały gwiazdy. Zapaliłam papierosa. Już wiedziałam że kobieta którą widzi Paweł ma na imię Sabina. Przyjaciółka powierzyła jej depozyt. Coś wartościowego. A ona to zakopała bo bała się że może jej to ktoś ukraść. Kiedy tamta kobieta upomniała się o swoją własność Sabina chciała jej to zwrócić ale okazało się że tego tam nie ma. Przyjaciółki strasznie się pokłóciły. Kobieta przeklęła Sabinę uważała że ją okradła. Wstałam z huśtawki i poszłam obudzić Pawła.
– O kurczę spałem jak niemowlę. – Paweł przetarł oczy.
– Panie Pawle ma Pan w domu wartościowe przedmioty które nie należą do Pana.
– Nie możliwe. Ja tu mam nie wiele rzeczy a już na pewno nic wartościowego.
– Wiem o tym przerwałam mu w pół słowa. Dom jest czysty. A pomimo to coś tu jest.
W salonie stały ogromne donice i to one przykuwały mój wzrok.
– Skąd je Pan ma? – zapytałam
– Z Irlandii ciotka mi je przywiozła. Nie wiem skąd je wzięła. Kwiaty raz w roku wiosną przepięknie kwitną. Ponoć tam rosną przy drodze. Normalnie w ziemi. Uwierzy Pani.
Zamilkł i popatrzył na mnie uważnie.
– Myśli Pani że to ta ziemia?
Skinęłam głową.
Wyciągaliśmy rośliny z donic i po kolei przesiewaliśmy ziemię. Tak naprawdę nie wiedzieliśmy czego szukamy. Miedzy korzeniami jednej z roślin znalazłam sześć metalowych sztabek. Nie wiele większych niż kostka cukru.
-Proszę je umyć poprosiłam Pawła. Chyba znaleźliśmy to czego szukaliśmy.
Po kilkunastu minutach mycia pod bieżącą wodą sztabki nabrały złotego połysku.
– Proszę mnie odwieźć do domu. – poprosiłam Pawła dochodziła 6 rano byłam zmęczona.
– Chyba Pani żartuje. Chce mnie Pani z tym zostawić. Co ja mam z tym zrobić. Nie wypuszczę Pani do puki nie zakończymy tej sprawy.
Odpaliłam świece i odprawiłam rytuał.
Po południu pojechaliśmy do Krakowa. Oddaliśmy złoto fundacji. Paweł odzyskał spokój. Kobieta przestała go odwiedzać.
…
Któregoś dnia zadzwonił.
– Pani Etnorio jestem Pani niewyobrażalnie wdzięczny. Za to co Pani dla mnie zrobiła. Ale wie Pani co? Kupiłem sobie wykrywacz metali.
– Po co zapytałam zaskoczona.
– Tak sobie pomyślałem że ziemia chowa różne skarby a przecież nie wszystkie są przeklęte.
Autor Etnoria Aris.



