-Pani Etnorio ja miałem świadomość że to co widzę nie może być prawdą. Oczy widziały co innego a rozum temu zaprzeczał. Zamknąłem na chwilę oczy bo myślałem że coś mi się przywidziało. Jak otwarłem je ponownie przede mną stała Irena jak żywa. Co ja mówię, jestem pewien że była żywa. Patrzyła na mnie tymi swoimi złośliwymi świdrowatymi oczami. Stałem jak słup soli nie byłem w stanie się ruszyć. W głowie miałem tylko jedną myśl, moja teściowa zmartwychwstała.
– Niech że Pan da spokój. Co Pan wygaduje. Pańską teściową pochowaliśmy tydzień temu. Sama byłam na jej pogrzebie. Nie wiem kogo Pan widział ale na pewno nie była to Pani Irenka.
Staliśmy przy bramce. Chciałam się odwrócić i iść do domu. Ta rozmowa nie miała dla mnie najmniejszego sensu.
– Pani mnie posłucha – mój sąsiad złapał mnie za ramie aż syknęłam z bólu.
Znałam go od lat. Z jego siostrą chodziłam do jednej klasy w podstawówce. Ożenił się z moją sąsiadką i z tego co wiem z Milenką tworzyli zgodna parę. Ale zupełnie nie dogadywał się z jej mamą. Miedzy nim a teściową iskrzyło od samego początku. Pani Irenka nigdy nie zaakceptowała wyboru córki. Kilka lat temu tuż przed świętami Irena przyniosła do mnie świąteczne zakupy i zapytała czy może je przechować w naszej altanie. Zaskoczyła mnie. Altany ogrodowe miałyśmy takie same. Jeden stolarz je składał. Widząc moje zdziwienie Pani Irenka zaczęła się tłumaczyć.
– Nie patrz tak na mnie Etnorka – usłyszałam
-Ja mam szurniętego zięcia to muszę dotrzymać mu kroku i zachowywać się jak wariatka. Rok temu Irek rozdał moje zakupy bezdomnym. Dlaczego swoich nie rozdał , nie wyjaśnił mi do dziś. W tym roku chce tego uniknąć bo boję się że zrobi to samo.
– Dlaczego pozwoliła Pani te zakupy sobie zabrać skoro nie miała Pani takiej intencji żeby je rozdać – zapytałam coraz bardziej zdziwiona.
– Nie mogłam odmówić w progu stał ksiądz i już w ręce miał moje siaty. Sama widzisz że byłam w sytuacji bez wyjścia.
No tak pomyślałam, komu jak komu ale księdzu Pani Irena nie była w stanie się przeciwstawić.
– Ty wiesz że zaraz po świętach w ogłoszeniach parafialnych ksiądz dziękował wszystkim darczyńcom i zgadnij kogo wymienił? Oczywiście tą szuję mojego zięcia. Zasrany dobrodziej. Nie za swoje pieniądze- Irytowała się Pani Irena. A potem splunęła za siebie i wzniosła oczy ku niebu . Mamrocząc coś pod nosem.
Historie takie jak ta były na porządku dziennym. Można je było mnożyć na pęczki. Do tego Irek nie stronił od kielicha. Irena obgadywała go po całym mieście. O szczegółach z ich życia wiedzieli wszyscy. Lekarz, aptekarz, rzeźnik, fryzjer wszędzie tam gdzie Irena chodziła. Pani Irena nie ominęła żadnej okazji żeby dokopać zięciowi.
– Panie Irku proszę wrócić do domu i postarać się uspokoić. Zapewniam Pana że duch Pana teściowej nie zaczaił się na Pana i nie zamierza Pana nękać.
– Nie mogę. – zajęczał Ireneusz
– Wiem że ta stara jędza tam jest.
– Jak to?
– Ano tak to.
– Proszę niech Pan wejdzie do domu – zaprosiłam Irka. Wiedziałam że tak szybko się go nie pozbędę.
– Proszę siadać – wskazałam mu fotel.
– I postarać się opowiedzieć mi wszystko od początku.
– Co tu opowiadać. Pochowaliśmy ją tydzień temu a ona wylazła z grobu i szwenda się po moim domu. Wygląda jak żywa. Przysięgam że to prawda.
-A Milenka też ją widzi?
-Nie wiem – wzruszył ramionami Irek.
– Jak to Pan nie wie?
– Od pogrzebu nie wróciłem do domu. Kilka razy próbowałem ale ona zawsze tam była. Raz nawet widziałem jak robi pranie w łazience.
– U kogo Pan mieszka?
– U Bogusia – padła odpowiedź.
– U tego szewca co ma zakład przy kościele?
– Tak u tego. Z dobroci serca mnie przygarnął.
Akurat pomyślałam. Kompan od kielicha nie może pozostać obojętny na niedole swojego fumfla, bo los może się odwrócić i co wtedy. Sam mógłby zostać bez pomocy w potrzebie.
– Idziemy – powiedziałam
– Dokąd?
– Do Pańskiego domu.
– Nie pójdę za chińskiego boga. Wołami mnie Pani tam nie zaciągnie.
– Proszę nie opowiadać bzdur. U Bogusia nie może Pan mieszkać w nieskończoność. Jego żona ma anielską cierpliwość ale wkońcu Pana wyrzuci. Lepiej Tam wrócić dzisiaj ze mną jak beze mnie za kilka dni.
– No tak ma Pani rację – niechętnie zgodził się Irek.
Nacisnęłam dzwonek, w drzwiach pojawiła się Milenka.
– Dzień dobry Pani Etnorio, wiedziałam że ten debil będzie Pani głowę zawracał. Strasznie Panią za niego przepraszam.
– Nie ma za co przepraszać. Mogę wejść.
– Oczywiście.
Mileńka otworzyła drzwi i weszliśmy do środka. Już w przedpokoju wyczułam zapach ciasta ze śliwkami.
– Piecze Pani ciasto – zapytałam
– Nie ja. Milenka machnęła ręką.
Zrobiłam kilka kroków na przód i wtedy zobaczyłam Irenę. Stała przy oknie. Paliła papierosa.
– O Jezusie , widzi ją Pani – zapiszczał za moimi plecami Irek.
Szczerze powiem że zaskoczenie wzięło górę. Nie mogłam od kobiety oderwać oczu a ona podeszła do mnie i podała mi rękę.
– Jestem Władysława, ciotka Milenki.
– Ależ jest Pani podobna do siostry.
– Wszyscy mi to mówią. Choć ja zawsze uważałam że Irena była bardziej elegancka i taka modnisia. Ja wolałam dżinsy i T-shirt – uśmiechnęła się do mnie kobieta.
Widząc moje zaskoczenie kontynuowała dalej.
– Tydzień temu przyjechałam na pogrzeb siostry. Nie widziałyśmy się ponad 20 lat. Irenka zanim odeszła zostawiła mi list. Napisała w nim że wszystko co po niej zostaje należy do mnie. Stąd te ciuchy i peruka.
– Nie wiedziałam że Pani siostra nosiła perukę. Włosy wyglądały na naturalne.
Odwróciłam się i popatrzyłam na Irka. Stał za moimi plecami i miał otwarte usta ale nic nie mówił. Po dłużej chwili wystękał.
– Nie wiedziałem że mamcia ma siostrę. Nigdy mi nic nie mówiła.
– A kiedy Wy rozmawialiście ze sobą normalnie. – naskoczyła na męża Milenka.
Pani Władzia przeprowadziła się z Kanady do Polski. Mieszka z Milenką. Pomaga jej w domu i przy dzieciach tak jak wcześniej robiła to jej mama. Irkowi ta przeprowadzka nie przypadła do gustu. Z ciotką się nie dogadał. Narzeka na nią tak samo jak kiedyś na teściową.
– Ja to mam szczęście, jedną Bóg zabrał do siebie a drugą zesłał. Przecież ja nie prosiłem o dublerkę. Zapytał mnie kto czy chcę takie zastępstwo – biadoli Irek
Autor Etnoria Aris



