Jak bym była w innym świecie. Moja koleżanka zamknęła oczy. Uśmiechnęłam się do niej. Siedziałyśmy na kamiennej ławeczce a przed nami rozciągał się niesamowity widok na zatokę Złotego Rogu. Dzień się kończył. Widać było jak Stambuł roziskrzył się milionami świateł. Przyjechałyśmy wczoraj. Grażynie bardzo zależało na tym wyjeździe. Turcja śniła się jej po nocach a sny były nadzwyczaj realistyczne. W powietrzu czuć było zapach cynamonu i róż.
-Grażynka wracajmy.
Moja koleżanka dotknęła mojej ręki.
– Zaczekaj – poprosiła
– Chcę tu jeszcze posiedzieć. Kolacja w hotelu nie ucieknie. Albo wierz co? – Popatrzyła na mnie a w jej oczach zobaczyłam figlarnie ogniki.
– Zapraszam Cię do restauracji. Posiedzimy będzie przyjemnie. Napijemy się świeżego soku z pomarańczy. Nie chce mi się wracać do hotelu.
-Jak chcesz. – zgodziłam się bez przekonania. Zamierzałam po kolacji wziąć prysznic i wcześniej położyć się do łóżka.
Grażynka już stała przy taksówce.
-Azjatycka strona czy europejska? – zapytała.
Otworzyła drzwi i zapraszała mnie do środka.
– Może kierowca nam coś zaproponuje, coś poleci. Przecież oni wiedzą najlepiej gdzie dobrze zjeść.
Ku mojemu zaskoczeniu taksówkarz był niezwykle komunikatywny. Zawiózł nas do klimatycznej knajpki Kasap Osman. W środku paliły się kolorowe lampiony stały kolorowe szisze a ludzie siedzieli na ogromnych poduchach wśród pomarańczowych drzewek. Nasz kierowca był dumny z wyboru.
-Hotel, meczet wszędzie blisko – zachwalał.
Grażyna była wniebowzięta. Usiadłyśmy. Wzięłam do ręki menu i nie patrząc do środka odłożyłam go na okrągły stolik. Wiedziałam że za chwilę coś się wydarzy. Coś z czym będziemy zmagać się latami i nie koniecznie będą to dobre lata. I wtedy stanął przed nami kelner. Grażyna wbiła w niego wzrok.
– O Jezu – jęknęła – jaki przystojny.
Pytał nas na co mamy ochotę. Zachwalając lokalne smakołyki.
– Grażyna musimy coś zamówić, on pyta na co masz ochotę.
– Powiedz mu że na niego. – wymamrotała moja koleżanka.
Kelner był młodszy od niej o kilkanaście lat. Po polsku nie mówił wcale. Angielski kaleczył bardziej niż my ale widać było że Grażyna mu się podoba.
Cholera pomyślałam i przed oczami zobaczyłam obrazy z przyszłości. Piętnaście milionów ludzi w jednym miejscu a ten cholerny taksówkarz musiał akurat nas tu przywieść. Nie miałam wątpliwości co do tego jak sprawy się potoczą i wcale mi się to nie podobało. Przez wszystkie kolejne dni do wyjazdu jadłyśmy kolacje w towarzystwie Ysufa. Ysów oznacza poszukujący Boga a on akurat musiał znaleźć Grażynę. Moja koleżanka zachowywała się jak gówniara. Nie chciała wyjeżdżać. Pobyt przedłużyłyśmy o tydzień. Moje próby przemówienia jej do rozsądku szlag trafiał. Po prostu się zakochała. Wiedząc że nie akceptuje jej wyboru po powrocie do Polski ograniczyła ze mną kontakt. Wiedziałam co planuje i co zrobi. Nie umiała zrezygnować z tureckiego Józka. Zawrócił jej w głowie na tyle skutecznie że jej życie przestało mieć dla niej znaczenie. Grażyna pochodziła z rodziny lekarzy. Dziadkowie byli lekarzami, rodzice i ona również pracuje w tym zawodzie. Jest ordynatorem chirurgii w jednym z Warszawskich szpitali. Bojąc się sprzeciwu z ich strony nic o swoim romansie nie mówiła. Jej matka mogłaby dostać zawału gdyby w jej willi na Żoliborzu zjawił się kelner ze Stambułu. Któregoś dnia zadzwoniła do mnie.
– Powiedziałam o Józku Justynie.
Justyna to siostra Grażyny która twardo stąpa po ziemi.
– I co? – zapytałam
– Była w szoku
Spodziewam się pomyślałam.
– Grażyna, moja rada jest taka, nie przeciągaj tego. Wiem co zrobiłaś.
Grażyna nie chciała kontynuować rozmowy.
…
Po kilku tygodniach o 6 rano obudził mnie jej telefon.
-Stało się coś? – pytałam zaspana.
– Matka Józka się o nas dowiedziała. Wynajęła tłumacza i razem zadzwonili do mnie. Kazała mi zostawić jej syna w spokoju. – Grażynka szlochała
…
Spotkałyśmy się później.
– Jadę na miesiąc do Sopotu. Spędzę tam święta. – szczebiotała rozpromieniona.
…
Na początku maja zadzwoniła.
– Etnorka mogę przyjechać do Ciebie?
Wiedziałam że jest w ciąży. Usiadłyśmy w kuchni. Zaparzyłam kawę.
– Józek tu jest.
– Gdzie w Warszawie? – zapytałam
– Nie w Sopocie. Ale nie mogę go dłużej ukrywać w naszym domu. Rodzice jak co roku planują spędzić tam lato.
– Jak mogę Ci pomóc? – zapytałam
– Przygarnij go do siebie. Przedstawię go jako Twojego znajomego.
Po tygodniu był u mnie. Zawiozłam go do mojej mamy. Na początku nie była zachwycona ale o dziwo bardzo szybko się dogadali. 15 maja w jej imieniny rodzice poznali zięcia. Po tygodniu powiedziała im że jest w ciąży a Józek jest ojcem. Rodzina się wściekła. Matka na przemian płakała i prosiła Grażynę żeby wychowała dziecko sama. Siostra przestała się do niej odzywać . Ojciec udawał że jej nie widzi nawet jak stali naprzeciwko siebie. Grażyna się uparła. Zamieszkali razem. A potem urodziła się Sara. A któregoś dnia Józek zniknął. Wraz z nim zniknęły wszystkie pieniądze jakie były w domu, biżuteria i kilka wartościowych przedmiotów. Wiedziałam że Grażyna wyszła za niego za mąż w Stambule. Miesiąc po tym jak się poznali. Ukryła ten fakt przed rodziną. A jego żoną formalnie jest nadal. Sara w tym roku poszła do zerówki. Nie pyta o ojca. Józek i Grażyna nie mają kontaktu.
– Dlaczego za niego wyszłaś? – zapytałam któregoś dnia.
Grażyna się zamyśliła. Widziałam że uśmiecha się do własnych myśli.
– Ty tego nie zrozumiesz. – on był moim przeznaczeniem.
Autor Etnoria Aris



