Lubię spokój dnia zadusznego ale tego roku nie był mi dany. Miałam gości którzy robili wokół siebie tyle zamieszania że chciałam uciec z własnego domu. W końcu w głowie pojawiła się myśl. Przecież mogę to zrobić. Założyłam kalosze kurtkę i przypięłam psa na smyczy. Wychodzę powiedziałam na głos. Do przedpokoju przybiegła Kaśka i jej czwórka dzieci. Było widać że nic nie rozumieją. Pogoda była piękna dzień słoneczny szłam z psem wzdłuż rzeki i w jednej chwili pies najeżył sierść i postawił uszy. Rozejrzałam się w koło ale nikogo nie zobaczyłam. Od tego czasu towarzyszyło mi nieznośne uczucie że ktoś mi się przygląda.
…
Minął rok. Kilka dni przed październikową pełnią zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka i poprosiła o korzenie ziół które rosną nad Dunajcem. Niechętnie poszłam je wykopać. W którymś momencie poczułam się jak intruz jak nie proszony gość który wychodzi do czyjegoś mieszkania. Wypowiedziałam zaklęcia ochronne i wróciłam do domu. Na drugi dzień zadzwonił do mnie Marek kuzyn mojej przyjaciółki. Zależało mu na czasie. Chciał się spotkać jeszcze w ten dzień. Przyszedł zaraz po pracy. Usiedliśmy w kuchni. Wzięłam do ręki karty a Marek ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu powiedział że nie chce wróżby.
– W takim razie co Cię do mnie sprowadza? – zapytałam
– Coś Ci opowiem. Przytrafiło mi się to rok temu w zaduszki. Moja matka od rana gderała. Usłyszałem że dobiegam 40 a dalej jestem kawalerem i tak od słowa do słowa pokłóciliśmy się. Otworzyłem barek, wyciągnąłem pierwszą lepszą butelkę z brzegu, trzasnąłem drzwiami i ruszyłem przed siebie. Mamuśka wyszła na balkon i krzyknęła za mną.
– A Ty gdzie?
– Na randkę – odszczekałem – przyprowadzę Ci synową żebyś w końcu dała mi święty spokój.
Zadzwoniłem po Grześka, mojego kumpla z pracy. Po 15 minutach siedzieliśmy w trawie nad rzeka i piliśmy drinki. Dzień już się z nami żegnał. Zapadał delikatny półmrok.
– Idę do domu – powiedział Grzesiek, wstał i poszedł.
-Zamknąłem na chwilę oczy. A jak je otworzyłem stała przede mną dziewczyna. Uśmiechała się do mnie. Miała na sobie sukienkę w grochy.
– Nie jest Ci zimno? – zagadnąłem
A ona usiadła obok mnie i powiedziała
– Przecież możesz mnie rozgrzać.
Pomachałem jeszcze ręka Grześkowi. Stał na kładce i gapił się na nas. Poczułem że dziewczyna się do mnie przytula. Była zimna zmarznięta. Pocałowałem ją w usta.
Tu Marek przerwał swoją opowieść. Coś nie przechodziło mu przez gardło. Po dłużej chwili zapytałam
-Co było dale?
– Sex, ale taki jakiego nigdy wcześniej nie miałem choć do świętych nie należę.
– 500 metrów od kładki nad Dunajcem? – zapytałam z niedowierzaniem
– Tak sam tego nie rozumiem. Ciemno już było.
– Ale przecież ludzie tamtędy chodzą i palą się lampy.
– Nie potrafiłem się jej oprzeć. Robiła ze mną co chciała. W którymś momencie wstała i powiedziała „muszę wracać” a potem zniknęła w ciemnościach. Pobiegłem za nią ale jej nie znalazłem. Kamień w wodę. Wróciłem do domu i zadzwoniłem do Grześka. Chciałem się pochwalić dziewczyną którą poznałem. Wiedziałem że ją widział. Bo przecież machałem mu ręką. Opowiedziałem mu wszystko. Grzesiek nic nie mówił. A potem usłyszałem.
– Pogięło Cię , Ty nie pij więcej. Żadnej dziewczyny przy Tobie nie było. Siedziałeś tam sam i wyginałeś się jak pawian w klatce.
– Zaniemówiłem. A potem poprosiłem żeby przy sięgnął. A on przy sięgnął ze to prawda. Niedługo zaduszki. Minie rok. A ja ciągle o tej dziewczynie myślę. Moja mama dalej szuka mi żony. Wczoraj przyniosła do domu album swojej psiapsiółki która ma dużą rodzinę. I sporo panien na wydaniu.
-Zobacz zachęcała mnie moja matka. Ta jest wolna, ta też.
– Przerzucała kartki albumu i namawiała mnie do wspólnego oglądania. W jednej chwili mignęła mi roześmiana buzia. Kto to jest pokazałem palcem dziewczynę. Wszystko się we mnie gotowało, w głowie miałem dyskotekę. To była ta sama dziewczyna którą spotkałem rok temu nad rzeką. Umów mnie z nią poprosiłem. Matka popatrzyła na mnie dziwnie i nic nie powiedziała. Przerzuciła kolejną kartkę w albumie.
– Umówię Cię z Martusią- zobacz jaka śliczna.
– Nie chcę Martusi chcę tamtą.- Wyrwałem jej album z rąk i cisnąłem nim o wersalkę.
– Jak mam Cię z nią umówić. Nie żyje od pięciu lat. Utopiła się w Dunajcu. Płynęła kajakiem i wciągnął ją wir.
Czas się zatrzymał. Stałem jak słup soli. Nic do mnie nie docierało. Matka coś mówiła krzyczała a potem palnęła mnie w łeb.
-Skaranie Boskie z Tobą Ty się żywymi zainteresuj a nie umarłymi. Aleś sobie wypatrzył narzeczoną.. I co Ci się tak w niej spodobało. Marta dużo ładniejsza a Ty jej nie chcesz
– Pani Etnorio najgorsze jest to że ja ciągle o niej myślę a im bliżej zaduszek tym bardziej ciągnie mnie w to miejsce gdzie żeśmy się spotkali. Widzę ją w tej trawie jak mnie woła. Niech Pani ją jakoś odetnie. Bo zaczynam się bać.
Autor Etnoria Aris.



