– Pani Etnorio da Pani piąteczkę na kawkę.
Przed sklepem stał Pan piąteczka i wyciągał w moją stronę dłoń. Kurczę pomyślałam wszystkie żule zawsze chcą złotówkę a ten zawsze chce piąteczkę.
– Dziś kawa w Mc – ku po dwa złote – powiedziałam
Żulik uśmiechnął się do mnie
– To da Pani te dwa złote a te trzy złote rozliczymy później.
– Posłuchaj mądralo nie podoba mi się ta Twoja rachunkowość, masz dwa złote i zakończmy tą rozmowę
Odwróciłam się na pięcie z zamiarem wejścia do sklepu. Mężczyzna złapał mnie za rękaw kurtki.
-A wie Pani że u Stasików w ciągu tygodnia matka urodziła trojaczki a córka bliźniaczki?
– Skąd Pan to wie?- zapytałam
– Ja wiem znacznie więcej niż się Pani wydaje. Jestem zupełnie kimś innym niż wyglądam.
Jeszcze tego samego dnia nowina się potwierdziła, u Stasiaków urodziło się pięcioro noworodków.
….
Po kilku latach stałam w Warszawie przy Placu Bankowym i rozglądałam się za moimi znajomymi z którymi byłam umówiona. Podszedł do mnie mężczyzna w dobrze skrojonym garniturze w drogim płaszczu od Armaniego i zamszowych butach. Wyglądał jak z żurnala.
– Dzień dobry Pani Etnorio, tak się cieszę że Panią widzę. Czy wyświadczy mi Pani tą przyjemność i napije się Pani ze mną kawy.
– Czy my się znamy? – zapytałam
Mężczyzna popatrzył na mnie poważnie
– Nie poznaje mnie Pani? W takim razie chodźmy. Wszystko Pani opowiem.
W kawiarni pachniało ciastem i świeżo zmieloną kawą. Usiedliśmy przy stoliku. Usiłowałam sobie przypomnieć mężczyznę, niestety bez skutecznie.
– A pamięta Pani mężczyznę któremu dawała Pani pod sklepem pieniądze na kawę?
Popatrzyłam na niego uważnie. Tak Pan piąteczka.
– Pani nigdy mi nie odmówiła przysłowiowej złotówki. I zawsze będę Panią za to szanował.
Czułam się jak by mnie kto zdzielił obuchem w łeb.
– Widzę że u Pana zaszły pozytywne zmiany. To dobrze. Opowie mi Pan o tym? – uśmiechnęłam się
Mężczyzna zaciągnął się dymem z papierosa.
– Od tego czasu minęło już dziesięć lat. Ludzie wtedy łatwiej się bogacili. Pracowałem jako dyrektor banku w jednej z Warszawskich Placówek. Pochłonęła mnie giełda. Wyścig szczurów a ja miałem żyłkę hazardzisty. Ale wie Pani jak to jest. Wygrać możesz. Przegrać musisz. I ja przegrałem, dom lokaty, oszczędności, żona żeby ratować resztki majątku rozwiodła się ze mną. Zostałem bez pieniędzy bez perspektyw i wtedy wyjechałem z Warszawy i zamelinowałem się pod Pani osiedlowym sklepem. Ale miałem plan. I realizowałem go skrupulatnie. Połowę pozyskanych pieniędzy przeznaczałem na zdrapki, lotka i inne gry liczbowe.
– Nie wierzę – przerwałam mu
– Wygrał Pan w lotka?
– Nie do końca, to znaczy nie trafiłem szóstki. Ale pieniądze które wygrałem pozwoliły mi stanąć na nogi. Zainwestowałem…
– W co Pan zainwestował?- zapytałam
– W kozy
– Proszę? – zapytałam
– Wydzierżawiłem 20 ha nieużytków w Lubuskim. Kupiłem 100 kóz, wynająłem ludzi do pracy i zacząłem produkować kozie sery. Na początku zyski były niewielkie. Sprzedawałem głównie na bazarach. Z czasem zacząłem wystawiać produkty na targach, zdobywając w ten sposób rynki zbytu. Teraz można moje sery i przetwory znaleźć w każdym sklepie spożywczym.
– Cieszę się że się Panu udało. A co z rodziną? Odzyskał ją Pan?
Mężczyzna pokręcił przecząco głową.
– Żona ponownie wyszła za mąż, a dzieci nazywają mnie starym capem.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem
– A co z hazardem? – zapytałam
– Udało się go pokonać?
Mężczyzna się zamyślił.
– Z tego się tak łatwo nie wychodzi – powiedział cicho.
– W takim razie muszę Panu życzyć szczęścia- powiedziałam
– Nie szczęście jest mi potrzebne choć ono też się przyda. Ja potrzebuję Pani terapii.
– To musiał by Pan do mnie przyjechać.
-Przyjadę – powiedział zdecydowanie
….
Do dzisiejszego dnia nie dał znaku życia.
Autor Etnoria Aris



