Leciałam do mojej ulubionej Grecji. Wsiadłam do samolotu, usiadłam w fotelu i zamknęłam oczy. Czekałam na moment kiedy samolot oderwie się od ziemi. Uwielbiam tą chwilę. A potem tylko chmury, cisza. Czasami uda się dostrzec wioski i miasta przypominające budowle z klocków lego. Po dwóch godzinach wylądowałam na Thassos. Wyspa przypomina Polskę w pigułce. Góry, morze i serdeczni ludzie. Moja przyjaciółka od kilku lat mieszka na wyspie. Wyszła za greka. Urodziła Stawrosowi dwóch synów. Miałyśmy dla siebie całe 6 tygodni. A ja już cieszyłam się na samą myśl o spotkaniu. Co roku staram się tak wygospodarować czas żeby spędzić w tym cudownym kraju chociaż tydzień. Jeżeli ktoś nie podziela moich fascynacji na temat piaszczystych plaż, krystalicznie czystego morza, śnieżnobiałych kapliczek z niebieskimi okiennicami pewnie nie do końca mnie zrozumie. Ilekroć jestem w Grecji czas płynie wolniej. Na prowizoryczne maleńkie lotnisko wyszła po mnie Danusia.
-Choć na pewno jesteś zmęczona- wzięła mnie za rękę i poprowadziła w stronę samochodu.
Danusia mieszkała w Limenarii niedaleko od portu. Ich posesja składała się z dwóch budynków. Jednego nowoczesnego w którym mieszkała Danusia i jednego stu letniego w którym mieszkała teściowa. Moja przyjaciółka otworzyła przede mną furtkę. Znalazłyśmy się w obszernym ogrodzie porośniętym winoroślą. Raj na ziemi – pomyślałam. Stawros pracował w porcie. Danka przez lato prowadziła restaurację a teściowa zajmowała się dziećmi. W starej części domu można było odpocząć w chłodzie który dawały grube mury. Nowoczesna część posiadała spory basen i widok na morze. Danka popatrzyła na mnie jakoś dziwnie.
– Co się stało? – zapytałam
– Ona chce mnie zabić.
– Kto? – zapytałam
-Moja teściowa. Stosuje na mnie praktyki czarno magiczne. Etnoria musisz mi pomóc.
– Pomogę. – ujęłam w swoje dłonie roztrzęsione ręce przyjaciółki.
Teściowa sprawiała wrażenie serdecznej. Jak na grecką wdowę przystało ubrana od stup do głów w czerń. W stosunku do mnie zachowywała dystans. Zapaliłam świece, rozsypałam zioła ale żadnych negatywnych energii przy niej nie było. Kolejne dni nie wniosły nic do sprawy. Rano pomagałam w knajpie. Po południu wylegiwałam się na plaży. Wieczorem usiadłyśmy w altanie przy lampce wina.
-Powiedz mi jak to było z tym waszym ślubem. Bo na początku teściowa nie była Ci przychylna.
– Etnorio ona mnie nie chciała – wykrzyknęła Danka.
– Dopiero jak moi rodzice kupili mi w posagu kawalerkę na Żoliborzu, odpuściła. Co miesiąc z wynajmu pieniądze wpływają na konto Stawrosa. Ale i to nie pomagało. Dopiero jak urodziłam dzieci relacje między nami się unormowały.
– Ona nie wysyła w Twoim kierunku żadnych złych energii.
– W takim razie kto?
-Tego nie wiem
– Jest tu jeszcze jakaś osoba która jest Ci nie życzliwa? – zapytałam
– Owszem jest, była narzeczona Stawrosa. Jej rodzina nie pogodziła się z odtrąceniem jakie ich spotkało z jego strony.
– Wsiadaj do samochodu jedziemy – powiedziałam
Rodzina niedoszłej żony mieszkała w Skala Potamias. Zapadał już zmrok. Zaparkowałyśmy samochód przy żwirowej drodze obok oliwnego gaju. Starszy mężczyzna wyszedł nam na powitanie. Na nasz widok lekko się wzdrygnął ale zaprosił do środka. Poczęstował chłodnym winem, serem i winogronami. Z domu wyszła stara kobieta.
– To moja matka – powiedział
– Dlaczego szkodzicie mojej przyjaciółce? – zapytałam
– Chcecie ją zabić?
Mężczyzna nic nie mówił.
– Ona – pokazał palcem na Dankę
– Zabrała mojej córce szczęście, spokój i zdrowie. Teraz choroba jej nie odstępuje.
Mężczyzna patrzył na nas zimnym wzrokiem.
– Dajcie jej spokój – zażądałam
– Proszę – dodałam łagodnie i ucałowałam dłonie starej kobiety.
Zapanowało milczenie.
-Tha Einai Etsi – powiedziała staruszka kładąc nam ręce na głowie
…
– Etnoria – Danka w drodze powrotnej dopiero odzyskała mowę.
– Ty wiesz że ja miałam nieodparte wrażenie że w gaju oliwnym czai się wąż który zaraz mnie ukąsi.
– Wiem, wisiał na drzewie tuż nad Tobą.
Autor Etnoria Aris



