Iwonka zawsze miała skłonność do bardzo specyficznych znajomych, przyjechała do mnie w środku lata i od razu zakomunikowała mi że muszę z nią pojechać do Jaśka z Poronina. Jasiek miał jej załatwić skórę z czarnego barana nie farbowaną i dwa gęsie skrzydła.
-Po co Ci takie rekwizyty – zapytałam
Iwonka machnęła ręką.
-Skórę rzucę pod kominek a skrzydła dam znajomej wiedźmie w Toskanii.
Popatrzyłam na nią uważnie. Byłam Pewna że kłamie tylko po co.
-To Ty oprócz mnie znasz jeszcze jakaś inna wiedźmę? – zapytałam zdziwiona
Iwonka znów machnęła ręką.
– Możemy już jechać?
Z jej miny wywnioskowałam że nie zamierza kontynuować tematu.
W Poroninie przywitał nas deszcz. Tatry okryły się mgłą. I wyglądały posępnie. Dom Jaśka stał w centrum przy ul. Tatrzańskiej. Iwonka nacisnęła dzwonek przy furtce. Po chwili na ścieżce pojawiła się krótko obcięta blondynka w okularach.
-Jest Jasiek? – zapytała Iwona.
-Nie, pilnuje parkingu w Zakopanym – i zniknęła za drzwiami góralskiego domu
Do Zakopanego dojechałyśmy po 15 minutach. Z przyczepy samochodowej wyszedł mężczyzna zarośnięty, jakiś nie domyty i jak by wczorajszy. Popatrzył na nas spode łba…
Po chwili oboje z Iwoną zniknęli w czeluściach przyczepy, z której Iwona wytargała ruską torbę w kratkę.
– Możemy jechać – oznajmiła uradowana
– Mam skórę i skrzydła.
W Białym Dunajcu dopiero odzyskałam mowę.
– Iwona możesz mi powiedzieć co to za Jasiek i skąd Ty go znasz? Wygląda co najmniej dziwnie.
– Wiem – przerwała mi w pół słowa
– Ale on tak tylko w pracy wygląda. Nie goli się nie myje bo uważa że wtedy klienci dają mu większe napiwki.
– Ale dlaczego dają mu te napiwki- zapytałam.
Moja przyjaciółka wydęła usta.
– A bo ja wiem, może z litości żeby miał na mydło.
– Nie moja sprawa – skwitowała szybko
Moja też nie, pomyślałam.
….
Po kilku dniach Iwona wróciła do domu we Francji a ja w ferworze codziennych zdarzeń zapomniałam o baraniej skórze i skrzydłach gęsi i nie domytym Jaśku. Aż tu nagle w środku nocy obudził mnie telefon. Iwona niemal płakała.
– Etnoria musisz mi pomóc – usłyszałam
– Spaliło mi się mieszkanie, ukradli mi samochód a Żan- Pier mnie porzucił.
– Co Ty mówisz?
– Mówię jak jest – szlochała Iwona
– To wszystko przez tą baranią skórę od Jaśka i te cholerne gęsie skrzydła.
– Ale dlaczego tak myślisz? – zapytałam.
– Bo te fanty były zaczarowane, Jasiek je zaniósł do szeptuchy a ona coś z nimi zrobiła. Skóra miała przynosić pieniądze, rozumiesz takie moje prywatne złote runo. A skrzydła miały uskrzydlić moją duszę, moje dążenia do celu i unieść mnie do marzeń.
– I co? – zapytałam
– I nic nie zadziałało.
Iwona ryczała jak bóbr.
– Czy możesz mi powiedzieć dlaczego po prostu do mnie nie przyszłaś i nie poprosiłaś o zaklęcia tylko polazłaś do jakiejś szeptuchy z brudnym Jaśkiem?
Po drugiej stronie słuchawki zapanowała cisza.
– Bo Ty jesteś ciągle zajęta – usłyszałam po chwili.
– Nie chciałam Ci głowy zawracać a u babki szeptuchy miało być taniej ale w rezultacie wyszło drożej.
– Słucham? – zapytałam wściekła.
– Nigdy w życiu od moich znajomych nie wzięłam pieniędzy za działania magiczne. Na jakiej podstawie Iwona uważała że babka załatwi jej sprawę po kosztach. Nie miałam pojęcia.
– Etnoria błagam Cię zrób coś. Boję się że teraz stracę zdrowie, pracę i oszczędności.
– Czy możesz mi wszystko opowiedzieć od początku – poprosiłam
I na tej opowieści zeszło nam do świtu.
-Zadzwoń do mnie wieczorem . Póki co postaraj się zasnąć.
– Dobrze -powiedziała zmęczona Iwona
Usiadłam w fotelu starałam się zebrać myśli. Z opowieści mojej przyjaciółki wynikało że podczas majowego weekendu na Krupówkach poznała Jaśka. Który handlował zakrapianym bimbrem. I tak od słowa do słowa zaproponował jej kupno baraniej skóry i dwóch gęsich skrzydeł za okrągły 1000 złotych.
….
Rozłożyłam karty tarota.
Z rozkładu jasno wynikało że Jasiek puścił wodze fantazji i żadnej szeptuchy nie było. Wymyślił sobie barania skórę a w głębi duszy śmiał się z łatwowiernych ceperek na których zamierzał nieźle zarobić.
Rozłożyłam ponownie karty
Chciałam je zapytać o nieszczęścia które spłynęły na Iwonę. Już na pierwszy rzut oka było widać że ktoś jej złorzeczy i ciska w nią urokami. Była to nowa partnerka Żan – Piera która w ten sposób chciała definitywnie pozbyć się rywalki. Przez 40 dni odprawiałam rytuały, żeby odwrócić od niej nieszczęścia. W końcu się udało. Co prawda Żan – Pier nie wrócił ale jego miejsce zajął młodszy i przystojniejszy Karlo. Moja przyjaciółka znów zaczęła się uśmiechać a ja nie mogłam zapomnieć Jaśka i tego w jaki sposób oszukał Iwonę. Postanowiłam odpłacić mu pięknym za nadobne.
….
Po miesiącu stał w progu mojego gabinetu. Przestępując z nogi na nogę. Wbił wzrok w czubek butów i wystękał.
– Proszę Pani ja bym chciał Pani wiedźmo żeby Pani przyjęła ode mnie 1000 złotych i oddała je swojej koleżance.
Popatrzyłam na niego zimnym wzrokiem.
– To wszystko? -zapytałam
– No nie, ja bym jeszcze chciał żeby ją Pani przeprosiła w moim imieniu – wyjął z kieszeni 10 banknotów 100 zł i położył na biurku.
– Ja bym jeszcze chciał żeby przestała mnie Pani nękać czarami.
– Ale ja nic Panu nie robię.
Jasiek nabrał powietrza w płuca i wymamrotał pod nosem
– Dobra, dobra ja już tam swoje wiem. Drapie się jak pies na łańcuchu a na nogach mam liszaje. Wszystko mnie swędzi całe ciało i tam tez…
Jasiek zrobił znaczącą minę wykrzywiając się przy tym niemiłosiernie.
– A może wystarczyłoby się wykąpać Panie Janie? – popatrzył na mnie zaskoczony.
– Ja już tam wolę Pani zapłacić a moje życie niech pozostanie jakie było. Dziękuję za wszystko Pani wiedźmo i rączki całuję.
Jasiek odwrócił się na piecie i wyszedł z mojego gabinetu.
Autor Etnoria Aris



