Baśka to ma szczęście. Janusz kupił jej na urodziny nowiutką Astrę. Tereska patrzyła znacząco na Jolę. Dwa lata temu kupili mieszkanie w Trójmieście żeby mogli je wynajmować i dorobić do pensji. Ona zarabia w tym prywatnym przedszkolu naprawdę grosze. Janusz też kokosów nie zarabia na stacji benzynowej pomyślałam ale powiedziałam coś zupełnie innego.
– Dajcie im spokój bo pomyślę że jesteście zazdrosne.
– Ja nie jestem – odezwała się Tereska.
– Baśka to moja przyjaciółka i chce żeby wiodło się im jak najlepiej.
– To wypijmy za ich szczęście.
Jola napełniła kieliszki winem.
…
Od tego czasu minęło kilka lat. Z moimi przyjaciółkami spotykam się regularnie co roku. To taki rodzaj spotkań klasowych. Ale tylko w babskim gronie i trochę okrojony. Właśnie zadzwonił telefon. Po drugiej stronie słuchawki Jola informowała mnie że już się spakowała.
– Etnorka -piszczała do słuchawki.
-Mamy dla Ciebie niespodziankę. Ale najpierw powiedz że się zgadzasz. Ale się zgódź.
Zgodziłam się, ale miałam wrażenie że z tyłu głowy pali mi się ostrzegawcze światło. Po kilku godzinach moje przyjaciółki siedziały u mnie na tarasie.
– Możecie mi powiedzieć co to za niespodzianka.
– Niespodzianki są dwie – poinformowała mnie Jola.
– Pierwsza to taka że wynajęłyśmy domek nad jeziorem. A drugą zobaczysz na miejscu.
Jak ja nienawidzę niespodzianek – pomyślałam.
– No to jedziemy. Teresa wstała i odłożyła filiżankę z niedopitą kawą.
Po godzinie byłyśmy na miejscu. Brzegi jeziora otaczał piękny las w jesiennej szacie. Na niewielkiej polanie stał domek który przypominał chatkę trapera. Zbudowany był z kamienia, drewna a na podłodze leżały skóry upolowanych zwierząt. Zapaliłyśmy grilla a wieczór zapadł szybko i zrobiło się zimno.
– To co wchodzimy do środka?- zapytałam
– Bo marznę
Dziewczyny natychmiast zaczęły się zbierać.
-A teraz zgasimy światło bo za 15 minut będziemy tu miały prawdziwy show – Jola cieszyła się jak dziecko.
Światło zgasło, a ja usłyszałam że ktoś wchodzi kuchennymi drzwiami. Przez chwilę panowała cisza, którą przerwał potężny dźwięk perkusji. Prawie ogłuchłam w tym momencie światło się zapaliło a na środek pokoju wskoczył policjant który zaczął się wyginać i kręcić tyłkiem. O matko – pomyślałam. Zamówiły striptizera. Policjant giął się jak oszalały i w pewnym momencie staniol przy Baśce. Muzyka grała a on stał jak rażony piorunem. Po chwili Jolka klepnęła go w pośladek.
– Hej złociutki co tak stoisz?
– Pokaż kotku co masz w środku -Tereska podniosła mu do góry tył munduru
Wszystkie trzy siedziałyśmy na sofie a mężczyzna stał do nas tyłem i nie wykonywał najmniejszego ruchu. Popatrzyłam na Baśkę. Miała pół otwarte usta i wytrzeszczone oczy. Wyglądała co najmniej dziwnie. Podeszłam do striptizerka i oniemiałam. Pomimo doklejonych sztucznych wąsów od razu poznałam Janusza. Wyłączyłam magnetofon. Bo wydawało mi się że to coś zmieni. Ale było jeszcze gorzej. Cisza cięła napięcie które aż iskrzyło miedzy nami. Moje przyjaciółki stanęły mi za plecami.
– Janusz to Ty? – zapytała Jola i popatrzyła na mnie w nadziei że powiem coś mądrego. Ale mnie nic mądrego nie przychodziło do głowy. Janusz odwrócił się w naszą stronę a potem wrzasnął do Baśki.
– Baśka do domu i stał dalej jak kołek w tym samym miejscu.
Basia wstała z fotela podeszła do stołu wzięła do rąk stojący na nim flakon i pizdneła nim o podłogę. Rozpadł się na kawałeczki. Po czym wybuchnęła płaczem i wybiegła na dwór. Jola z Tereską ruszyły za nią.
-Baśka zaczekaj – krzyknęła Tereska
– Zaczekaj jest ciemno. Nie dogonimy Cię.
Janusz zrobił krok w moją stronę.
– Czyś Ty zgłupiał – powiedziałam cicho
Janusz popatrzył na mnie uważnie i usiadł w wiklinowym fotelu.
– To wszystko przez Baśkę
– No wiesz -oburzyłam się – broniąc przyjaciółkę.
– Ale to prawda. Janusz obstawał przy swoim
– To ona domagała się nowego samochodu, mieszkania pod wynajem, domku za miastem, wczasów w Tunezji. Janusz wyliczał na palcach zachcianki swojej żony.
– Ja przecież mam niską pensje.
– Jak długo to robisz? – przerwałam mu w pół słowa.
– Nie długo będę miał dwudziestolecie pracy. – oznajmił mi z dumą.
– I co się tak gapisz nie patrz tak na mnie – usłyszałam
– To Baśka wysłała mnie na siłownie tam poznałem Arka który zaproponował mi tą robotę. 500 zł za występ a w sezonie miałem po 2 albo 3 występy w jeden wieczór. – pochwalił się Janusz
– Ale co Ty powiesz Baśce? – zapytałam
– A co mam powiedzieć? Przecież jej nie zdradzam to o co chodzi? – Nabzdyczył się nasz stryptizer
…
Baśka już nie uczestniczy w naszych klasowych spotkaniach. Z mężem się pogodziła. Nas traktuje z dystansem i unika bliższych kontaktów
Autor Etnoria Aris.



