Zawsze uważałam że człowiek posiada dwie nogi i w związku z tym może założyć tylko jedna parę butów. A dwoma łyżkami je się znacznie gorzej niż jedną. A w życiu najważniejsze jest zdrowie rodzina i przyjaciele i pasja która pozwala nam wyznaczyć cel i dążyć do niego. W moim gabinecie siedziała moja stała klientka która kupowała kolejny pensjonat w Zakopanym. I chciała się dowiedzieć czy dobrze lokuje pieniądze.
– Pani Tereso tym razem odradzam, karty nie są transakcji przychylne.
– Ale dlaczego zapytała Pani Teresa.
– Dlatego że z tym budynkiem jest coś nie tak. Ma złą energię a Pani nie będzie się w nim dobrze czuła. Przypływ pieniądza też jest zakłócony. To nie jest dobry interes Pani Tereso.
Popatrzyłam na Panią Teresę i widziałam że mi nie dowierza.
– Pani Etnorio to świetna lokalizacja. Proszę mi wybaczyć ale to co Pani mówi to niedorzeczność.
– Tak czy siak odradzam – upierałam się przy swoim
Pani Teresa podziękowała za sesję i wyszła.
…
Po kilku dniach wyjechałam do Stambułu. Spędziłam tam całe lato. Zaraz po powrocie do kraju przyszła do mnie Pani Teresa.
– Miała Pani rację. Niech szlak trafi moją inwestycję i pieniądze które wpakowałam w pensjonat. On jest chyba przeklęty. Mimo sezonu turyści omijają go szerokim łukiem jakby był niewidoczny. A to zaledwie kilka kroków od Krupówek. Wie Pani że u sąsiadów jest pełno a ja liczę straty. Niech mi Pani to miejsce odczaruje albo ja oszaleje.
Minęło kilka dni.
Wybrałam się na oczyszczenie do mojej klientki. Pensjonat rzucał się w oczy już z daleka. Nowe odeskowanie, nowe gonty – piękny pomyślałam. Ciekawe dlaczego klienci go unikają. Już za bramą prowadzącą na posesję poczułam dziwny chłód. Jakby to miejsce było przesiąknięte nieszczęściem.
– Witam Pani Etnorio
Właścicielka wyszła mi na spotkanie i szeroko otworzyła drzwi.
– Zapraszam do środka – usłyszałam
Przestronny hol połączony z recepcją wystrojem nawiązywał do tradycji podhalańskiej. Ani ładny ani brzydki. Zapaliłam świece, rozsypałam zioła i zaczęłam rozglądać się po domu. W jednej chwili świece zaczęły gasnąć. Wzięłam do rąk miotełkę z pierza i uniosłam ją do góry. Pióra falowały w zimnym podmuchu. Rozejrzałam się. Okna były pozamykane. Stałam jak skamieniała. Przed oczami pojawiały się obrazy:
Wesele. Białe konie. Dorożki. Przed budynkiem młoda para wsiada do powozu. I wtedy konie się płoszą. Welon młodej Pani okręcony jest wokół szyi. Zaplątuje się w koła powozu. Konie galopują. A ona wleczona jest wzdłuż ulicy.
Kolejne obrazy:
Pogrzeb. Biała trumna. Białe wieńce. Łzy.
Mój Boże – pomyślałam – takie nieszczęście.
– Pani Tereso. Ten budynek miał być prezentem ślubnym dla nowożeńców. Moda Pani zginęła w dzień wesela. Udusił ją welon który zaplatał się wokół szyi i wciągnęły go koła dorożki. Konie się spłoszyły i poniosły w dół Krupówek.
Oczyściłam dom. Odprawiłam rytuały. I miałam nadzieję że w tym miejscu Pani Teresa będzie mogła prowadzić swoje interesy.
…
Jesienią Pani Teresa zaprosiła mnie na kawę. Siedziałyśmy na tarasie w wilii patrząc jak mgły otulają szczyty Tatr.
– Czy Pani wie Pani Etnorio że ja wiele razy widywałam kobietę w bieli która pojawiała się i znikała. Podejrzewałam że to duch ale nie miałam pojęcia że mam do czynienia z pierwszą właścicielką tego domu. Gdybym tego sama nie przeżyła nigdy bym nikomu nie uwierzyła w taką historię.
Autor Etnoria Aris



