Opowiadanie nr 75

Udosptępnij na:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

Wszystkie historie z udziałem Etnorii Aris wydarzyły się naprawdę. Zmienione zostały tylko imiona uczestników tych zdarzeń…

– Muu, zabuczała Gosia – patrząc wymownie na swojego brata

A ten zacisnął pięści i ruszył za nią w pogoni dokoła stołu

– Minęło już 10 lat. Pamiętasz ten zimowy wieczór. Wiesz że ja wtedy myślałam że umrę.

– Pamiętam – przytaknęłam

– Tego nie da się zapomnieć

Basia wyszła jeszcze za mąż w liceum. Maturę zdała w systemie wieczorowym. W naszych czasach nie do pomyślenia było żeby licealistka chodziła do szkoły w ciąży. Arek mąż Basi zaraz po ślubie wyjechał do USA do rodziny. Ona miała dołączyć do niego w ciągu roku. Ale póki co została sama jak palec w ogromnym domu na końcu wsi wśród pól i lasów. Najbliższy sąsiad mieszkał kilometr od niej. W tej pustelni niczego jej nie brakowało. Doskwierała tylko samotność. Dzidziuś miał się urodzić w marcu. Na zimowe ferie Baśka zaprosiła wszystkie dziewczyny z klasy. Zapakowałyśmy plecaki i po godzinie jazdy byłyśmy na miejscu. A od przystanku czekała nas jeszcze godzina marszu po słabo odśnieżonej drodze. W progu domu Basia powitała nas radosna i szczęśliwa. Dom był piękny a jego gospodyni ugościła nas po królewsku. Przez kolejne dni bawiłyśmy się wyśmienicie. Wspólne gotowanie, tańce, filmy z odtwarzacza wideo. A za oknem śnieg…padał, padał i padał. Po tygodniu odcięło nas od świata. Nie było widać ani drogi ani płotu. Wszystko równiutko było zasypane skrzącym się w słońcu białym puchem. W nocy do mojego pokoju przyszła Baśka.

– Etnoria – wyszeptała mi do ucha

– Chyba poród się zaczął

– Jak to przecież lekarz mówił że jeszcze 5 tygodni.

– Powiedz to dziecku które prosi się na świat – powiedziała Baśka trzymając się za brzuch i uklękła na środku pokoju.

Wyskoczyłam z łózka jak poparzona. Włączyłam na cały głos muzykę z magnetofonu i po chwili wszystkie moje psiapsiółki były przy nas. O dziwo o nic nie pytały. Patrzyły na Baśkę a sytuacja nie wymagała komentarza. O telefonach komórkowych w tych czasach mogłyśmy tylko pomarzyć. Zero kontaktu. Zero drogi. Zero pomocy. Te oczywiste fakty docierały do mnie jakby przez mgłę. Złapałam kurtkę i buty. Zaczęłam szybko się ubierać.

– Dorota idziesz ze mną zarządziłam. Reszta zostaje z Baśką.

– Mowy nie ma – złapała mnie za rękę Ewa

– Ja pójdę Ty zostajesz.

– Ja też pójdę zadeklarowała się Wiola – za nic w świecie nie chcę odbierać porodu.

– Popatrzyłam na Basię – bóle musiały się nasilać bo wyglądała kiepsko.

– Weźcie latarki i jak najszybciej biegnijcie do sąsiada.

Dziewczyny zatrzasnęły za sobą drzwi. Zdawałam sobie sprawę z powagi sytuacji.

– Dziewczyny, przyszykujcie ręczniki i gorącą wodę.

Kaśka bez słowa poszła do kuchni. To co działo się potem tak naprawdę opisać się nie da. Możecie mi wierzyć albo nie ale to były 2 najgorsze godziny w moim życiu. Po 2 w nocy nareszcie drzwi się otwarły. I stanął w nich mężczyzna cały zasypany śniegiem.

– Gdzie ona jest? – zapytał

Bez słowa pokazałam kuchnię. Baśka klęczała na podłodze i na kolanach kręciła się w kółko.

– Dajcie mi gorącą wodę i czyste ręczniki – zarządził

– Ale szybko. Ona już rodzi.

Po 20 minutach usłyszałyśmy krzyk dziecka. Matko kochana pomyślałam. Dobrze że lekarz zdążył. I wtedy drzwi otworzyły się ponownie  a w nich stanęły moje koleżanki a za nimi ekipa karetki pogotowia.

– Gdzie Baśka? –  krzyczała Wiola.

– W pokoju. Chyba urodziła lekarz jest u niej.

– Jaki lekarz? – zapytał mężczyzna w białym kitlu.

– A skąd ja mam wiedzieć jaki?

Popatrzyliśmy po sobie nic nie rozumiejąc. W progu sypialni stanął mężczyzna ocierając pot z czoła.

– Odebrałem poród. Teraz Wasza kolej.

Uśmiechnął się do medyków a mnie poprosił o kawę. Poszłam do kuchni i nastawiłam ekspres. Mężczyzna usiadł przy stole. Patrzył na mnie lekko się uśmiechając.

– Kim Pan jest? – zapytałam

– Weterynarzem, Twoje przyjaciółki narobiły hałasu na całą wioskę. Najbliższy szpital jest oddalony o 50 km. A w taką pogodę nie było żadnej gwarancji że dojadą na czas.

-Przybiegłem do Was jak najprędzej.

– Dziękuję – powiedziałam

Mężczyzna wypił spory łyk kawy. Do kuchni wszedł lekarz z karetki pogotowia.

– Jak zwykle dobra robota. – uścisnął dłoń weterynarzowi.

– Co byśmy bez Ciebie zrobili Krzychu.

– Nie wiem. Może przyjdzie czas, że to Ty mnie wyręczysz w robocie Piotrze – obaj mężczyźni wybuchnęli śmiechem.

 

Autor Etnoria Aris

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze opowiadania

Opowiadanie nr 165

– Etnoria mogłabyś do Nas jutro zajrzeć? – Jurto nie mogę jestem zawalona robotą. Beatko może w przyszłym tygodniu znajdę trochę wolnego czasu to przyjadę.

Czytaj dalej >>>

Opowiadanie nr 164

  Halny to nie jest taki zwyczajny wiatr, słychać w nim wycie potępionych dusz. Władek zaciągnął się dymem z papierosa i popatrzył na Tatry. Tu

Czytaj dalej >>>

Odwiedź nas na

Wiersze Etrnorii Aris

Wiersz 32

Dzień bez Ciebie Jest dniem straconym, Pozwól mi kochać Tak by wszystkie Nasze dni Były kłębkami szczęścia

Czytaj dalej >>>

Wiersz 31

Pieprzem i solą dopraw moje życie Cukrem posyp ścieżki nieznane Chcę być przy Tobie Tobie ufać pragnę Prowadź mnie przez krainę marzeń Ku malinowej krainie

Czytaj dalej >>>

Pozostałe wpisy

FAZY KSIĘŻYCA 2024

Faza księżyca Data Godzina Nów 11 stycznia 2024 12:58:05 Pełnia Wilka 25 stycznia 2024 18:54:43 Nów 10 lutego 2024 00:00:44 Pełnia Śnieżny Księżyc 24 lutego

Czytaj dalej >>>

Fazy księżyca 2023

Faza księżyca Data Godzina Pełnia Wilka 7 stycznia 00:09 Nów 21 stycznia 21:55 Pełnia Śnieżny Księżyc 5 lutego 19:30 Nów 20 lutego 08:09 Pełnia Robaczego

Czytaj dalej >>>

All Rights Reserved ©2020 Etnoria Aris || Wykonanie MosakDesign