Mamy dwa rodzaje uczniów jedni chcą się uczyć a drudzy nie. Nauczyciel matematyki wbił we mnie wyblakłe niebieskie oczy i podał mi kartkówkę.
– Trzy na szynach – powiedział
Jakim cudem pomyślałam. Przecież wszystko zrobiłam w miarę dobrze. Szczerze mówiąc liczyłam na czwórkę. Stałam przy jego biurku oszołomiona tak niska oceną.
– Etnoria to Twoja druga trója na szynach, jak tak dalej pójdzie to musisz liczyć się z poprawką na koniec roku.
Matematyk mnie nie lubił. Czułam to za każdym razem jak na mnie patrzył. W głowie mi się nie mieściło że aż tak zaniżył mi ocenę. Słowem się nie odezwałam, wzięłam kartkówkę z jego biurka i usiadłam w ławce. Porównałam wypracowanie z pracą Danki która siedziała obok mnie i o mało mnie szlag nie trafił, było w niej znacznie więcej błędów a ocena wyższa. Aż we mnie zagotowało. Wymamrotałam zaklęcie pod nosem i przełamałam ołówek na pół.
– Co tam mruczysz? – zapytał nauczyciel.
– Wstań jak do Ciebie mówię. Po co Wy do tej szkoły przychodzicie- narzekał.
…
Minęło kilka dni.
W szatni podbiegła do mnie Danusia.
– Nie będzie matmy- oznajmiła mi uradowana.
– Moczymorda sturlał się ze schodów i połamał kulasy. Etnoria nie cieszysz się? Dlaczego nic nie mówisz? Tylko mi nie mów… – nie dokończyła bo rozległ się dzwonek który zagłuszył naszą rozmowę.
Po kilku dniach matematyk pojawił się w szkole na wózku. Nogi miał zagipsowane do kolan. Wtoczył się do klasy. Na kolanach miał dziennik który otworzył i krzyknął
– Etnoria do mnie.
Podeszłam do tablicy choć wiedziałam że nie czeka mnie nic dobrego.
– Weź kredę i pisz.
Podyktował mi cztery zadania. Na tyle skomplikowane że sobie z nimi nie poradziłam. Dostałam cztery dwóje. Do końca lekcji nauczyciel nie odezwał się ani słowem. A w szkole nie pojawił się do końca roku. Ledwo z tych dwój się wygramoliłam bo groziło mi powtarzanie klasy. We wrześniu na inauguracji roku szkolonego stanął za moimi plecami i wycedził przez zęby.
– Nie myśl że nie wiem że te moje nogi to nie Twoja robota. Ty mała wiedźmo.
Odwróciłam się na piecie i odpyskowałam
– A może to wina kolejnej butelki whisky którą Pan tak ochoczo w siebie wlewa.
Jego mina była bezcenna. Na drugi dzień zabrałam dokumenty i zmieniłam szkołę. Spotkałam go po latach. Przyszedł do mojego gabinetu, zmięty, poszarzały i zmęczony życiem.
– Etnoria wiesz że jestem matematykiem. Mam ścisły umysł i nie ma w nim miejsca na czary. Podświadomie zawsze wierzyłem w magię choć nie byłem w stanie jej zrozumieć. Obsesyjnie czytam horoskopy. Próbowałem się uczyć tarota ale nic z tego nie wyszło – machnął zniecierpliwiony ręką.
– Powiedz mi jak to jest z Wami wiedźmami?
– A dokładnie co chce Pan wiedzieć? – zapytałam
– Chodzi mi o to dlaczego Ty pewne rzeczy rozumiesz a ja nie?
– Panie profesorze- podałam mu jabłko leżące na moim biurku
– Proszę mi powiedzieć co Pan widzi?
– Jak to co jabłko.
– I co jeszcze? – zapytałam
Przez dłuższą chwilę nauczyciel nic nie mówił. Wpatrywał się w owoc.
– Jabłko jest czerwone – dodał
– Nic więcej? – zapytałam
– Nie
Wzięłam jabłko z jego dłoni.
– A ja widzę sad obsypany białym kwieciem. Rzędy niewysokich jabłoni. Czuję ciepło słonecznego dnia. Słyszę trzepot skrzydeł owadów. Później obraz się zmienia. Widzę obraz ludzi zrywających jabłka. Układają owoce w skrzyniach. Kolejny obraz. Widzę jezdnię. Gorący czarny asfalt ugina się pod kołami samochodów. A potem słyszę gwar ludzi w supermarkecie. Kłębią się przy stoisku z owocami. Kobieta w zielonej sukience układa owoce w piramidę, jest szczęśliwa.
– Ty to naprawdę widzisz? – z niedowierzaniem zapytał matematyk
– Tak – przytaknęłam
– Nigdy bym nie przypuszczał że tak można. I możesz tak ze wszystkim? Z każdym przedmiotem? – dopytywał
– Prawie – powiedziałam
Nauczyciel wstał. Pokiwał głową i bez pożegnania wyszedł.
…
Po roku przeczytałam klepsydrę. Zmarł w wieku 60 lat. Kupiłam różę i poszłam na pogrzeb. Oprócz mnie było kilka osób których nie znałam. To smutne pomyślałam. Ale prawdziwa niespodzianka przyszła po kilku dniach. Matematyk zamieścił mnie w testamencie. Zostawił mi list i pieniądze. W liście nazywał mnie swoją najzdolniejszą uczennicą. Dlaczego to zrobił po dziś dzień nie wiem. Podejrzewam że była to forma jego pożegnania. Chciał mi udowodnić że są zadania których nie jestem w stanie rozwiązać. Pieniądze po dziś dzień leżą w kopercie w mojej szufladzie i nie wiem co mam z nimi zrobić.
Autor Etnoria Aris



